Kochanie,


Twoja walizka dalej stoi przy drzwiach.

Jakbyś miała zaraz wrócić.

Jakbyś tylko wyszła po coś do sklepu i zapomniała wrócić do mnie.


Mówią, że trzeba zamykać rozdziały.

Że trzeba oddawać rzeczy.

Zamykać drzwi.

Czyścić półki.

Ale nikt nie mówi, jak się oddaje czyjąś obecność.


Bo ta walizka to nie tylko ubrania.

To bluza, którą zakładałaś, kiedy byłaś chora.

To sukienka z wieczoru, w którym śmiałaś się tak,

że aż trzęsły Ci się ramiona.

To kubek z ułamanym uchem,

który mówiłeś, że jest „brzydki, ale swój”.

I Twoje perfumy,

które wciąż pachną jak decyzje, których nie zdążyliśmy podjąć razem.


Każdy przedmiot ma Ciebie.

W dotyku.

W kurzu.

W tym, jak go omijam, jak się potykam, jak nie potrafię wyrzucić.


Nie oddałem Ci tej walizki, bo bałem się,

że z nią odejdziesz ostatecznie.

Że zamkniesz suwak, a razem z nim wszystko,

co jeszcze we mnie zostało z Ciebie.


Bo czasem człowiek nie trzyma rzeczy —

tylko wspomnienia.


I może to głupie,

może niedojrzałe,

ale wolę, żeby stała.

Żeby raz na jakiś czas otworzyć ją po cichu,

usiąść na podłodze

i dotknąć Cię chociaż przez materiał.


Nie wiem, co się dzieje z człowiekiem,

który kochał za bardzo i został z niczym.

Ale wiem, że czasem zostaje z walizką,

która waży więcej niż wszystkie winy razem wzięte.


Nie potrafiłem Cię zatrzymać.

Ale nie potrafię też oddać tego, co po Tobie zostało.


Bo to już nie jest tylko Twoje.

To jest nasze —

a może ostatnie, co jeszcze tak naprawdę nim jest.


🩸

autor