Listopad zawsze był dla mnie trudny.

Niby zwykły miesiąc, a jednak coś w nim przygniata.

Powietrze cięższe, dni krótsze, myśli jakby gęstsze.

Wszystko zwalnia, tylko głowa nie potrafi.


To ten czas, kiedy bardziej czujemy samotność, zmęczenie, tęsknotę.

Kiedy nawet ci, którzy zawsze się uśmiechają, robią to trochę ciszej.


Ale to też czas, żeby pozwolić sobie na chwilę zatrzymania.

Na oddech, na łzy, na ciszę, która nie musi być straszna.

Nie musisz być silna każdego dnia.

Nie musisz mieć energii, planu, celu.

Czasem wystarczy po prostu być.


Listopad to miesiąc przetrwania, ale też przypomnienia, że światło wróci.

Bo po każdym szarym dniu przychodzi ten moment, kiedy słońce wychodzi choćby na chwilę.


I właśnie wtedy dociera, że warto było się zatrzymać.

Że nawet w tym ciężarze jest coś, co nas oczyszcza.

Bo siła nie zawsze krzyczy.

Czasem po prostu siedzi cicho, z kubkiem herbaty w dłoniach i mówi: „dam radę, tylko dziś trochę wolniej”.


BeZa