Lubię ten swój proces "starzenia się".

Gdy pozwalam sobie na takie zwyczajne niechcenie.

Nie spinam się już, nie uderzam głową w mur.

Odpuszczam, gdy coś mi nie służy, gdy w żaden sposób nie moge czegoś zmienić, mimo podjętych prób i starań.

Odchodzę bez żalu z miejsc, w których nie czuję szczerości serca, lojalności myśli.

Nie wciągam brzucha, by uchodzić za atrakcyjniejszą.

Nie wstydzę się swoich zmarszczek, czy srebrnych kosmyków.

Bo piękna już byłam.

Teraz pragnę już tylko spokoju.

Coraz częściej zamiast makijażu wolę swoją naturalność.

Owszem, gdy wymaga tego sytuacja zakładam najwyższe szpilki, kieckę, pociągam usta czerwienią.

Adekwatnie do okazji.

Ale zaprzyjaźniłam się z dresem, luźnym stylem bycia.

Doceniam komfort, gdy nic nie krępuje moich ruchów, nie muszę uważać na słowa, gesty, spojrzenia.

Lubię czasem podarować wolność włosom, bez spiny i ciągłego uważania, czy aby żaden kosmyk nie zgubił swojego miejsca.

Potargana i w dresie również czuję się kobieca.

Lubię tę swoją "starość", która pozwala mi odważnie wyrażać swoje myśli.

Bez tych wszystkich "ą, ę", żeby tylko kogoś nie urazić.

Gdy jest mi całkowicie obojętne co, ktoś o mnie myśli, co powie na mój temat, wygląd.

Już nawet bez złości i nerwów, lubię usiąść i posłuchać z uśmiechem historii o mnie, przekazywanych z ust do ust.

To bywa tak ciekawe, jak najlepsza książka, czy scenariusz filmowy.

Jak mam ochotę to płaczę bez obaw, że następnego dnia będę dźwigać wory pod oczami.

Bo i nie muszę się nikomu podobać.

Jeśli potrzebuje krzyczeć, to krzyczę.

Jak mam ochotę na wino, to po prostu uwalniam je z butelki.

Jeśli potrzebuje ciszy i samotności, to wyłączam się ze świata.

Zostawiam wszystko za sobą.

Nie mam ochoty już na niepotrzebne dramaty, kłótnie, gierki.

Zamiast w nich uczestniczyć wybieram dobrą książkę, spacer, muzykę, czas ze zwierzętami.

Ciszę.

Nie zabiegam już o innych, o uwagę, rozmowę, atencję.

Nauczona cierpliwości pozwalam, aby czas odkrył prawdziwe karty każdego człowieka.

Nie buduję swojej wartości na obrazie w oczach innych.

A wyłącznie na zasobach swojego serca i umysłu.

Lubię tę swoją "starość".

Gdy muszę, zamieniłam na mogę.

Powinnam, na jeśli tego chcę.

Gdy pozwalam sobie na bycie sobą.

Na akceptację siebie.

I tak po prostu.

Jest mi z tym dobrze.


Black Angel