Był taki moment, że próbowałem się dopasować. Do rodziny, do znajomych, do jakiejś jebanej wizji, jak "powinno być". Grzeczny chłopiec, co nie krzyczy za głośno, nie wkurwia się za bardzo i nie marzy za odważnie. I wiesz co? Zgubiłem siebie. Bo jak żyjesz pod linijkę innych, to budzisz się któregoś dnia i nie poznajesz faceta w lustrze. Zero iskry, zero jaja, zero życia. Aż w końcu pierdolnąłem tym wszystkim. Zrozumiałem, że to moje łóżko, mój portfel i moje zasady. Że jak chcę kochać – to kocham. Jak chcę płakać – to płaczę. Jak chcę się śmiać jak debil – to się śmieję. I jak chcę malować życie na różowo, to nikt mi, kurwa, nie zabroni. Nie pytam już o pozwolenie. Nie przepraszam, że żyję tak, jak chcę. Bo to moja historia. Moje wybory. Moje kredki. I koloruję ten świat po swojemu. Nawet jeśli czasem wyjeżdżam za linię. Bo to właśnie dzięki temu żyję – a nie tylko istnieję. - Adwokat Diabła