Pewnie śpisz.
A ja znowu nie mogę.
2:19.
Wszystko w mieszkaniu milczy, oprócz myśli.
Piszę, bo nie mam komu powiedzieć, że tęsknię.
A tęsknię tak, że nawet cisza zaczyna mieć Twój głos.
Nie chcę się tłumaczyć.
Nie mam już siły na słowa, które zawsze kończyły się niczym.
Nie będę mówił, że żałuję — choć żałuję wszystkiego,
co nie było Tobą.
Chciałbym Cię zobaczyć.
Nie w snach, nie na zdjęciu,
tylko tak — naprawdę.
Kiedy patrzysz na mnie i nie trzeba nic mówić.
Bo już wszystko wiadomo.
Pamiętasz, jak mówiłaś, że za mocno czuję?
Że z taką intensywnością nie da się żyć?
To wiesz co, miałaś rację.
Nie da się.
Czasem chciałbym Cię po prostu dotknąć.
Nie po to, żeby Cię mieć.
Tylko żeby się upewnić, że kiedyś naprawdę istniałaś.
Że nie wymyśliłem Cię z samotności.
Siedzę przy oknie,
patrzę na miasto, które już dawno przestało być nasze.
I zastanawiam się, ilu ludzi teraz śpi spokojnie,
bo nie mają w głowie imienia, które boli.
Nie ma Cię tu.
Ale wszystko nadal jest Tobą.
Poduszka, której nie ruszam.
Bluza, której nie wyrzuciłem.
Zapach, który wraca zawsze wtedy, kiedy chcę o Tobie zapomnieć.
Nie będę pisał, że chcę Cię z powrotem.
Bo nie chcę.
Chcę tylko, żebyś wiedziała, że jeśli kiedyś poczujesz pustkę,
to wiesz już, gdzie zostawiłaś kawałek siebie.
We mnie.
Na zawsze.
autor 🩸
