Wiesz, co jest najgorsze?

Że człowiek całe życie myśli, że ma jeszcze czas.


Mówisz sobie: „Spokojnie, jutro ogarnę. Od poniedziałku zacznę. Za rok będzie lepiej.”

Tylko że… kurwa… te „jutra” uciekają szybciej niż się wydaje.


Masz przed sobą może 40 lat.

Brzmi dużo, nie?

Ale jak usłyszysz: „Zostało ci 40 zim, 40 wiosen, 40 szans, żeby poczuć, że żyjesz”…

…to nagle robi się jakoś tak cicho.


40 razy poczujesz to pierdolone lato na skórze.

40 razy usłyszysz, jak jesień szumi pod butami.

40 razy zobaczysz pierwszy śnieg, który zawsze wygląda jak nowe otwarcie.


A może mniej. Może 15. Może 5. Może jeden jedyny - właśnie ten, który masz dziś.


I w tym wszystkim jest jedna prawda, której nie da się oszukać:

Nie jesteśmy nieśmiertelni.

Nie będziesz mieć tego „później”, jeśli go sam nie zrobisz.


Może to jest ostatni dzień, kiedy możesz zrobić coś odważnego.

Ostatni moment, żeby ruszyć z miejsca.

Ostatnia chwila, żeby powiedzieć komuś ważnemu: „Ej, jesteś dla mnie cholernie ważny”.


To nie jest straszenie.

To życie.

Brutalne, ale uczciwe.


Więc jeśli masz dziś choć odrobinę siły, choć jedną iskrę - zrób krok.

Taki mały, ale prawdziwy.

Bo jutro może przyjść.

Może nie.

A ty masz tylko to jedno „dzisiaj”.


Więc weź je, kurwa, w ręce.

I żyj.


- Adwokat Diabła