Są takie wieczory, kiedy człowiek siedzi sam ze sobą i nagle czuje, że całe to pierdolone życie trochę go przygniata.

Z zewnątrz wygląda normalnie - ogarnia, działa, śmieje się, jakby nigdy nic.

A w środku… w środku czasem jest burdel, którego nikt nie widzi.


Czasem to zmęczenie, które nosisz jak zbroję.

Czasem tęsknota za tym, czego nie da się już odzyskać.

Czasem echo po kimś, kto kiedyś był wszystkim… a teraz jest tylko wspomnieniem, które wraca wtedy, gdy robi się zbyt cicho.


I wiesz co?

Nie trzeba udawać, że wszystko jest okej.

Nie trzeba być twardzielem 24/7.

Nawet najmocniejsi mają momenty, kiedy rozsypują się w środku jak szkło.


Tylko robią to po cichu.

Żeby nikt nie widział.

Żeby świat się nie zatrzymał.


A potem… potem podnoszą się, przeklinają pod nosem, zbierają te wszystkie popękane kawałki i idą dalej.

Jak zawsze.

Bo tak zostali nauczeni - nie poddawać się, nawet jak boli.


I to jest ta prawdziwa siła.

Nie perfekcja.

Nie udawanie.

Tylko to, że pomimo wszystkiego - kurwa mać - wstajesz kolejny dzień i robisz swoje.


I właśnie za to warto być z siebie dumnym.


- Adwokat Diabła