Mikołajki, kochani…
Dzień, w którym absolutnie nikt nie przyznaje się do dorosłości…
Bo jak tu być dorosłym, skoro każdy z nas z podejrzaną powagą sprawdza rano:
– czy Mikołaj pamiętał,
– i czy aby na pewno nie zjadłem czekolady jeszcze zanim ją dostałem?
To jedyny dzień, kiedy:
– czerwone ubrania są w modzie,
– broda dodaje mocy,
– a nawet najtwardszy typ mięknie przy czekoladowym mikołaju…
Mikołajki to nie święto – to stan ducha: trochę magii, trochę nadziei, trochę „a może jednak coś tam jest pod poduszką…”.
To taki mały cud przed dużymi cudami…
Taka przystawka do świąt,w której najważniejszy jest ten błysk w oku –
nieważne czy masz 7, 27 czy 57 lat…
A więc dzisiaj:
uśmiechnij się do świata tak, jakbyś właśnie wygrał batonika w automacie,
spraw komuś drobiazg – choćby czekoladkę, choćby komplement,
i pamiętaj:
jeśli Mikołaj nie przyszedł…
to pewnie niesie coś tak dużego,
że musiał iść powoli, żeby mu się sanie nie rozpadły…
Magicznych, słodkich, rozbrajająco radosnych Mikołajek!
Autor W każdej ciszy najgłośniej słychać milczenie.
Foto pinterest
