Był taki moment, że siedziałem na podłodze, dosłownie i w przenośni. W portfelu echo, w głowie burdel, a w sercu – ciemno jak w dupie. Każdy dzień to była walka, żeby się w ogóle podnieść z łóżka. I wiesz co? Przeklinałem wszystko – siebie, świat, życie. Ale coś we mnie krzyczało: „kurwa, jeszcze nie teraz, jeszcze nie koniec”. I tak dzień po dniu, krok po kroku, człapałem pod tę górę. Bez sił, bez pewności, że dam radę. Ale parłem. I wiesz co? Z każdym metrem w górę było trudniej… ale też ciszej w głowie, jaśniej w duszy. I nagle – widok. Kurwa, taki, że dech zapiera. Nie dosłownie – chodzi o życie. O ten moment, kiedy patrzysz wstecz i mówisz sobie: „było ciężko jak skurwysyn, ale było warto”. Bo właśnie o to chodzi. Im większe gówno przerzucisz, tym bardziej pachnie zwycięstwo. Im trudniej masz teraz, tym piękniej będzie później. Tylko nie stój. Nie odpuszczaj. Bo to wszystko, co dziś cię gniecie – jutro będzie twoją siłą. To, co teraz boli, kiedyś będzie twoją pieprzoną dumą. - Adwokat Diabła