Złote myśli, cytaty, aforyzmy, sentencje o rozwoju osobistym i zawodowym Jeśli podobają Ci się moje vlogi o motywacji, podróżach i cytatach, możesz wesprzeć mnie, stawiając wirtualną kawę ☕. To pomaga mi tworzyć więcej inspirujących treści. Dzięki za każde wsparcie — razem idziemy wyżej! ⛰️💛.https://buycoffee.to/vlog
Życie nauczyło mnie, bym szła dalej, wstawała każdego ranka i próbowała ponownie, nawet jeśli moje serce jest w kawałkach. Nauczono mnie, by iść dalej, nawet gdy chcę się tylko schować. Nauczyłam się udawać, że nic mi nie jest, dopóki nie stanie się to prawdą, uśmiechać się, nawet gdy smutek ogarnia moją klatkę piersiową, mówić, gdy słowa wydają się puste. Odkryłam szycie własnych ran w ciszy, rozpadanie się na kawałki i wiarę w to, że to tymczasowe. Życie pokazało mi, jak poradzić sobie z bliznami, nawet jeśli ból nie ustępuje. Nauczyłam się zaprzyjaźniać z własnym bólem, dopóki się nie rozpuści. Bo w końcu życie uczy nas, że nie mamy innego wyboru, jak tylko przetrwać..." Clarice Lispector
Przychodzi taki moment, że chcesz pobyć tylko ze sobą. Męczą cię ludzie Puste rozmowy o niczym Pytania, na które nikt nie oczekuje odpowiedzi... Nieszczere uśmiechy z uprzejmości Zaklinanie rzeczywistości mówiąc, że jest dobrze Kiedy wcale tak nie jest Wtedy masz ochotę zaszyć się na chwilę by zdjąć maskę z przyklejonym uśmiechem.. Odetchnąć w końcu, posłuchać ciszy i opuścić ramiona obejmując się czule.. Wytchnienie od świata podarować na moment... Palimpsesty myśli i uczuć
– Wciąż jesteś na mnie zła? — Nigdy nie byłam. – Więc dlaczego… — Dlaczego? Widzisz, ty byłeś moją parą zbyt ciasnych butów. – Co masz na myśli? — To metafora. Każda kobieta ma takie buty - piękne, ukochane, kupione z impulsu albo z wielkiej miłości. Ale choćby nie wiem jak je kochała, bolą przy każdym kroku. Co jakiś czas próbuje je założyć, myśląc, że może tym razem będzie inaczej. Ale tak się nie dzieje. Ból wraca. W końcu podejmuje decyzję - z żalem je oddaje. Bo wie, że choć były cudowne, to po prostu nie są dla niej. Ty byłeś właśnie taką parą butów. ~ Autor nieznany
„Nie ma niczego odważniejszego niż pokazanie się, kiedy czujesz się złamany. Społeczeństwo zmusza nas do udawania, że wszystko jest w porządku, ale dusza nie kłamie. Przeszłam przez ciemne chwile i nie wstydzę się ich. Uczyniły mnie bardziej ludzką, bardziej empatyczną, bardziej autentyczną. Dziś, gdybym miała dać radę, brzmiałaby ona tak: nie chowaj się, gdy najbardziej tego potrzebujesz. Twoja prawdziwa wersja jest również tą najsilniejszą.” ~ Winona Ryder
Mężczyzna nie traci kobiety przez kogoś innego. Traci ją przez własne słowa — te, które kiedyś raniły bardziej niż jakakolwiek obojętność. Przez obietnice, które zostały tylko pustym dźwiękiem. Przez dni, gdy ona czekała na ciepło i zrozumienie, a dostawała ciszę i chłód. Przez chwile, gdy zamiast wsparcia słyszała krytykę, zamiast miłości — wątpliwości, a zamiast troski — dystans. Kobieta nie odchodzi nagle. Ona oddala się powoli — myślami, sercem, duszą. Wciąż jest obok ciałem, ale w środku zaczyna budować mur wokół swojej wrażliwości. Jeszcze się uśmiecha, jeszcze gotuje kolację, jeszcze słucha… Ale w niej coś cicho umiera — z samotności, której doświadcza u boku tego, którego kiedyś wybrała. Mężczyzna traci kobietę wtedy, gdy przestaje dostrzegać jej wartość. Gdy zapomina, że miłość to nie tylko słowa, ale codzienna obecność, troska i wybór. Traci ją wtedy, gdy przestaje chronić jej serce. I wtedy ona odchodzi. Bez krzyku. Bez scen. Odchodzi cicho, spokojnie, zabierając ze sobą całe ciepło, które kiedyś dawała tylko jemu. I już za późno, by szukać winnych — bo przyczyna od początku była w nim samym.
