List do życia Życie… Ty skurwysynu. Ile razy chciałeś mnie złamać, ile razy rzucałeś mnie na kolana. Ile razy plułeś mi w twarz i śmiałeś się, że już po mnie. Nie zliczę. Ale wiesz co? Każdy jebany raz, kiedy czułem że to koniec, że już nie wstanę – wstawałem. Z zębami w błocie, z krwią w ustach, z duszą ciężką jak kamień… ale wstawałem. I dziś wiem jedno – nie po to dostałem ten pieprzony kręgosłup, żeby go zgiąć przed Tobą. Nie po to mam serce, żeby się bać, że znowu coś mi zabierzesz. Bo co mi możesz zrobić więcej? Co? Już wszystko mi pokazałeś. Strach. Samotność. Upadek. A ja, kurwa, dalej stoję. Więc dzięki, życie, że nauczyłeś mnie jednej prostej prawdy: Albo Ty mnie, albo ja Ciebie. I póki oddycham – zawsze wybiorę drugą opcję. - Adwokat Diabła