Mężczyźni nie zdają sobie sprawy z tego, że ich supermocą jest bezpieczeństwo. Kobieta zrobi wiele dla Mężczyzny, z którym czuje się bezpiecznie psychicznie , emocjonalnie i fizycznie ♥️ Sześćdziesiąt Sekund


 

- Mała, jaka jest Twoja ulubiona pozycja? - Uwielbiam tą, gdy Mężczyzna stawia Mnie jako priorytet Sześćdziesiąt Sekund


 


 

Znasz to uczucie, kiedy komuś ufasz bardziej niż sobie? Zakładasz razem firmę, stowarzyszenie, budujecie coś z niczego. Nieraz nie masz co do garnka włożyć, ale wierzysz, że razem to ogarniecie. Że jak ty padniesz – on ci poda rękę. A potem ten sam człowiek – „brat”, jak go nazywałeś – robi ci wjazd na pełnej ku**ie. Zabiera wszystko. Papierki, ludzi, pomysły, kontakty. I zostajesz z niczym. Jak frajer. Jakby ci ktoś zajebał dom, a ty jeszcze przepraszasz, że drzwi były otwarte. I wiesz co? To nie wstyd, że dałeś się oszukać. Wstyd to być takim człowiekiem, który potrafi drugiemu wbić nóż w plecy z uśmiechem na twarzy. Wstyd to budować na cudzym zaufaniu tylko po to, żeby to zaufanie zniszczyć. To nie wstyd, że zaufałeś. Że dzieliłeś się wszystkim – od pomysłów po ostatnią kawę. Że wierzyłeś, że razem coś zrobicie. Bo tak robią ludzie z sercem. Prawdziwi. Ale jak już cię raz życie jebnie z liścia przez „brata”, to uczysz się jednej rzeczy: brata poznaje się nie po tym, kto z tobą pije, ale po tym, kto z tobą sprząta syf, jak wszystko się posypie. I choć wtedy siedzisz na gruzach tego, co budowałeś – masz coś, czego on nigdy mieć nie będzie: honor. prawdę. czyste sumienie. Bo można ci zabrać firmę, projekt, nawet nazwę – ale nie zabierze ci tego, że byłeś uczciwy. I właśnie dlatego wstaniesz. Może powoli, może bez fanfar – ale wstaniesz silniejszy. I zbudujesz coś lepszego. Z mądrzejszymi ludźmi. Bez kurew. Tylko z ludźmi z jajami i sercem. Więc jeśli teraz jesteś po takiej zdradzie – to nie wstyd. Wstyd to być zdrajcą. A ty jesteś człowiekiem. I to jest, kurwa, siła. - Adwokat Diabła


 

Siedzę sobie kiedyś z ziomkiem na ławce, pijemy kawę z Orlenu, taka za 5 ziko, co smakuje jak życie – trochę gorzka, trochę słodka, ale stawia na nogi. I on do mnie: - Stary, czemu ty zawsze musisz mówić jak jest? Nie możesz czasem powiedzieć czegoś „dla świętego spokoju”? A ja na to: - Bo k*rwa spokój nie jest święty, jak trzeba przy nim udawać, że coś śmierdzi, a mówisz, że pachnie fiołkami. Widzisz… Ludzie nie chcą prawdy. Oni chcą, żebyś im przybił piątkę za ich własne kłamstwa. Żebyś przytakiwał, jak mówią, że wszystko gra – mimo że w ich życiu orkiestra gra marsz pogrzebowy. A jak zaczniesz mówić prawdę? Oj, stary… Z miejsca jesteś wrogiem publicznym numer jeden. Bo prawda boli. Ale leczy. Najbardziej samotni ludzie, jakich poznałem, to byli najbardziej autentyczni skurczybyki. Nie uśmiechali się na pokaz, nie gadali pod publikę. I wiesz co? Jak już kogoś do siebie dopuścili, to była to relacja taka, że nawet Netflix by tego nie wymyślił. Prawdziwa. Bez filtrów. Bez „co wypada”. I co najśmieszniejsze? Zawsze znajdzie się ktoś, kto powie Ci, że powinieneś się zmienić. Że jesteś „za bardzo”. Za głośny. Za cichy. Za szczery. Za sobą. No to mam pytanie: — A może to oni powinni się zmienić, żeby lepiej do ciebie pasować, hmm? Jeśli zmieniasz się tylko po to, żeby się komuś przypodobać, to przestajesz być sobą, a zaczynasz być ich wersją ciebie. A to najgorszy cosplay, jaki można nosić. Prawdziwy przyjaciel nie powie ci: „bądź inny”, tylko: „kurde, fajnie, że jesteś taki, jaki jesteś – choć czasem mnie wkurwiasz”. A ci wszyscy, którzy chcą cię ulepić na nowo? Znikną szybciej niż ich obietnice. I to nie znaczy, że jesteś popsuty. To znaczy, że nie każdy pasuje do twojego filmu. I dobrze. Bo lepiej być samotnym wilkiem niż kolejnym barankiem w stadzie fałszywych uśmiechów. - Adwokat Diabła


 