Moja filozofia jest prosta: To, co ludzie o mnie mówią, nie jest moją sprawą. Jestem, kim jestem. Robię to, co czuję. Nic nie oczekuję. Wszystko przyjmuję. I wiesz co? Dzięki temu życie staje się lżejsze. Żyjemy w świecie, gdzie pogrzeb jest ważniejszy niż ten, kogo się żegna, ślub liczy się bardziej niż miłość, a wygląd kosztuje więcej niż dusza. Tworzymy kulturę błyszczących opakowań — głośnych, efektownych, ale pustych w środku. A zawartość? Mało kto już jej szuka. — Anthony Hopkins
Auto powoli nabierało prędkości. Bezpieczne wnętrze kabiny napawało mnie spokojem. Ciszę rozpraszał dźwięk radia i narastający szum wiatru. Dzień chylił się ku końcowi. Emocje opadały, rozpływały się w nicość. Fortuna kołem się toczy, jak mawiają ludzie. Głównie dlatego, że liczą na to, że los sam się odwróci. Hermetyczne myślenie, że istnieje jakaś siła wyższa, kierującą ludzkim życiem. Ironia losu, władzę tę ma ten, kto sam się jej pozbawia. Jakie to zabawne, szukać daleko, co leży u Twoich własnych stop. Kiedyś też tak myślałem. Lepiej zrzucić z siebie odpowiedzialność i szukać jej w nieokreślonym ciągu przyczynowo skutkowym. Myślenie to wcale nie poprawiło mojego życia. Nie da się zmienić czegokolwiek jednocześnie nie zmieniając niczego. Odwagą jest stanąć oko w oko z samym sobą. Przyznać się, że jest się w pełni odpowiedzialnym za wszystko, co się wydarzyło. Rzucić się w wir przeszłych wydarzeń, by sięgnąć prawdziwego dna, prawdziwej przyczyny. Stoczyć ze sobą samym walkę, o lepsze jutro. Takie myśli napływają często, gdy przemierzam ulice sennego miasta. Ulice, które znam od dziecka, a poznaję na nowo w bezpiecznej kabinie auta. Wyrzucam wtedy wszystko, co siedzi bardzo głęboko we mnie. Zostaję tylko głęboki spokój i pustka w portfelu, wywołana cenami ropy.
Otwierasz oczy. Biel wirujących ścian pomieszczenia oślepia Cię. Mrużysz oczy, starając się chronić przed utratą wzroku. Chłód podłogi pomaga otrzeźwić umysł. Gdzie jestem? - czarny napis pojawią się na suficie. - Co tu się dzieje? - błyskawicznie w miejscu poprzedniego pojawią się kolejny. Uczucie niepokoju przygniata Ci piersi, spłyca oddech, oblewa potem. Szalejący w twojej głowie myśli pojawiają się na suficie, ścianach. Co tu się kurwa dzieje. Nic nie pamiętam. To nie jest śmieszne. Co to za miejsce. Pomocy! Podrywasz się na nogi i rozglądasz wokoło. Nieskazitelnie biel, pozbawiona jakiejkolwiek faktury, konturów przypomina próżnię. Nie wiesz czy to pomieszczenie, pusta przestrzeń, niebo czy piekło. Nagle dobiega do Ciebie tajemniczy głos. Musisz wytężyć słuch by usłyszeć jego szept, by szmer zmienił się w słowa, zdania. Głos ma w sobie jednocześnie coś znajomego, coś, co powinno oznaczać bezpieczeństwo i spokój, mimo to budzi grozę, rani niczym sztylet wbijany w serce. - Nikt Cię nigdy nie kochał. - Nie umiesz kochać. - Nikt nigdy Cię nie akceptował. - Nie potrafisz zaakceptować siebie. - Twoje życie nie ma żadnego znaczenia. - Nic się dla ciebie nie liczy. - Zawiodłeś wszystkich. - Wszyscy zawiedli Ciebie. - Nie nadajesz się do niczego. - Nie potrafisz budować relacji - potrafisz tylko ranić - Nic