Witaj wojowniczko.
Dobrze, że jesteś.
Nie dlatego, że świat cię potrzebuje – ale dlatego, że Twoje istnienie zmienia świat, nawet kiedy tego nie widzisz.
Widzę, jak walczysz.
Nie w błysku fleszy.
Nie na scenie, gdzie biją brawa.
Ale tam, gdzie jest prawdziwa wojna – w domu, w sercu, w codziennych decyzjach.
I wiesz co?
Tylko nieliczni mają odwagę stanąć do takich bitew.
Większość ucieka. Chowa się. Udaje, że nie widzi.
A Ty – idziesz.
Nawet kiedy boli.
Nawet kiedy jest ciemno.
Nawet kiedy czujesz, że nikt nie widzi Twojego wysiłku.
To właśnie oznacza mieć jaja.
Nie krzyczeć.
Nie dominować.
Ale mieć serce, które nie kapituluje, i duszę, która nie zdradza własnych wartości.
Za to należy się największy szacunek.
Nie za perfekcję – za odwagę.
Nie za siłę – za to, że wstajesz, gdy inni rezygnują.
Masz prawo być zmęczona.
Masz prawo odpocząć.
Wojownicy też czasem klękają… ale nigdy nie w geście poddania.
W geście zebrania sił.
Pamiętaj:
robisz coś cholernie ważnego.
Wychowujesz, chronisz, walczysz o małe serca, które dopiero uczą się świata.
To nie jest zadanie dla słabych.
To misja dla nielicznych.
A ja?
Patrzę jak wilk z drugiego brzegu ogniska, kiwam głową i mówię:
— Dobra robota, Wojowniczko. Nie jesteś sama.
Odpocznij.
Nabierz powietrza.
Wypij łyk siły.
I kiedy przyjdzie czas…
Do zobaczenia w kolejnej bitwie. ✊🖤🐺
— Wilk.