Był sobie gość. Może nawet taki jak Ty – po przejściach, z bliznami zamiast tatuaży, z oczami, które widziały więcej niż powinny. I wiesz co? Pewnego dnia spojrzał w lustro i powiedział sobie: kurwa, dość. Dość ludzi, co karmią się Twoim zwątpieniem. Co śmieją się za plecami, ale w oczy klepią po ramieniu. Co przy Twoim ogniu tylko się grzeją, a jak zaczynasz płonąć – gaszą Cię wiadrem zazdrości. Ale on zrozumiał jedno – nikt, kto zna swoją wartość, nie musi nikomu jebać skrzydeł, żeby poczuć się wyżej. Bo ludzie z klasą nie walczą brudem. Ludzie z jajami nie obgadują, tylko mówią prosto w twarz. I nie muszą błyszczeć kosztem innych – świecą, bo są autentyczni. Ten gość... nie był idealny. Popełniał błędy, czasem się gubił, czasem wątpił. Ale nie ściemniał. Brał na klatę. Uczył się. Szukał rozwiązań, nie winnych. Nie był alfą z Instagrama – był człowiekiem z jajami, który się rozwija. Który nie pierdoli o marzeniach, tylko je realizuje. Który nie boi się zmian, bo wie, że stagnacja to powolna śmierć. I to jest klucz. Chcesz być takim gościem? To ćwicz – nie tylko bicepsy, ale i charakter. Ucz się – nie dla papierka, ale dla siły. Kochaj – nie na pokaz, ale na serio. Wybaczaj – nie dla innych, dla siebie. I nie czekaj, aż życie Ci coś da – idź i weź to, co Twoje. Bo prawdziwi ludzie widzą potencjał. I jeśli Ty go masz – oni to poczują. Ale musisz najpierw sam w to uwierzyć. - Adwokat Diabła


 

Wiesz co jest najbardziej popierdolone w tych czasach? Że mamy wszystko na wyciągnięcie ręki. Telefon, net, lajki, followy, stories. Jednym jebanym kliknięciem możesz pogadać z kimś z drugiego końca świata. A mimo to… ludzie są samotni jak nigdy. Samotność w czasach pełnych połączeń. Ironia? Nie, to dramat. Człowiek człowiekowi stał się algorytmem. Lajk tu, serduszko tam, emoji-smuteczek, emoji-wsparcie. Ale jak ci się grunt pod nogami wali - to możesz sobie tym serduszkiem dupę podetrzeć, serio. Nie umiemy już gadać. Nie umiemy słuchać. Za to każdy chce napierdalać swoją mądrość jak z armaty. Przyjaciele? Masz ich niby setki w kontaktach. Ale wyloguj się na chwilę. Zniknij. Zobaczysz, kto naprawdę zapuka do twoich drzwi. Spoiler alert: może jeden. Może żaden. A my dalej patrzymy w te ekrany, śledzimy życie celebrytki, która nie wie, że istniejemy, a nie widzimy, że kumpel obok tonie. Siedzi, milczy, z oczami jak latarnia we mgle, a ty mu lajkujesz mema. Więc może kurwa... czas się obudzić? Odłóż telefon. Popatrz komuś w oczy. Zrób kawę staremu znajomemu. Zamiast scrollować, zapytaj: „Jak się trzymasz, serio?” Nie "co słychać", tylko tak... z serducha. Bo człowieczeństwo to nie hasztag. To obecność. Szczerość. Bycie, a nie bywanie. I nie - nie jestem święty. Też się czasem gubię w tym cyfrowym burdelu. Ale próbuję. Bo wiesz co? Ten świat nie zmieni się lajkami. Zaczyna się od rozmowy. Od jednego "hej, jestem tu, jeśli trzeba". I Ty też możesz to zrobić. Dzisiaj. Teraz. Tylko się, kurwa, zdecyduj być człowiekiem. Nie followerem. - Adwokat Diabła


 

Stary, pamiętam jak kiedyś stałem w kolejce do żabki, lekko zmęczony życiem – jak to bywa. Przede mną gość w garniaku za milion monet, perfumy chyba kosztowały więcej niż mój cały outfit. Patrzył na ekspedientkę, jakby była powietrzem. Ani „dzień dobry”, ani „dziękuję”, jakby miał w dupie cały świat, bo karta mu nie pęka na płatność powyżej 500. A zaraz za mną babcia – starsza, z laską, plecak ledwo zipie. Patrzy na mnie i mówi: „Synku, puścisz mnie? Mam tylko bułkę i pasztet.” I wiesz co? Puściłem. I pogadaliśmy. I wyszło, że babcia kiedyś była pielęgniarką. Uratowała więcej ludzi niż niejeden lekarz z tytułami po ścianie. I wtedy mnie jebło: To nie dyplomy robią człowieka. Nie kasa. Nie zasięgi na Instagramie. Tylko to, jak traktujesz drugiego człowieka, jak się zachowasz, gdy nikt nie patrzy. Możesz być po zawodówce, a mieć więcej klasy niż rektor uczelni. Możesz jeździć passatem z 2003, a mieć większe serce niż koleś w nowym merolu. Bo szacunek się daje, nie kupuje. Dobroci nie udasz. A człowieczeństwo? Albo je masz, albo jesteś pustą wydmuszką w ładnym opakowaniu. Więc jak masz dziś gorszy dzień i myślisz, że jesteś „nikim” – to weź, pierdol to. Nie musisz być kimś w oczach świata, żeby być kimś dla ludzi. Bądź dobry. Bądź prawdziwy. Bądź człowiekiem. Reszta przyjdzie. - Adwokat Diabła


 

