Patrzę na to ludzkie zbiegowisko i czasem naprawdę nie wiem,

czy to jeszcze świat, czy już wielki teatr próżności.

Zima spadnie — a oni zachowują się, jakby nie widzieli jej od tysięcy lat.

Śnieg jak śnieg. Natura robi swoje.

Ale ludzie…

ludzie robią z tego widowisko.


Przeglądam ich cyfrowe ogniska, te wszystkie „pejsy”, jak to zwą,

i widzę jedynie twarze po tuningu,

ciała ustawione jak manekiny,

posiłki pozowane jak trofea,

i miejsca, o których bardziej chcą się pochwalić, niż je przeżyć.

Jakby wartość chwili mierzono ilością oczu, które ją zobaczą,

a nie głębią, z jaką się ją poczuje.


Samotny wilk czasem się zastanawia,

czy oni naprawdę nie wiedzą, co czynią.

Bo wyglądają, jakby zgubili sens w drodze po uwagę.

Jakby zapomnieli, że życie nie dzieje się na ekranie —

tylko tam, gdzie pachnie las,

tam, gdzie śnieg topi się na sierści,

tam, gdzie człowiek milczy i jest to cisza, nie pustka.


A oni mierzą swoje istnienie filtrami, lajkami,

i iluzją, że im więcej hałasu wokół siebie zrobią,

tym bardziej będą istnieć.

A przecież hałas to nie bliskość.

Obraz to nie prawda.

A tłum to nie wataha.


Patrzę na to wszystko

i naprawdę mam wrażenie, że nadeszły czasy,

w których ludzie biegną, nie wiedząc dokąd,

pokazują siebie, nie wiedząc kim są,

i udają szczęście, nie wiedząc, jak ono smakuje.


Wilk rozumie jedno:

gdy zapomnisz o tym, co prawdziwe,

nawet najpiękniejszy śnieg stanie się jedynie pretekstem,

by odwrócić uwagę od własnej pustki.


A może właśnie dlatego warto czasem wyjść z tłumu,

stanąć na uboczu,

posłuchać własnego oddechu

i przypomnieć sobie prostą prawdę:


prawdziwe życie nie potrzebuje widowni.

Wystarczy, że jest.


Piona. 👊


 — Wilk.