Są kobiety, które nie wracają po prostu do domu…
one wracają na drugi etat.
Wysiadają z autobusu z duszą zmęczoną,
z rękami pełnymi siatek
i sercem przepełnionym obowiązkami.
Gdy inni mogliby wreszcie odpocząć,
na nie czekają dziecięce ramiona.
Ona — zmęczona, z bolącymi plecami i głową pełną spraw —
schyla się, uśmiecha… i zmienia się.
Wyłącza tryb pracy, a włącza rolę mamy.
Bez przerwy.
Bez narzekania.
Często — bez jakiejkolwiek pomocy.
Zdejmuje uniform i zakłada fartuch,
stając się wszystkim naraz:
opiekunką, kucharką, nauczycielką, pielęgniarką, doradczynią.
Wszystkim — z miłości.
Nie dlatego, że to łatwe,
lecz dlatego, że jej miłość jest silniejsza niż zmęczenie.
Niewielu to dostrzega.
Niewielu dziękuje.
Prawie nikt nie pyta: „Jak się czujesz?”
A ona i tak trwa. Bo rezygnacja nie wchodzi w grę.
Nawet gdy jest wyczerpana, wciąż pozostaje
najbezpieczniejszym miejscem dla swoich dzieci.
Wracać z pracy i od razu być mamą —
to nie słabość.
To siła.
A jeśli jesteś jedną z tych kobiet,
dziś nie proszę cię, byś znosiła więcej.
Proszę, byś zobaczyła siebie.
Byś objęła samą siebie.
Byś wiedziała:
to ty jesteś prawdziwym sercem domu.