"Weekend, kurwa. Przedpołudnie. A Ty znowu siedzisz, scrollujesz TikToka i myślisz, że może od poniedziałku ogarniesz życie. No to posłuchaj mnie przez chwilę." Wstałem dziś rano, spojrzałem w lustro – oczy jak po walce z nocą, włosy jak po wojnie z poduszką. Ale mówię sobie: "Chuj, lecimy z tym dniem. Bo jak nie ja, to kto?" W kuchni kawa – czarna jak moje myśli z wtorkowego wieczoru. Kot patrzy na mnie z wyrzutem, jakby wiedział, że znowu obiecałem sobie więcej niż zrobiłem. Ale dzisiaj to się zmienia. Bo nie potrzebuję nowego poniedziałku. Potrzebuję decyzji. Teraz. Tu. W tej kuchni. Nie musisz być od razu pierdolonym Tony'm Robbinsem. Wystarczy, że dzisiaj zrobisz jedną rzecz lepiej niż wczoraj. Nagrasz jedno story, napiszesz jeden post, ogarniesz jedną zaległą sprawę. To nie musi być rewolucja. Ale to musi być Twój krok. Twój ruch. Bo wiesz co? Ten weekend to nie jest reset. To jest Twoja broń. To są te dwa dni, kiedy możesz przechytrzyć tych wszystkich, co śpią do południa i gadają, że nie mają czasu. Masz czas. Masz serce. Masz cel. A jak nie masz – to se go kurwa wymyśl. Ale nie siedź i nie marudź. Więc rusz dupę, zrób kawę, załóż dres i daj z siebie choćby 60%. To więcej niż 100% tych, co dalej pierdzą w kanapę. Lecimy? - Adwokat Diabła


 

Wiesz kiedy się obudziłem? Jak znowu siedziałem na telefonie o 23:47, słuchając jak ktoś pierdoli, że "już ostatni raz mnie potrzebuje". A ja – jak ten debil – znowu w gotowości. Bo przecież mam dobre serce, nie? I wtedy mnie jebło jak z bejsbola: ile razy jeszcze dam się wydoić, zanim sam zdechnę z wyczerpania? Bo prawda jest taka, że im bardziej się starasz, tym bardziej Cię ludziom nie szkoda. Jesteś miły? To będą wchodzić Ci na łeb. Jesteś wyrozumiały? To będą Cię testować. Pomocny? To stajesz się ich jebanym narzędziem. Dźwignią do ich wygody. I nie chodzi o to, żebyś przestał być dobrym człowiekiem. Nie. Tylko żebyś kurwa w końcu nauczył się mówić NIE. Nie jesteś wycieraczką. Nie jesteś darmowym terapeutą. Nie jesteś chłopcem na posyłki. Jesteś SOBĄ. Gościem, który ma prawo postawić granicę. Pokazać środkowy palec tym, co widzą w Tobie tylko swój zysk. I wiesz co? Jak zaczniesz odmawiać, to część ludzi się obrazi. I bardzo dobrze. Niech spierdalają. Szybciej zobaczysz, kto był przy Tobie, a kto przy tym, co od Ciebie dostawał. Szanuj siebie. Bo jak Ty siebie nie szanujesz, to nikt tego za Ciebie nie zrobi. Masz być dobrym człowiekiem – ale nie naiwnym frajerem. Masz pomagać – ale nie kosztem siebie. Masz świecić – ale nie płonąć dla kogoś, kto nawet nie przyniósł drewna. Pamiętaj – to Ty jesteś scenarzystą swojego życia. Nie aktorem w cudzym serialu. - Adwokat Diabła


 

Wiesz co? Obudziłem się dziś rano, spojrzałem w lustro i mówię do siebie: Stary, albo robisz swoje, albo znowu dasz się życiu przetoczyć jak placek po chodniku. I wtedy coś we mnie pękło. Dość. Pierdolę strach. Nie dlatego, że się nie boję. Boję się non stop – ale robię swoje. I to jest ta różnica. Nie wyjdzie? Trudno. Zbieram się z asfaltu, otrzepuję kolana i cisnę dalej. Bo tak działa życie. Albo jesteś graczem, albo statystą we własnym filmie. Tych wszystkich toksycznych ludzi, którzy tylko pierdolą i ciągną cię w dół? Wyjebałem jak stare skarpetki. Nie jestem śmietnikiem na cudze frustracje ani workiem treningowym dla cudzych kompleksów. Szanujesz mnie – super. Nie szanujesz – wypierdalaj. I powiem Ci coś jeszcze. Nie będę się już nikomu narzucał. Jak ktoś nie chce być blisko – droga wolna. Czas to waluta bez zwrotu, więc daję go tylko tym, którzy go doceniają. A reszta rzeczy? 90% spraw, którymi się przejmujemy, to gówno nie warte nerwów. Więc zamiast analizować jak popierdolony szachista, po prostu robię swoje. Nie żyję wczoraj – to już było. Nie żyję też w koszmarnych „a co jeśli...” – bo to się jeszcze nie wydarzyło. Jestem tu. Teraz. I robię z tego momentu coś zajebistego. A reszta? Niech gada, niech hejtują, niech się ślinią z zazdrości. Ich wybór. Ja wybieram żyć. Z pasją. Z wiarą. Z tym, co mam – i dla tych, których naprawdę kocham. Bo wiesz co? Na końcu liczy się jedno: Czy miałeś jaja żyć naprawdę. Więc rusz tyłek, zrób coś szalonego, zaryzykuj, walcz o siebie. I pamiętaj – czas leci. Nie czeka. A życie jest za krótkie, żeby nie żyć po swojemu. - Adwokat Diabła


