Człowiek powinien mieć swoją kobietę.
Nie taką „na chwilę”, tylko taką, co wejdzie ci pod skórę i już nie wyjdzie.
Co zna twoje demony i nie ucieka.
Co widzi cię w najgorszym stanie i zamiast spierdalać, robi ci herbatę i mówi: „ogarniemy to”.
Bo wiesz…
możesz mieć tysiąc znajomych, milion planów,
ale jak wracasz do pustego łóżka, to i tak czujesz ten jebany chłód.
Prawdziwa kobieta to nie ta, co się uśmiecha, jak wszystko gra.
To ta, co stoi obok, jak życie rozjebało ci pół świata,
i nie pyta „czemu”, tylko „co dalej?”.
Z nią nie musisz grać twardziela.
Ona i tak wie, że masz serce jak beton i duszę po przejściach.
A mimo to cię chce.
Nie za to, kim jesteś w sieci,
tylko za to, kim jesteś, jak nikt nie patrzy.
I jak już taką znajdziesz -
to, kurwa, trzymaj.
Bo w życiu rzadko trafia się ktoś,
kto ogarnia twój chaos i nie chce cię naprawiać, tylko pokochać takim, jakim jesteś.
