Najtrudniejsze jest chyba to,

że żyjesz we mnie nieproszenie, uparcie, jak zaklęcie, którego nikt nie odczarował…


Czy tego chcesz czy nie…


Czy tego chcę… czy nie…


Jesteś we mnie jak ciepło, które nie gaśnie, choć dawno powinno…


Jak echo wypowiedzianego kiedyś imienia —niby cichnie, a jednak wraca, odbija się od serca i znów brzmi wyraźnie…


Czas robi, co może: przykrywa, oddala, ucisza…


Ale ty masz w sobie jakąś przewrotną magię —

zjawiasz się tam, gdzie myślę, że już cię nie ma…


W słowie…


W zapachu…


W drobnej rzeczy, która kiedyś była niczym, a dziś potrafi zaboleć jak wszystko…


I może właśnie w tym tkwi prawda, o której nikt nie chce mówić:


że niektórych ludzi nie da się „przeżyć”,można jedynie nauczyć się z nimi żyć… w sobie…


Bez gniewu…


Bez nadziei…


Bez powrotów…


Z odrobiną czułości do własnej historii


Bo czasem najtrudniej pogodzić się nie z tym, że ktoś odszedł,lecz z tym, że jego ślad został — i jest zadziwiająco żywy…


Więc dziś, w ten dzień,nie żądam od losu cudów…


Proszę tylko o jedno:żebym potrafił nie walczyć z tym, że noszę cię w sobie,i nie bać się, że to nigdy do końca nie minie…


Może to nie przekleństwo


Może to po prostu dowód, że kiedyś kochałem naprawdę…


Pięknego wieczoru kochani…


Autor W każdej ciszy  najgłośniej słychać milczenie.


Foto pinterest