 

Kiedy Twoja mama podejdzie i powie: - Nie pij. - Wróć wcześniej. - Nie zadawaj się z nimi. - Nie wdawaj się w bójki. - Nie prowadź po alkoholu. To nie dlatego, że chce Cię kontrolować. Ona po prostu kocha Cię najmocniej na świecie. Bo nie zniosłaby widoku swojego dziecka leżącego na szpitalnym łóżku. albo, co gorsza, w trumnie. Ona nie chce zepsuć Ci zabawy. Ona chce ocalić Twoje życie. Więc posłuchaj jej. Bo kiedy wszyscy inni się odwrócą. Ona wciąż będzie przy Tobie. Z troską w oczach. Z nieprzespanymi nocami. Z miłością, jakiej nie da Ci nikt inny. Słuchaj swojej mamy. Nie ze strachu. ale z miłości. — Frases Fot.Internet


 

7 sygnałów, że jesteś złym synem (i nawet o tym nie wiesz) 1. Mówisz do niej jak do byle kogo. Krzyczysz. Wydzierasz się: „Zamknij się”, „Mam cię dosyć”, „Co ty możesz wiedzieć?”. Zapomniałeś, że to kobieta, która dała ci życie? Nie zasługuje na twój ton, na twoje krzyki, na twoje lekceważenie. 2. Nigdy nie mówisz: „dziękuję”… ani „przepraszam”. Uważasz za oczywiste, że sprząta, gotuje, pożycza ci pieniądze, słucha twoich problemów… Ale „dzięki, mamo” nie pada. Ani „przepraszam, zachowałem się jak dupek”. Ta obojętność to nie chłód. To niewdzięczność. A życie prędzej czy później wystawi ci rachunek. 3. Wstydzisz się jej. Wkurza cię, jak się ubiera. Jak mówi. Jak się śmieje. Wstyd ci przedstawić ją znajomym. Naprawdę? Wstyd ci kobiety, która wycierała ci nos, broniła cię w szkole i karmiła, nawet gdy nie miała czym? 4. Dzwonisz tylko, gdy czegoś chcesz. Gdy wszystko gra, nawet się nie odezwiesz. Ale jak się wali – od razu telefon do mamy. Twoja mama to nie pogotowie. Nie bankomat. To twoja matka. I nie będzie zawsze czekać w gotowości, żeby cię ratować. 5. Nie obchodzi cię, że jest smutna albo chora. Wraca do domu z opuchniętymi nogami, z pękniętym sercem… A ty nawet nie zapytasz, jak się czuje. Wchodzisz do pokoju, zakładasz słuchawki i zamykasz się w swoim świecie. To też boli. To się nazywa obojętność. I to też zabija… tylko trochę wolniej. 6. Upokarzasz ją przy innych. Krzyczysz na nią przy znajomych. Przewracasz oczami. Śmiejesz się z niej. To nie jest „mieć charakter”. To jest brak szacunku. I dosłownie – brak serca. 7. Nie doceniasz jej poświęceń. Zniosła głód, zimno, upokorzenia… dla ciebie. A ty nie możesz nawet pozmywać po sobie talerza? Albo powiedzieć „kocham cię”? W taki sposób odpłacasz za wszystko, co dla ciebie zrobiła? Obojętnością. Chłodem. Milczeniem. OSTATNIA REFLEKSJA Jeśli rozpoznałeś siebie choć w jednym z tych punktów… nie czekaj do jutra. Zrób coś dzisiaj. Bo gdy jej już nie będzie… żadne „przepraszam” ani wszystkie łzy świata nie przyniosą ci spokoju. Doceniaj ją teraz. Przytul ją teraz. Bo kiedy odejdzie… cisza będzie krzyczeć to, czego nie zdążyłeś powiedzieć. — Aberhard


 

Dawaj to, co masz, czym jesteś. Dawaj przedmioty, ale nade wszystko dawaj siebie, swoją opiekę, swoją pomoc, swoje współczucie. Dawaj póki czas, póki masz co dawać, póki masz rzeczy, póki masz siły, póki stać cię na serdeczną troskę, na współczucie, na uśmiech i radość. Dawaj swoją pomoc, dawaj siebie samego póki cię jeszcze trochę jest.


 