się przede mną nie ukryje. - Ona odeszła bo nie miałeś jaj. - Ciebie nie da się kochać. - Miękka faja - Jesteś słaby. - Nie umiesz podejmować decyzji - Jesteś nudny - Bezbarwny - Nijaki - Jak mogłeś komuś nie pomóc? - Ciągle komuś pomagasz. - Ciągle stawiasz kogoś nade mną. - Czego w ogóle chcesz? - Dlaczego ciągle czegoś nie chcesz? - To nie moze byc prawda! - To jest prawda! - Taki Jesteś!!! - Nie!!! - Tak!!! Każde zdanie wbija się niczym hak w ciało, rozrywając cię kawałek po kawałku. Ból stawał się nie do zniesienia. Miotasz się smagany każdą prawdą, wyrwaną z odmętów twojej podświadomości i rzucona prosto w twarz. Każde zdanie wywołuje lawinę emocji, spadająca kamień po kamieniu na twoje piersi. Szok, strach, poczucie winy, gorycz porażki, żal, mieszają się w jednolitą masę. Podświadomość walczy ze świadomością, zmusza Cię do ucieczki, lecz nie jesteś w stanie się ruszyć. Wszystko wokół wiruje, żołądek podchodzi do gardła, ból głowy oślepia. Krople potu spływające po czole mieszają się z łzami mimowolnie spływającymi po policzkach. Głos pojawił się znowu. Jego ton był znacznie spokojniejszy, choć nadal jego słowa sprawiały ból. - Jesteś odpowiedzialny za wszystko co się wydarzyło. To nie twoje pochodzenie, nie każdy błąd, jaki popełniłeś, głupota jaką zrobiłeś. To nie alkohol, narkotyki, kobiety, rodzina. To ty. Każdy Twój świadomy lub nieświadomy - wybór, którego dokonałeś. - Taki Jesteś. Udajesz kogoś, kim nie jesteś. Stworzyłeś maskę, która co dzień zakładasz i nosisz z dumą, umierając ze strachu, że ktoś zobaczy co jest pod spodem. - Ciągle stawiasz się w roli ofiary, nie potrafiąc przyjąć odpowiedzialności za to co zrobiłeś, czego nie zrobiłeś i co mogłeś zrobić. - Żyjesz przeszłością, rozpamiętywaniem doznanych krzywd i popełnionych błędów. - Żyjesz strachem przed przyszłością, strachem przed podjęciem decyzji i plejada konsekwencji, które nie wiesz czy będą w ogóle miały miejsce. - Wiecznie użalasz się nad sobą, zamiast działać. - Uciekasz przed odpowiedzialnością w nałogi, puste związki, szybki seks, uzależnienia. Głos oddala się jak echo grzmotu zwiastujące koniec burzy. Rozwiewa się w nicości pozostawiając po sobie głucha ciszę. Jej ciężar przytłacza twoje piersi, wibruje w uszach. Nagle, zauważasz lustro. Pojawiło się znikąd, lewituje w powietrzu, zwykła tafla szkła, zawieszona pośród bieli. Podchodzisz do niego. Ciekawość miesza się ze strachem, myśli twoje pojawiają się na ziemi, układając w ścieżkę prowadząca wprost to niego. Co to jest? Czy to lustro? Dlaczego tu jest? Co tu się kurwa dzieje? Czy ja śnię? Odbicie w lustrze zbliżało się wolnymi krokami po ścieżce złożonej z rozmywających się wyrazów. Tak samo nagie, odarte z ubrań, z zalęknionym spojrzeniem na zbielałej twarzy. Niepewny krok zdradzał panujący nad wami paraliżujący strach. Stanęliście naprzeciw siebie - ty i twoje odbicie. Ciężar doświadczeń, traumy, złych w spóźnieniem do tej pory nie pozwalał Ci spojrzeć sobie samemu prosto w oczy. Poczucie winy i wstydu zmusiło Cię do opuszczenia wzroku. Odbicie zaczęło się uśmiechać. Coraz szerzej, oczy rozszerzały się, twarz