Wiesz, co jest największą siłą?
Nie krzyk.
Nie walka.
Nie zemsta.
Ale to ciche "dość".
To spokojne odejście.
To eleganckie zamknięcie drzwi
bez trzaskania nimi.
Bo nauczyłem się,
że niektórych bitew
nie warto toczyć.
Że niektórych ludzi
nie warto przekonywać.
Że niektórych relacji
nie warto ratować.
Wybieram spokój.
Nie dlatego, że jestem słaby.
Nie dlatego, że się boję.
Ale dlatego, że wreszcie
nauczyłem się cenić
własną energię.
Własną ciszę.
Własny spokój.
Odchodzę.
Bez dramatu.
Bez wyrzutów.
Bez tłumaczeń.
Od tych, którzy nigdy
nie próbowali zrozumieć.
Od tych, którzy brali,
nie dając nic w zamian.
Bo zrozumiałem,
że nawet wygrana wojna
zostawia blizny.
A ja już nie chcę
więcej blizn.
Wybieram ciszę.
Wybieram spokój.
Wybieram siebie.
I tych nielicznych,
którzy zostają
bez konieczności
proszenia ich o to.