Wyobraź sobie… Mała dziewczynka z piegami na nosie biegnie w moją stronę i krzyczy „Tato!”. A ty — z tym swoim uśmiechem, który gasił każdy mój lęk — patrzysz na nią tak, jak patrzyłaś kiedyś na mnie. Z dumą. Z miłością. Ze spokojem, który potrafiłaś zbudować nawet na zgliszczach. Chciałem mieć z Tobą dom. Nie taki z katalogu. Taki z twojego śmiechu w kuchni i moich stóp zmarzniętych od balkonowych przemyśleń. Taki, gdzie nie trzeba mówić „kocham”, bo wszystko inne będzie o tym krzyczeć. Chciałem dzieci. Naszych. Z twoimi oczami i moim smutkiem, bo wtedy może nauczyłbym się go oswajać. Chciałem tych poranków, gdy zapinamy im kurtki i śpieszymy się do przedszkola. Tych wieczorów, gdy dostajemy rysunek, na którym jesteśmy „mamą i tatą” i nie chce się płakać — chyba że ze wzruszenia. Marzyłem o tym, że będziemy odkrywać świat. Ale nie ten z folderów Itaki. Ten, w którym Ty zjesz coś nowego i zrobisz tę minę jak zawsze. Ten, w którym ja zgubię się w obcym mieście, ale nie będę się bał, bo Ty będziesz przy mnie. Marzyłem o starości. Że nasze dłonie pomarszczą się tak samo. Że będziemy oglądać filmy, których nie pamiętamy, bo nie będą już ważne. Ważne będzie to, że jeszcze tu jesteśmy. Razem. Na tej samej kanapie. Ale Ty wybrałaś inną drogę. I może nie żałujesz. Może ktoś inny daje Ci wszystko to, czego ja nie potrafiłem. Może się śmiejecie. Może dzieci będą miały innego tatę. Może świat dalej się kręci — tylko nie mój. Bo ja utknąłem. Między wczoraj a jutro. W niedokończonych planach i zaciągniętych obietnicach. Żyję z pytaniem, które codziennie rozcina mnie od środka. Co by było… gdybyś została? I nigdy się nie dowiem. - 🩸Czerwony


 

Nie wiem, czy to Ty śnisz mi się każdej nocy, czy ja sam wracam do siebie z czasów, kiedy jeszcze nie miałem połamanych skrzydeł. Pamiętasz, jak powiedziałaś, że nie boisz się upaść, dopóki jestem obok? A potem ja upadłem, a Ciebie już nie było. Dzisiaj znowu szukałem Twoich oczu w twarzach kobiet, które mijam. One też pachną jak zachód słońca. Też się śmieją. Ale żadna nie boli tak jak Ty. Nie piszę tego, żebyś wracała. Wiem, że nie wrócisz. Piszę, bo nie wiem, co zrobić z tą cholerną miłością, która nie chce się zestarzeć. Jest jak rana, która udaje, że się goi, a potem wystarczy zapach, piosenka, zakręt na starej trasie... I znowu cieknie krew. Czasem, gdy jestem sam w nocy, głośno mówię Twoje imię. Nie żebyś usłyszała. Żeby nie zapomnieć, jak brzmiało. Mówią, że czas leczy. Czas to kłamca. On tylko uczy Cię, jak udawać, że nie boli. Zastanawiam się, czy gdybyśmy wtedy mniej krzyczeli, a więcej trzymali się za ręce… czy dziś byłabyś tu, a nie tam. Czy nadal miałabyś mój dres na sobie. I moje serce – na dłoni. Przepraszam. Za to, że kocham za mocno i odchodzę zbyt cicho. Za to, że potrafię pisać tysiące słów o uczuciach, ale nie umiem powiedzieć: zostań. Zawsze myślałem, że to świat mnie zniszczył. A może to ja zniszczyłem wszystko, co mnie próbowało naprawić? Jeśli to czytasz... to wiedz, że nie ma dnia, którego bym nie oddał, żeby zobaczyć Cię raz jeszcze. Nie dla pocałunku. Nie dla ciała. Dla ciszy między nami. Tej najprawdziwszej. Tej, w której byliśmy my. Zostało mi tylko pisanie. Więc piszę. Piszę do Ciebie, choć już nie jesteś moja. Ale byłaś. I to wystarczy, by nie przestać kochać. - 🩸


 

...'' Tęsknię tak bardzo, jak tylko można tęsknić za człowiekiem, którego nie można mieć. ''... Basia Karolewicz


 

..."Dlatego trzeba być po prostu sobą. Pierdolić to, że nazwą Cię wariatem. Życie mamy jedno, nie ma więc sensu przejmować się ludźmi, którzy wygłaszają opinie. Żyjmy po swojemu, dla siebie, w miare możliwości z dala od wscibskich oczu i wszystkich, którzy odbierają nam energię. ''... Paweł Osiński


 

...'' Jestem szczęśliwa, kiedy jestem. Kiedy chcę ryczeć, to ryczę. Życie nie jest cacy. Dookoła nie latają kolorowe ptaszki i różowe baloniki, a ja nie wyglądam jak top modelka wyjęta z żurnala. Kurwa mać, życie potrafi spuścić wpierdol i dobrze o tym wiesz, więc nie zawsze muszę cieszyć japę. ''... Gabriela Gargaś


 

Narcyzi nie odchodzą. Oni cicho niszczą — aż w końcu to Ty odchodzisz. Najpierw pojawia się obojętność. Potem — umniejszanie, wzbudzanie poczucia winy, manipulacje. A kiedy jesteś już na skraju i podejmujesz decyzję, by odejść — słyszysz: „To Ty wszystko zniszczyłaś/zniszczyłeś”. Ale to nie Ty jesteś stratą. To oni tracą kogoś, kto był gotów znosić wszystko i kochać bezwarunkowo. I to jest ich prawdziwa porażka.