przybierała grymas obłędu. Powoli głowa przechyliła się na bok, a do twoich uszu zaczął dobiegać coraz głośniejszy chichot przeradzający się w szaleńczy śmiech. Obraz w lustrze rozmywa się i wiruje, by po chwili ponownie nabrać ostrości. Już nie jest to lustro, patrzysz przez nie jak przez szybę. Widzisz fragmenty scen wyrwanych z głębokich odmętów twojej pamięci, z miejsc, które wydawały ci się dawno zakopane, porośnięte mchem zapomnienia. Widzisz swojego pierwszego partnera. Czujesz narastające w piersi uczucie zimnej satysfakcji, gdy patrzy na ciebie zapłakanymi oczami. Jego rozpacz podsyca twoją euforię, poczucie zwycięstwa. Jesteś górą, to ty zdeptałeś jego uczucia, wykorzystałeś je i odrzuciłeś, tak jak wyrzuca się zepsutą zabawkę na śmietnik. Przed sobą widzisz swojego oprawcę, klęczy zasłaniając się rękami. Widzisz jak drży, czujesz ogień pożerający twoje wnętrzności, obraz przed twoimi oczami zachodzi czerwoną mgła. Rozmywa się wraz z kolejnymi, coraz szybszymi ruchami twojego ciała, ciężarem w rękach, poruszającym się raz w tył, raz w przód, w stronę tego opadającego ścierwa. Ciepła ciecz bryzka wokoło, zalewa Ci twarz, ubranie, krzyk zmienia się w rzężenie. Widzisz tą osobę, która wzbudzała w tobie nieokiełznane pożądanie. Gwałtowne pchnięcia przynoszą Ci rozkosz, odpływasz w ekstazie. Nic innego nie ma znaczenia, zwierzęcy instynkt pomaga Ci przełamać opory, dać się ponieść pożądaniu. To bez znaczenia, liczy się tu i teraz. Zaspokoić się, wykorzystać okazję, odpłynąć w perwersyjnej rozkoszy, jakiej nie da Ci nic innego. Adrenalina buzuje, szum krwi w skroniach i kolejne pchnięcia zagłuszają ostatki wyrzutów sumienia jakie ściskały twój brzuch. Kolejna wizja pochłania pozostałe. Stoisz na szczycie wieży, w pełnej chwale, eleganckim stroju, z pięknym domem, autem, pieniędzmi. Nieistotne jak wielu ludzi pogrzebałeś budując wieżę, jak wiele osób sprzedałeś, zniszczyłeś, rozbiłeś im rodziny, zdradziłeś i zabiłeś, by zbudować to poczucie triumfu nad nimi. Słabi muszą zginąć, ugiąć się przed bezwzględnym instynktem zdobywcy. Lustro znika i powracasz do tego przepełnionego nieskończona bielą miejsca. Przed Tobą stoi twoje odbicie, z tym samym szaleńczym uśmiechem, oczami ziejącymi przerażająca pustką. Teraz oddziela was tylko cienka tafla szkła. Czujesz ukłucie w sercu, zazdrość opanowuje Twój umysł. Niewypowiedziane myśli pojawiają się na tablicy ze szkła, tym razem nie znikając po chwili. Czy naprawdę taki jestem? Czy mogę się zmienić? Czy może już nic nie da się zrobić? Czy wszystko przepadło? Cisza.
Szczęściem, nawet tym najmniejszym należy się cieszyć. Rzeczy, te małe, drobne, te wszystkie chwile, które dają radość, zawsze dodają Nam energii. Ale złe i negatywne emocje odkładają się. Kumulują się w Nas. Nawarstwiają. I to się odczuwa. Tak bardzo czuć ten ciężar na duszy. I niektórym bardzo łatwo przychodzi pozbycie się ich. Ale są tacy, co potrzebują nieco więcej czasu żeby z siebie to wszystko wyrzucić. Gniew, złość, łzy. To są naturalne emocje. Ale musimy je do siebie dopuścić. Chociażby po to, żeby się z tego wszystkiego oczyścić.
