Na pewne rzeczy nie chce mi się już nawet reagować, w jakikolwiek sposób. 

Poświęcać swój czas.

Zużywać energię i siły.

Tłumaczyć się ze swoich kroków, decyzji, wyborów.

Wyjaśniać, dlaczego taka właśnie jestem.

Nie mam ochoty już na bezproduktywne rozmowy.

Tracić spokój na kłótnie, dramaty.

Uczestniczyć w gierkach i rozgrywkach, które ktoś dla mnie zaplanował.

Przekonywać do siebie.

Nie walcze już o ludzi, bo jeśli muszę walczyć o obecność jakiejkolwiek relacji w moim życiu, tzn, że jest ona wymuszona, nieszczera.

A tego, co nieprawdziwe mam już dość w swoim życiu.

Nie złoszczę się i nie dotyka mnie już słuchanie historii mojego życia.

Przekazywanych z ust do ust.

Jakże odbiegającej od prawdy.

Gdy słyszę jaka jestem.

Co zrobiłam, jak powinnam zrobić.

Tylko uśmiecham się do siebie.

Z tych opowiadań można byłoby zapisać księgę, kilkutomową.

Ze spokojem słucham serwowanych mi kłamstw.

Z politowaniem dla ich autora.

Przestałam wdawać się w niepotrzebne dyskusje, nawet gdy znam prawdę, szczególnie, gdy znam prawdę.

Wysłucham tych lukrowanych historyjek, uśmiechnę się, odwrócę i nigdy już nie wrócę.

Bo nadszedł czas, w którym to swój spokój, swoje dobro umieściłam jako priorytet w życiu.


Black Angel