 

" Jeśli byłeś nastolatkiem w latach 90., to wiesz - żyliśmy w złotym czasie. Tuż pomiędzy telefonami z tarczą a pierwszymi komórkami, między listami a SMS-ami, między kasetami magnetofonowymi a płytami CD. I wiesz co? To było piękne. I prawdziwe. Nie było smartfonów. Znało się numery telefonów na pamięć, a żeby pogadać z kolegą, trzeba było zadzwonić na domowy – i najpierw przebić się przez jego mamę: — „Dzień dobry, czy mogę z Kubą porozmawiać?” A jeśli ktoś dzwonił po 21:00… no cóż, mogło być niezręcznie. Plany na weekend? Umawiało się w szkole albo czekało pod klatką. Bo nie było Messengera. Była nadzieja, że ktoś po prostu wpadnie pod okno i zawoła: — „Ej, idziesz na boisko?!” Muzyka była wszystkim. Kazik, Nirvana, T.Love, Coolio, Hey, Paktofonika, Varius Manx, 2Pac, Ich Troje (tak, też!), Spice Girls i O.N.A. Nagrać coś z Trójki albo RMF-u na kasetę? Szczyt szczęścia. Ale trzeba było siedzieć przy magnetofonie, wcisnąć REC + PLAY i modlić się, żeby prowadzący nie gadał w intro. A jak ktoś miał Discman z funkcją anti-shock, to był bogiem osiedla. Moda? Totalny miszmasz - i w tym był cały urok. Bure bluzy z bazaru, flanelowe koszule przewiązane w pasie, dresy z trzema paskami (albo podróbkami czterema), ortalionowe kurtki i Air Maxy z giełdy. Wyglądaliśmy, jakbyśmy szykowali się albo na koncert Nirvany, albo na granie w Tekkena u kolegi, który miał Pegasusa i dwa pady. Wiadomości? Na papierze. Złożone w fantazyjne trójkąty, z serduszkiem i pytaniem: „czy mnie lubisz?". Odpowiedzi? „Tak", „nie" albo „nie wiem". Żadnych SMS-ów. Jeśli ktoś ci się podobał - trzeba było zebrać odwagę i powiedzieć to na żywo. Albo wysłać posłańca w osobie najlepszego kumpla. Szkolne dyskoteki? Pełne nerwowego ściskania dłoni i tańców przy Boys II Men, Varius Manx albo „I will always love you". Nikt nie nagrywał tego na TikToka. Żadnych Insta Stories. Żadnych relacji. Tylko prawdziwe emocje i jedno rozmazane zdjęcie z Zenita albo z aparatu na kliszę. Po szkole leciało się do domu, żeby zdążyć na „Dragon Balla" na RTL 7, „Przyjaciół" na Polsacie, „Wieczorynke”, „Śmiechu warte”, „Sensacje XX wieku”. albo „Z Archiwum X" późnym wieczorem - po cichu, pod kołdrą, bo rodzice nie pozwalali. Jak przegapiłeś odcinek - przepadło. Nie było powtórek. Nie było Netflixa. Nie było spoilerów. Nie było GPS-u. Były wskazówki typu: — „Za sklepem skręć w lewo, potem w prawo przy kiosku i jak miniesz stary trzepak, to jesteś na miejscu.” I tak – zawsze się trafiało. Bycie nastolatkiem w latach 90. to była wolność w najczystszej postaci. To były błędy, których nikt nie wrzucał do Internetu. To był śmiech do bólu brzucha, wspólne wagary, oranżada w woreczku, i wspomnienia, które robiło się dla siebie – nie dla lajków. Byliśmy ostatnim pokoleniem, które dorastało bez Internetu w kieszeni. Ale z głową pełną wyobraźni i sercem pełnym przygód. Dla tych, którzy pamiętają świat przed Wi-Fi. Nie mieliśmy wszystkiego. Ale mieliśmy coś, czego już nie da się odzyskać. "


 

"Może to zabrzmi dziwnie, ale w 2025 roku zdrada nie zaczyna się w sypialni. Zaczyna się od zwykłego zaproszenia do znajomych. Od polubienia. Od serduszka na czyjejś relacji. Często przymykamy na to oko, usprawiedliwiając się: „to przecież nic takiego”… Ale prawda jest inna: wszystko zaczyna się od zdrady emocjonalnej. A zdrada emocjonalna to pierwszy krok do zdrady fizycznej. Czas mówić o tym wprost." - Źródło: Kawa z mlekiem


 

...'' Ludzie którzy kochają psy - zawsze się dogadają. ''... Aleksandra Steć


 

...'' Nie jestem kobietą Twojego typu. Lubię czuć kiedy mężczyzna się stara, i że jestem kimś, a nie kimkolwiek. Lubię rozmawiać (...). Lubię być, a nie bywać. ''...


 

...'' Jest taki żart: "Kto jest najlepszym przyjacielem skrzypka? Drugi skrzypek, tylko gorszy". Świetnie pokazuje, że o prawdziwą przyjaźń jest trudno. Wychowałem się na "Trzech muszkieterach' Aleksandra Dumasa, idei "jeden ze wszystkich, wszyscy za jednego". W dzieciństwie miałem dobrych kolegów, wydawało się nam, że bez problemu można oddać życie za przyjaciela. Potem dorosłem i okazało się, że ludzie wcale nie są tacy fajni jak w książkach. Przyjaźń to poważna rzecz, przekonujemy się o tym w ekstremalnych sytuacjach, gdy coś nam się wali, pali, a obok znajduje się ktoś, kto bez wahania pomaga. ''... Zbigniew Wodecki


 

...'' Nie bój się zacząć od nowa. Tym razem nie zaczniesz od zera. Zaczniesz od doświadczenia. ''..


