Czasem życie nie bije prosto w twarz.

Czasem robi coś gorszego - przytula cię ktoś, kto w środku życzy ci, żebyś się… potknął.


I ty gadasz.

O planach, o marzeniach, o tym, jak w końcu zaczynasz się podnosić.

Myślisz: „Kurde, fajnie, mam ludzi, którzy mnie wspierają.”


A oni tylko milczą.

Słuchają.

Zbierają amunicję.

I czekają na moment, gdy będziesz miał gorszy dzień… żeby cię dowalić, obgadać, albo zrobić z ciebie idiotę.


Prawdziwe ciosy nie przychodzą od obcych.

Obcy cię nawet nie znają.

Obcy nie wiedzą, gdzie masz najcieńszą skórę.

Ale ktoś, komu ufałeś?

Kto zna twoje słabości?

Ten potrafi przypie**** tak, że odbija ci się to tygodniami.


I tak - można powiedzieć, że sami wybieramy ludzi.

Tylko że zdrada to nie błąd.

To decyzja.

Świadoma.

Chora.

Zrobiona przez kogoś, kto miał być „twoim człowiekiem”.


Ale wiesz co?

Jest w tym też coś dobrego.


Takie ciosy robią z ciebie kogoś innego.

Mądrzejszego.

Twardszego.

Bardziej czujnego.

Zrozumiesz dzięki nim jedną prostą rzecz:


Nie każdy, kto się uśmiecha, chce dla ciebie dobrze.

Ale każdy, kto zostaje przy tobie, gdy nic nie masz do zaoferowania - to jest twoja ekipa.


I morał?

Prosty jak cholera:


Chroń swoje marzenia jakby były złotem.

Dziel się nimi tylko z ludźmi, którzy nie boją się patrzeć, jak rośniesz.

Odcinaj od siebie tych, którzy klaszczą bez przekonania.

Nie bój się iść sam - bo czasem samotna droga jest lepsza niż towarzystwo, które życzy ci upadku.


A najważniejsze…

Zaufaj swoim przeczuciom.

Jeśli coś ci mówi: „Ten ktoś nie gra fair” - to najpewniej ma rację.


Bo najtrudniejszy cios?

Zawsze przychodzi z tyłu.

Zawsze z uśmiechem.

I zawsze od kogoś, komu kiedyś powiedziałeś trochę za dużo.


Ale to nic.

Idź dalej.

Rośnij.

I pokaż im wszystkim, że nie da się podciąć skrzydeł komuś, kto w końcu nauczył się latać sam.


- Adwokat Diabła