Naszym narodowym sportem stała się krytyka… Nie potrzebujemy stadionów ani trybun – wystarczy ekran, klawiatura, sąsiedzkie spojrzenie, milczenie przesiąknięte sądem… Krytykujemy wszystko – z pasją godną artysty, z wprawą godną mistrza… Bez względu na to, czy coś jest dobre czy złe – ważne, że można to ocenić… Z góry… Z dystansu… Bez współczucia… Krytykujemy emocje, jakby ich okazywanie było słabością… Krytykujemy uczucia, jakby miłość była winą, a wrażliwość wadą… Krytykujemy ludzi – za to jacy są, za to jacy nie są, za to, że w ogóle są… Krytykujemy dobro – że zbyt dobre, więc pewnie nieszczere… Krytykujemy zło – że nie dość wyraziste, nie dość spektakularne, by nas poruszyło… Zatruwamy przestrzeń osądami, aż staje się niemożliwa do oddychania… A potem się dziwimy, że nie da się w niej żyć… Pozostaje jeszcze jedna, nieskrytykowana przestrzeń – my sami… Ale i tu znajdziemy sposób, by rozebrać siebie z poczucia wartości, by wypunktować każdy błąd, każdy niedoskonały gest… Zamieniamy lustro w narzędzie tortur, a własne odbicie w wroga… A przecież można inaczej… Można próbować zrozumieć, zanim się osądzi… Można wybrać czułość zamiast sarkazmu, wsparcie zamiast szyderstwa… Można zamilknąć, kiedy nie wiemy… Albo – jeszcze lepiej – zapytać… Bo ten świat naprawdę nie potrzebuje więcej krytyki… Ten świat potrzebuje więcej serca… Więcej odwagi w byciu dobrym… I więcej przestrzeni, w której nikt nie musi być idealny, żeby być wystarczającym… Pięknej niedzieli kochani.. Autor W każdej ciszy najgłośniej słychać milczenie. Foto pinterest