 

Piotr Fronczewski o opiece nad swoją ponad stu letnią mamą. ...'' Dziś spłacam dług za jej dobroć, poświęcenie za te wszystkie lata gdy była dla mnie oparciem... W tym naszym codziennym przytuleniu się porannym jest czysta miłość i wdzięczność... Dla mnie te ostatnie 4 lata z mamą to są rekolekcje.''...


 

...'' To, co zdecydujesz się tolerować więcej niż raz, nieuchronnie stanie się wzorcem, który będzie się powtarzał. Nie wyznaczając jasnych granic, uczysz innych, że pewne zachowania lub sytuacje są akceptowalne, nawet jeśli sprawiają, że cię ranią i czujesz się niekomfortowo. Za każdym razem, gdy pozwalasz na coś, co jest sprzeczne z twoimi zasadami lub dobrym samopoczuciem, otwierasz drzwi, aby to się powtórzyło. Wyznaczanie granic to nie tylko stanowczość, ale także szacunek do samego siebie. ''... Jonny Depp


 

Wspieraj moją stronę oraz Blog Postaw wirtualną kawę Dzięki https://pomagam.pl/w374yh @liderzy wśród fanów @wszyscy #wszyscy #obserwujący @obserwujący https://dobreshotymemyfilmy.blogspot.com/?m=1#google_vignette

 Wspieraj moją stronę oraz Blog 

Postaw wirtualną kawę Dzięki https://pomagam.pl/w374yh

@liderzy wśród fanów @wszyscy #wszyscy #obserwujący @obserwujący 

https://dobreshotymemyfilmy.blogspot.com/?m=1#google_vignette


„Przecież o to właśnie w życiu chodzi. Nie o wakacje, kolacje w knajpach i pragnienie posiadania więcej rzeczy, ale o to, by napić się razem herbaty i przytulić po długim dniu. Chodzi o uczciwość, prawdę i zaufanie, o stworzenie bezpiecznego, ciepłego schronienia dla tych, których się kocha.” ~ Alex Marwood


 


 

Ani ja ani Ty, nikt na świecie nie uderza tak mocno jak życie... Ale to nie chodzi o to jak mocno bijesz. Chodzi o to ile ciosów jesteś w stanie przyjąć i iść do przodu. Jak dużo jesteś w stanie wytrzymać i iść cały czas do przodu. Tak powstaje zwycięstwo. - Rocky Balboa


 

Pewien mężczyzna zaczął opowiadać: Gdy moja żona spała obok mnie, któregoś wieczoru dostałem powiadomienie z facebooka... jakaś dziewczyna wysłała mi zaproszenie do znajomych na fb. Pomyślałem więc, że zobaczę kto to jest... Wysłałem jej wiadomość z pytaniem: "kim jesteś, znamy się?" Odpowiedziała: "Hej to ja, nie pamiętasz mnie? Słyszałam, że ożeniłeś się". Pisaliśmy przez jakiś czas i w pewnym momencie napisała... " wiesz, wiem nie powinnam tego pisać, ale ja wciąż tęsknię za Tobą". To była dziewczyna z przeszłości. Była piękną kobietą, przez jakiś czas byliśmy blisko. Zmieniła się, ale wciąż mogła zachwycać. Zamknąłem czat, moja żona spała. Co miałem odpisać? Spojrzałem na moje Kochanie, spała mocno po wyczerpującym dniu. Kiedy na nią patrzyłem, pomyślałem - śpi tak spokojnie i bezpiecznie. 🌿 Czasem się na mnie denerwuje, czasem ma nas wszystkich dość. Czasem ja mam jej dość... ;) Wszystkie te myśli przyszły mi do głowy, więc podniosłem telefon i nacisnąłem "BLOK”. Odwróciłem się twarzą do niej i zasnąłem obok niej, ponieważ jestem mężczyzną, który nie oszukuje swojej żony i nie rozbija rodziny. ❤️


 

Piotruś Pan miał rację... Tak bardzo się spieszymy, żeby dorosnąć, a potem? Potem zdajesz, sobie sprawę, że bycie dzieckiem to najpiękniejsza rzecz na świecie...


 

Jeśli przytyjesz, będą cię oceniać. Jeśli schudniesz, będą myśleć, że jesteś chory. Jeśli dobrze się ubierasz, jesteś próżny. Jeśli źle się ubierasz, jesteś rozproszony. Jeśli płaczesz, jesteś żałosny i nieszczęśliwy. Jeśli mówisz, co myślisz, jesteś arogancki. Jeśli się usprawiedliwiasz, jesteś problematyczny. Ludzie potrafią tylko krytykować, więc nie ma to znaczenia, pozostań sobą i pozwól mówić innym.