Najważniejszym dniem w twoim życiu nie jest dzień ślubu, ani dzień ukończenia szkoły lub dzień, w którym dostajesz swoją wymarzoną pracę, nie. Najważniejszym dniem w twoim życiu będzie dzień, w którym zdasz sobie sprawę z własnej wartości. Dzień w którym przestaniesz słuchać innych i zaczniesz słuchać swojego serca. Podążać swoją drogą do swojego szczęścia. To właśnie będzie ten dzień. K. Śnioch
Poruszająca historia(zasłyszane) Stałem w kolejce do kasy, przede mną stała taka mała starowinka. Trzęsły jej się ręce, miała kompletnie zagubiony wzrok, mocno tuliła do piersi malutką portmonetkę – taką zrobioną na szydełku – widzieliście może kiedyś takie portmonetki? Ja widziałem u swojej prababci… I zabrakło jej 4 zł, żeby zapłacić za zakupy, a w koszyku miała chleb, mleko, jakąś kaszę i maciupeńki kawałeczek pasztetowej. A kasjer był bardzo niemiły i rozmawiał z nią po chamsku. Staruszka stała taka przybita, ze łzami w oczach, no i nie wytrzymałem, dałem kasjerowi te 4 złote i zwróciłem mu uwagę, że nie wolno tak źle traktować żadnego człowieka. Ale serce mało mi nie wyskoczyło z piersi i nagle wziąłem staruszkę za rękę i poszedłem z nią z powrotem do sklepu. Babulinka szła pokornie ze mną, a ja wkładałem do koszyka produkty dla niej, te co myślałem, że będą najbardziej potrzebne: mięso, porcje rosołowe, jajka, kasze różne, a ona szła obok i wszyscy się na nas patrzyli. Doszliśmy do owoców i zapytałem ją, jakie lubi, a staruszka patrzyła na mnie w milczeniu wielkimi oczami i mrugała. Wziąłem wszystkiego po trochu, mam nadzieję, że starczy jej na długo. Wróciliśmy do kasy, ludzie się rozstąpili, puścili nas bez kolejki. No i przy kasie zrozumiałem, że nie mam przy sobie dość pieniędzy, by zapłacić za jej zakupy i za swoje, więc swój koszyk zostawiłem, zapłaciłem za zakupy babulinki, cały czas trzymając ją za rękę. Wyszliśmy na zewnątrz. Spojrzałem staruszce w twarz i zobaczyłem łzy na policzku… Zapytałem, dokąd ja zawieźć, zaprosiłem do samochodu, a ona zaproponowała, ze w domu poczęstuje mnie herbatą. Zaniosłem jej zakupy. Staruszka poszła do kuchni robić herbatę, a ja rozglądałem się po bardzo ubogim, ale czystym i przytulnym wnętrzu. A kiedy postawiła na stole dwie obtłuczone filiżanki i talerzyk, na którym leżały dwa pierożki z cebulą – to nagle dotarło do mnie jak żyją nasi staruszkowie… Wyszedłem od niej, wsiadłem do samochodu i wtedy już nie wytrzymałem. Płakałem chyba z kwadrans…
Zasługujesz na kogoś, kto nie może się doczekać, aby z Tobą porozmawiać, spędzić z Tobą czas, poznać Cię i zakochać się w Tobie. Przestań zadowalać się ludźmi o połowie serca, letnymi, wahającymi się i niezdecydowanymi. O wiele lepiej być samemu niż być z kimś, kto sprawia, że czujesz się samotny. ~ Cody Bret
Ludzka zawiść nie zna granic. To choroba bez lekarstwa. Niektórzy żyją tylko po to, by zaglądać przez cudze okna i licytować się, kto ma więcej gówna do powiedzenia o innych. Nie rozumieją, że Twoje życie to nie ich serial na Netflixie. Nie mają prawa wymyślać Ci kolejnych odcinków, nie znając prawdziwego scenariusza. Najzabawniejsze jest to, że ci, którzy najwięcej gadają, zwykle wiedzą najmniej. Wymyślają, dopowiadają, przekręcają, byle tylko ich wersja była bardziej soczysta, bardziej godna powtarzania. I wiesz co? Jest na to tylko jedno lekarstwo - milczenie. Im mniej ludzie wiedzą o Twoim życiu, tym mniej amunicji mają do strzałów. Im mniej pokazujesz, tym mniej mogą przekręcić. Im mniej mówisz, tym mniej mogą wykorzystać przeciwko Tobie. Twój spokój to Twoja tarcza. Twoja prywatność to Twoja broń. Twoje milczenie to Twoja najlepsza odpowiedź. Żyj cicho. Planuj po cichu. Osiągaj sukcesy po cichu. Niech Twoje wyniki krzyczą za Ciebie. ~ R. Wicijowski
