Gdybym był Mikołajem 🎅
to zamiast pierdolić o grzecznych i niegrzecznych,
rozdałbym ludziom odwagę, żeby w końcu żyli po swojemu.
Mniej „muszę”, więcej „kurwa, chcę”.
Mniej udawania, więcej autentyczności.
Mniej: „co inni pomyślą?” - więcej: „mam to gdzieś, to moje życie”.
Dałbym każdemu
trochę siły, żeby przetrwać gorsze dni,
i trochę miękkości, żeby nie bał się przyznać, że czasem potrzebuje przytulenia.
Mniej znieczulenia alkoholem - więcej znieczulenia bliskością.
Taką prawdziwą,
gdzie potrafisz zasnąć przy czyichś plecach
bez strachu, że jutro znów zostaniesz sam.
A jak już o fantazjach mowa…
to każdemu życzyłbym jednej nocy,
gdzie ciało mówi więcej niż słowa -
gdzie jest pasja, iskra, pieprzone pożądanie,
ale też cisza po wszystkim,
kiedy ona układa głowę na Twoim ramieniu
i czujesz, że choć na chwilę jesteś potrzebny,
że tu jest Twój dom.
Mniej ludzi, którzy udają twardych,
więcej takich, co mają jaja przyznać się, że czasem ich życie przygniata.
Mniej gonitwy za statusem,
więcej gonitwy za tym, co naprawdę rozpala duszę.
Bo jeśli miałbym rozdawać prezenty,
to nie byłyby to pierdolone skarpety.
Tylko spokój w głowie.
Czułość, której nikt nie wstydzi się okazać.
Odwaga, żeby wrócić po upadku.
Chciałbym, żeby każdy dostał chociaż jeden taki moment:
kiedy patrzysz komuś w oczy i mówisz
„nie wiem, co będzie jutro, ale dziś - jestem”
i ona odpowiada szeptem „wreszcie”.
Mniej zimnych serc.
Więcej iskier, co rozpalają, a nie spalają.
I trochę pierdolonego szczęścia,
którego tak bardzo wszystkim brakuje.
