Jak przechodzić przez trudne? Wiesz, czasami życie daje ci chwilę wytchnienia. Myślisz sobie: „Okej, chyba zaczyna się układać”. Ciszej jest. Jakby ta burza, co napierdalała przez ostatnie tygodnie, w końcu odpuściła. I masz nadzieję – taką cichą, ale prawdziwą – że będzie spokojniej. Że w końcu można będzie normalnie oddychać. Ale wtedy jeb - jakby ktoś znów pociągnął za spust wichury. I wraca to wszystko. Znowu zgrzyty, znowu niezrozumienie, znowu to jebane poczucie, że jesteś sam w tym wszystkim. I nie wiesz nawet, co bardziej boli - to co się dzieje, czy to, że miałeś nadzieję, że już będzie lepiej. No i stoisz. Kurwa, stoisz pośrodku tego bałaganu. I wszystko w tobie krzyczy, żeby spierdalać. Żeby uciekać, zniknąć, zamknąć się. Albo... odpalić z całej siły, wybuchnąć. Ale wtedy coś się zmienia. Wchodzisz głębiej w siebie. I zamiast nakurwiać, siadasz. Dosłownie, metaforycznie – jak kto woli. Oddychasz. Nie spierdalasz przed tym. Po prostu... jesteś. I przypominasz sobie, że siła to nie jest napinka, nie krzyk, nie „mam wszystko w dupie”. Siła to czasem właśnie ta cisza, która w tobie zostaje, kiedy wszyscy chcą cię rozpieprzyć. To, że nie oddajesz tym samym. Że nie musisz niczego udowadniać. Że wybierasz być człowiekiem. Autentycznym. Kurwa, prawdziwym. Wiesz, miłość to nie zawsze czułe słówka i ciepła herbata pod kocykiem. Czasami miłość to, że siedzisz ze sobą, kiedy jesteś w rozsypce. Że nie odwracasz się od siebie, nawet jak w środku wszystko płacze. Że mówisz sobie: „Jestem. Nie zostawię cię. Przejdziemy przez to razem”. To jest jądro tej całej gry. Nie uciekać. Nie udawać. Zostać. Z sobą. Ze swoją raną. Z prawdą. I nie, to nie znaczy, że masz być idealny. Masz prawo się wkurwiać, masz prawo płakać. Ale masz też prawo nie odpowiadać przemocą na przemoc. Nie musi cię zjadać ta zgnilizna świata. Bo pod tym wszystkim - pod chaosem, pod stresem, pod ranami - masz coś, czego ci nikt nie odbierze. Masz siebie. Masz serce. Masz wewnętrzny ogień, który może zgasł, ale nie zniknął. I możesz, kurwa, wrócić. Codziennie od nowa. Z każdym oddechem. Jeśli teraz jesteś w środku burzy - nie jesteś sam. Oddychaj. Zostań. Posłuchaj tego, co naprawdę w tobie potrzebuje czułości. I daj sobie ją. Nawet jeśli świat ci jej nie daje. Ty możesz. I jeśli czujesz, że to do ciebie gada - powiedz sobie w myślach, albo na głos, jak mantrę: Przepraszam. Wybacz mi. Proszę. Dziękuję. Kocham Cię. Dla siebie. Dla tego chłopaka w tobie, co stoi sam w deszczu i nie wie, gdzie się schować. Niech wie, że już nie musi sam. Bo my tu jesteśmy. Połączeni. Przez prawdę. Przez miłość. I tak, kurwa – to wystarczy, żeby przejść każdą burzę. Dzięki, że jesteś. Trzymaj się, Bracie. 🤜🤛 - Adwokat Diabła