Wilk siedzi na skraju lasu. Oczy czerwone od nocy i przemyśleń.
Widział farmy ludzi, widział miasta – wszystkie takie same. Z pozoru wolne, a w rzeczywistości ciasne jak kurniki.
Czerwony Kapturek wędruje ścieżką, uśmiechnięta, koszyk w ręku. Świat mówi jej:
— Jesteś wolna.
Wilk mruczy:
— Fikcja. Wszystko jest iluzją.
Ludzie chodzą w swoich rutynach jak kury po grzędzie. Pieją koguty „wolność!”, a same kurczą się pod ciężarem oczekiwań.
Wypuszczani na wybieg, karmieni obietnicami, a ich skrzydła są już skrępowane.
— Ziarna, ziarna, więcej ziarna! — krzyczą w myślach kurczaki, nie wiedząc, że wolność kosztuje więcej niż codzienny chleb.
Wilk patrzy. Nie biegnie z nimi, nie pieje jak kogut, nie szuka złudnej wolności w cudzych rękach. On zna prawdę:
— Wolność nie jest ziarniem do zebrania. Wolność jest cieniem, którego nie sprzedasz.
Czerwony Kapturek kroczy dalej, uśmiechając się do złudzeń.
Wilk wstaje, wciąga powietrze, czuje wiatr w sierści.
— Ludzie wierzą, że są panami swojego losu. Nie wiedzą, że są więźniami własnych obaw i cudzych zasad.
Las szumi, bagna szemrzą. Wilk wyje do nocy, a echo niesie prawdę:
— Wolność jest w tym, czego nie można kupić. Wolność jest w odwadze, by odejść z farmy, zanim ziarno stanie się łańcuchem.
I Kapturek idzie dalej, a wilk zostaje, strażnik instynktu i świadomości, który wie, że jedynym, czego nikt nie odbierze, jest prawda widziana oczami samotnego drapieżnika.
Piona! 👊
— Wilk.
