Czasem mam takie dni, że kurwa nie ogarniam.

Czuję się zagubiony we własnym życiu, jakbym biegał w kółko, waląc głową w ścianę, próbując znaleźć drzwi, których nikt mi nie pokazał.


I wiesz co jest najgorsze?

Że w tym całym chaosie potrafię zranić ludzi, których naprawdę kocham.

Nie dlatego, że jestem zimny skurwysyn –

tylko dlatego, że czasami bardziej walczę z samym sobą niż żyję obok innych.


Mamy jako społeczeństwo jeden wielki problem.

Niby wszystko wiemy, niby jesteśmy nowocześni,

ale do cholery – kurwa, nie umiemy rozmawiać.

Boimy się powiedzieć „jest mi ciężko”, „przepraszam”, „potrzebuję Cię”, albo nawet proste „nie pasuje mi to”.


Zamiast gadać, udajemy.

Budujemy mury, gryziemy się od środka i liczymy, że ktoś się domyśli.

A prawda jest taka – nikt się nie domyśli.

To, czego nie powiesz, nie istnieje.


Ale to, co piękne, to że każdy taki chujowy dzień jest też lekcją.

Może potrzebujemy się pierdolnąć o dno, żeby zacząć mówić.

Może dopiero jak zaboli, zaczynamy dojrzewać.


Więc jeśli dzisiaj był zły dzień – trudno.

Wstań jutro trochę mądrzejszy.

Zamiast gryźć – pogadaj.

Zamiast się oddalać – przybliż się.

Nie chowaj się w dumie, bo czasem największą siłą jest powiedzieć:

„Nie radzę sobie, ale walczę”.


I to jest męskie.


Nie idealność.

Nie zimna twarz.


Tylko odwaga, żeby się przyznać, że czasem się gubimy,

a mimo to wracamy na ring i próbujemy jeszcze raz.


- Adwokat Diabła