Zawsze byłam czernią. Nigdy szarością, ani nawet jaśniejszym kolorem. Zawsze byłam najciemniejszym kolorem, tym, którego nie da się z niczym zestawić, bo czerń przyjmuje wszystko, wchłania w siebie i przekształca. W plemionach Masajów w Kenii i Tanzanii kolor czarny kojarzony jest z chmurami przynoszącymi deszcz, stając się symbolem życia i dobrobytu. Czarny to kolor, o którym niektórzy mówią, że nie jest kolorem, lecz sposobem bycia. A bycie czarnym oznacza życie w milczeniu,często ukrywanie przed innymi tego, kim jesteś, życie w ciemności. Czarny kocha ciemność, ogień i rzeczy niemożliwe, ukryte części, rzeczy, których inni nie pokazują, szczegóły. Czerń jest ciągłym ogniem, nigdy nie jest wyraźna, lecz tajemnicza, niemal cielesna, niemal obsesyjna. Z kolorem czarnym możesz zwariować albo się wyzwolić, to zależy od ciebie... A. Pierins
Dojrzałość polega na tym, że nie chcesz już doświadczać niepotrzebnych stresów, dramatów, wykańczających lęków i konfliktów. Zaczynasz wybierać SPOKÓJ zamiast chaosu i DYSTANS zamiast braku szacunku. Zaczynasz stawiać zdrowie psychiczne, spokój ducha i własne szczęście na pierwszych miejscach. ~ Autor nieznany
To Marilyn Monroe – jedna z największych ikon piękna i zmysłowości wszech czasów. Jej brzuch nie był idealnie płaski, uda stykały się ze sobą, ramiona nie były szczupłe, miała rozstępy i cellulit, a jej biust nie zawsze był jędrny. A mimo tych wszystkich „niedoskonałości”, do dziś uchodzi za jedną z najpiękniejszych i najbardziej uwodzicielskich kobiet w historii. Gdybyśmy przez ostatnie sześćdziesiąt lat częściej oglądali zdjęcia prawdziwych, naturalnych ciał takich jak jej, może dziś kobiety nie czułyby tak ogromnej presji, żeby być skrajnie szczupłe, poprawiać się operacjami plastycznymi czy katować się restrykcyjnymi dietami. Każde ciało jest inne. I każde jest piękne na swój sposób. Pokochajcie się takie, jakie jesteście. Bez porównywania się z innymi. Bez wstydu. Z dumą patrzcie na Wasze naturalne ciała! ~ Autor nieznany,
To właśnie o tą intymność chodzi. O poruszanie trudnych tematów. O to, że w oczach drugiej osoby widzisz, że chce z Tobą o tym mówić i czujesz, że otwiera się przed Tobą. O zapewnienie w taki sposób, żeby ktoś poczuł, że może Ci zaufać. O zburzenie tego muru. Wyłączenie dystansu. O tą bliskość dusz.
Czas biegnie tak szybko, że nawet maj zjawił się jak błyskawica. Maj, miesiąc zakochanych? Każdy czas jest dobry na miłość. Ale może akurat w tym pięknym miesiącu spotka Nas coś magicznego, fascynującego? Coś dobrego. Coś, co wniesie w Nasze życie odrobinę szczęścia? Uśmiechajmy się. Bądźmy otwarcie nastawieni do życia. A wtedy to właśnie ono przyniesie Nam coś pozytywnego. Pamiętajcie jednak, żeby doceniać nawet najmniejszy dar od losu.
Dopiero w tym samochodzie zdałam sobie sprawę, że w bliskości zupełnie nie o to chodzi. Nie chodzi o to, by na Fejsie ustawić status związku i wyznawać sobie miłość publicznie. Nie chodzi o to, by na siłę za rękę chodzić przez pół miasta, całować się w tramwaju i obserwować kątem oka zdegustowane miny starszych pań. Te zabawy zupełnie mi nie pasowały. Ja potrzebowałam mężczyzny. Mężczyzny, który będzie wspierał, popychał do przodu, a gdy upadnę, podniesie z ziemi. I taki mężczyzna siedział właśnie obok mnie...
Nagle dociera do Ciebie, że to naprawdę koniec. Że nie ma już powrotu. Nie będzie drugiej szansy. I próbujesz cofnąć się myślami, próbujesz znaleźć moment, kiedy zaczęło się wszystko psuć. Ale okazuje się, że to było dawno. Znacznie wcześniej, niż miałeś odwagę zauważyć. I wtedy rozumiesz coś jeszcze gorszego — że to wszystko zdarzyło się tylko raz. I że choćbyś nie wiem jak walczył... nigdy już nie poczujesz tego samego. Nigdy więcej. Bo niektóre chwile są jak latanie nad niebem. A potem spadasz. Rozbijasz się. I już zawsze chodzisz z nisko uniesioną głową. Trochę ciszej. Trochę smutniej. – autor 🩸
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

















































