Ludzie kurwa śpią z otwartymi oczami.
Budzą się, piją kawę, przewijają telefon i myślą, że żyją.
Ale to nie jest życie.
To jest wegetacja w trybie „byle do jutra”.
Wiesz, ilu ludzi znałem, co mieli marzenia,
ale bali się ruszyć dupę, bo „nie czas”, „nie miejsce”?
Minęło pięć lat, a oni dalej w tym samym punkcie.
Tylko bardziej zmęczeni, bardziej zgorzkniali.
Ja też kiedyś tak miałem.
Siedziałem, pierdoliłem, że coś zmienię.
Ale nic się nie zmienia, dopóki nie powiesz sobie:
„Albo działam, albo ginę.”
Bo życie nie czeka.
Nie pyta, czy jesteś gotowy.
Po prostu leci.
I jak się zagapisz, to nagle masz trzydzieści parę lat
i w głowie tylko „co by było gdyby”.
Nie ma lepszego momentu niż teraz.
Nie będzie łatwiej, nie będzie spokojniej.
Będzie tylko więcej wymówek.
Więc jak czujesz, że coś cię wkurwia,
że marnujesz czas, że gnije ci dusza od stania w miejscu –
to wstań, spójrz w lustro i powiedz:
„Nie po to tyle przetrwałem, żeby teraz się poddać.”
Bo prawdziwi wygrywają nie dlatego, że im łatwiej.
Tylko dlatego, że nie przestali iść,
nawet kiedy każdy krok bolał jak skurwysyn.
