Przestań w końcu

być ostatnim żołnierzem,

który wraca z pola bitwy bez medyka.


Ile jeszcze razy powiesz sobie:

„Nie teraz”,

„Później”,

„Jakoś to będzie”?


Chuj z tym „jakoś”.

Życie nie jest „jakoś”.

Albo bierzesz je za mordę,

albo ono bierze ciebie.


Ile razy ratowałeś innych?

Ile razy gasiłeś pożary,

których nawet nie ty wywołałeś?

Świetnie - masz serce, masz jaja.


Ale pytanie brzmi:

Czy kiedykolwiek użyłeś tej odwagi,

żeby ratować samego siebie?


Bo prawda jest brutalna:

jak padniesz, nikt za ciebie nie przeżyje twojego życia.

Nikt ci nie odda straconych szans.


Dbasz o rodzinę? Spoko.

Pomagasz innym? Szacunek.

Ale kiedy ostatnio zrobiłeś coś,

co karmi twoją duszę, twoje ambicje, twoją zajebaną potrzebę bycia kimś więcej?


Przestań gadać, że nie masz czasu.

Masz - tylko oddajesz go wszystkim, poza sobą.


Czas powiedzieć „dość”.

Czas zrobić coś, co czujesz w trzewiach.

Czas postawić się sobie - i temu głosowi, który ciągle pierdoli, że nie zasługujesz.


Bo zasługujesz.

Na spokój.

Na progres.

Na własną drogę.


Zacznij od małych kroków:

✖ jedno „nie” dla świata,

✓ jedno „tak” dla siebie.


Oddychaj głębiej.

Chodź wolniej, ale pewniej.

Patrz w lustro jak na gościa,

który w końcu zaczyna dbać o człowieka pod własną skórą.


Bo jeśli ty nie będziesz swoim priorytetem,

to nikt cię nim nie uczyni.


Nie jest to egoizm.

To jest fundament.

To jest fuckin’ obowiązek wobec samego siebie.


Więc wstawaj.

Zaparz kawę.

Załóż buty.

I rób to, co ma cię zbudować -

nie spalić.


Bo życie nie czeka.

A ty -

zacznij traktować siebie jak kogoś,

kogo naprawdę warto szanować.


Bo kurwa, warto.


- Adwokat Diabła