Jestem już w takim wieku, w którym.
Nic nie muszę.
Wiele mogę.
Jeśli tego naprawdę chcę.
Ja, nie ktoś.
Wiem czego chcę, a na co nigdy nie wyrażę zgody, akceptacji.
Nie muszę niczego, nikomu udowadniać.
Zważać, aby prawdą kogoś nie urazić.
Tłumaczyć się ze swoich kroków, decyzji, wyborów.
Nie spinam się, aby w oczach innych wypaść naj, udawać ideał i perfekcjonizm.
Bo wiem, że ten prawdziwy, szczery człowiek, to właśnie ten nieidealny.
Dojrzałość pozwala mi być sobą.
Akceptować siebie z każdą wadą, blizną i słabością.
Nie słucham innych, tych wszystkich rad, mądrości.
Samodzielnie podejmuje decyzje.
I tylko ja jestem za nie odpowiedzialna.
Sukces jest moją radością.
Porażka moją lekcja do odrobienia.
Swoją wartość buduje sama, wewnątrz siebie.
Nie opieram jej na zdaniu innych.
Bo podobać mam się sobie, nie ludziom.
To sama ze sobą chcę się czuć dobrze, komfortowo.
Nie zależy mi na sympatii, atencji, przypodobaniu się innym, dlatego mam odwagę do wyrażania swojego zdania, podążania swoją drogą, podejmowania samodzielnych decyzji, stawiania granic.
I z każdego kroku rozliczać się będę sama.
Niezależność od ludzi, ich oczekiwań i wymagań jest siłą, odwagą, luxusem, z którym żyje się lżej.
A na pewno spokojniej.
