Kiedyś myślałem, że mam czas. Odkładałem wszystko na później – rozmowy, wyjazdy, marzenia, miłość. Wiecznie coś: praca, stres, wymówki. A potem… dostałem mocno w ryj od życia. Nie dosłownie. Ale wiesz, taki moment, kiedy stoisz sam, patrzysz w sufit i myślisz: „Co ja, kurwa, robię?” I wtedy dotarło. Życie nie czeka. Nie pyta, czy jesteś gotowy. Po prostu leci. Dzień za dniem. Godzina za godziną. I jak nie weźmiesz tego w swoje ręce, to się obudzisz za kilka lat z pustką i pytaniem „co by było, gdyby…”. Więc teraz? Całuję, jakby to było ostatni raz. Nie na pokaz, tylko z serca. Śmieję się głośno – nawet jeśli ktoś myśli, że jestem pojebany. Kocham tak, że mnie to rozrywa na pół. Bez kalkulacji. I wybaczam… bo nie mam już czasu na trzymanie w sobie syfu. Bo życie, stary, to nie próbna wersja. To jedna jazda bez powtórki. Więc żyj. Z całych sił. Z pasją. Z ryzykiem. I po swojemu. Bo wszystko inne to jebane marnowanie potencjału. - Adwokat Diabła