Ona chce być żoną... nie kimś, kto zajmuje miejsce, nie planem awaryjnym, nie kimś, kogo „trzymam na wszelki wypadek”. Nie szuka uwagi... szuka harmonii. Poszukuje miłości. Stabilności. Głębokiej więzi. Nie interesują jej opóźnione odpowiedzi, nudne rozmowy ani mężczyźni, którzy pojawiają się tylko wtedy, gdy jest to dla nich wygodne. Tego rodzaju powierzchowna energia jej nie porusza. Chce wracać do domu, gdzie panuje spokój. Do mężczyzny, który nie boi się zaangażowania, który jest gotowy budować, rozwijać się i kierować się miłością. Chce kogoś, kto słucha jej sercem, a nie tylko uszami. Kto wie, że bycie jej mężczyzną oznacza bycie jej bezpieczną przystanią, jej partnerem, jej obrońcą... kimś, kto modli się z nią, śmieje się z nią, walczy u jej boku, a nie przeciwko niej. Nie szuka fantazji. Szuka czegoś prawdziwego. Prawdziwego wysiłku. Prawdziwej więzi. Prawdziwego partnerstwa. Bo ma już dość rozrywki z chłopakami, którzy nie potrafią być szczerzy nawet wobec siebie, a co dopiero wobec niej. Chce przyszłości. Rodziny. Fundamentu tak solidnego, że ich dzieci będą im kiedyś za to wdzięczne. Więc nie... nie prosi o zbyt wiele. Po prostu w końcu przestała prosić niewłaściwych.