Żyjemy w świecie, w którym wszystko stało się towarem, nawet człowiek. Wartości, które kiedyś budowały domy, przyjaźnie i całe pokolenia, dziś leżą rozdeptane na bruku, a nad nimi góruje jedno słowo: interes. Wystarczy rozejrzeć się uważnie, nie liczy się już, kim jesteś, ale co możesz dać. Nie jakim jesteś człowiekiem, tylko jak bardzo jesteś przydatny.


To już nie świat autentyczności, lecz teatr przysług i masek. Gdzie prawda jest niemodna, a lojalność staje się luksusem. Ludzie składają sobie uśmiechy jak oferty handlowe. Mówią to, co się opłaca. Kochają wtedy, gdy mogą coś zyskać. Pomagają wtedy, gdy ktoś patrzy. I czasem mam wrażenie, że nie żyjemy już w społeczeństwie, tylko na targowisku dusz, uczuć, sumień.


Dzieci uczą się od dorosłych, że warto być cwanym, nie dobrym. Że lepiej mieć znajomości niż zasady. Że szybciej dojdziesz do celu, jeśli się ugniesz, a nie jeśli będziesz wierny sobie. I tak powoli rośnie pokolenie ludzi, którzy nie wierzą już w nic, poza sobą.


A przecież kiedyś to wartości były kompasem. Kiedyś człowiek był człowiekiem. A dziś człowiek jest marką, a kompasem jest wygoda. I każdy się boi, że jeśli nie będzie grał jak inni, zostanie sam.


Ale prawda jest taka, że tylko wtedy, gdy zostajesz sam naprawdę widzisz, jak wielu wokół było fałszywych. Prawdziwość kosztuje. Czasem samotność, czasem łzy, czasem stratę. Ale jest jedynym sposobem, by nie zgnić w tym zepsutym świecie.


Nie musimy być tacy jak oni. Nie musimy zgadzać się na świat, w którym wszystko jest na sprzedaż. Bo są jeszcze tacy, którzy nie dają się kupić. Tacy, którzy nie idą na skróty. Którzy potrafią powiedzieć: nie, dziękuję, wolę być w porządku niż w układzie.


Świat się sypie, ale to od nas zależy, czy runie do końca. Bo każda iskra przyzwoitości jest jak bunt wobec obojętności. I może właśnie o to chodzi żeby się nie dopasować. Żeby być tym, kto przypomina innym, że uczciwość nadal ma sens.


~ Maja A.