 

Posłuchaj, synu. Przestań inwestować w kobietę, która nie jest twoją żoną i nie dała ci dzieci. Budujesz kobietę dla innego mężczyzny i skończy się to żalem. Kobieta, której nie poślubiłeś, nie zasługuje na nieuzasadnione poświęcenia, bez względu na to, jak bardzo ją kochasz. Zawsze używaj głowy. Większość kobiet nie pamięta poświęceń, jakie mężczyźni ponoszą w związku. Odejdą, gdy pojawi się ktoś lepszy, a mężczyzna, który dał z siebie wszystko, skończy jako głupiec. Kobiety są z natury hipergamiczne. Wiele z nich traktuje mężczyzn jako zastępców, dopóki nie pojawi się mężczyzna, którego naprawdę pragną. Nie bądź tym facetem, który wydaje pieniądze, czas i emocje na kobietę, która po prostu spędza z tobą czas. Upewnij się, że ona również jest zaangażowana; finansowo, emocjonalnie, psychicznie. Jeśli daje tylko swoje ciało i czas, to nie wystarczy. Jeśli nie wyda pieniędzy na ciebie i na związek, nie widzi z tobą przyszłości. Przestań umawiać się z biednymi kobietami. Przestań próbować ratować kogokolwiek. Jesteś mężczyzną, nie sponsorem. Związek jest dla dwojga odpowiedzialnych dorosłych. Jeśli jesteś jedyną osobą poświęcającą się, aby utrzymać związek przy życiu, nie jesteś żywicielem rodziny, jesteś głupcem. Bądź mądry. Umawiaj się na randki mądrze. Albo płacz później. Wybór należy do ciebie. Jasne?


 


 

Większość ludzi nie stała się silna z wyboru, oni musieli. Nie mieli innego wyjścia. Życie rzuciło ich na kolana, a oni postanowili się nie poddać. Jeśli myślisz, że nie masz już siły… to może właśnie ten moment, w którym ta siła zaczyna się w tobie rodzić. Nie dlatego, że chcesz. Dlatego, że musisz. Dusza rzadko wybiera łatwą drogę. Często wybiera ścieżkę cierpienia, bo to cierpienie jest jej największym nauczycielem.


 

Jesteś obietnicą, którą życie spełniło mi bez ostrzeżenia. ❤️ 💍


 

"Kiedy kogoś kochasz, to nie pozwalasz mu cierpieć w samotności." ❤️


 

"Kiedy się kocha, przebacza, próbuje zrozumieć, też akceptuje. Prawdziwa miłość jest tolerancyjna i rozumie błąd, więc być może jest bezwarunkowa. Miłość ponad wszystko. Bez względu na to, co się stanie, miłość zawsze będzie się opierać, przezwyciężyć burze i zamieszanie, które mogą się pojawić…" 💜


 


 

„Poświęcam to, co mi zostało z życia, sobie – bez pośpiechu i bez przeprosin. Nie wiem, ile mam jeszcze czasu, ale zamierzam spędzić go, będąc wierną samej sobie, nie pozwalając, by cokolwiek zakłóciło mój spokój. Pozwalam sobie otworzyć butelkę wina bez powodu, kupić sobie kwiaty, nie czekając na nikogo, i iść naprzód, nie oglądając się za siebie. Szczęście przyszło w chwili, gdy przestałam szukać go w innych i znalazłam w sobie. Życie się nie powtarza, a ja zamierzam je przeżyć.” ~ Meryl Stree


 

Każdy z nas czegoś w życiu żałuje. Każdy z nas chociaż raz wybrał niewłaściwą drogę, podjął złą decyzję, zaufał nieodpowiedniemu człowiekowi. Każdy z nas wypowiedział na głos zdanie, którego tak naprawdę nie chciał, a niekiedy nie powiedział nic, kiedy tak dużo miał do powiedzenia. Niestety tak się zdarza, jesteśmy tylko ludźmi. Dlatego bądź dla siebie bardziej wyrozumiały. Każdemu zdarzy się wybrać źle, czy wpakować w bagno. Tacy już jesteśmy. ~ Jej zmysłami


 

"Powiedział mi w któreś urodziny, że nie będzie mi życzył spełnienia marzeń, bo sam będzie je spełniał. Kiedy ryczę na kanapie, bo znowu coś mi nie wyszło, patrzy mi w oczy i mówi, że jestem silna i nic takiego się nie stało. Kiedy wkurzam się i bluzgam, bo ktoś mnie znowu obgadał, mówi, że tak po prostu się dzieje i szkoda moich nerwów. Kiedy zarysowałam mu już drugi raz samochód powiedział, że chociaż konsekwentnie, bo z tej samej strony. I milion razy słysząc w środku nocy: 'Misiu, pogadasz ze mną?' odpowiadał patrząc jednym okiem: 'No jasne'. Spełnił już moje największe marzenie. Uczynił mnie swoją królową."


 


 

Kochani, czasem trzeba zatrzymać się na chwilę… Wziąć oddech… Odejść na moment… Uporządkować emocje… I ja właśnie teraz tej chwili potrzebuję… Ale zanim zamilknę na moment — zostawię Wam coś ważnego… Na blogu pojawi się opowiadanie… W odcinkach… Nieoczywiste… Głębokie… Prowadzące przez zakamarki ludzkich dusz, gdzie światło styka się z cieniem… To historia o tym, czego nie widać na pierwszy rzut oka… To historia o tym, co zostało odebrane… „Skradziona niewinność” To nie tylko tytuł… To stan… To rana… To pamięć… To opowieść o tym, co dzieje się z człowiekiem, kiedy ktoś postanowi zniszczyć jego delikatność, wrażliwość, czystość… Ale to także opowieść o sile… O przetrwaniu… O odzyskiwaniu siebie… Tych z Was, którzy znają już tę historię, proszę o jedno: zatrzymajcie ją dla siebie, nie zdradzajcie zakończenia… Nie odbierajcie innym możliwości przeżycia tej opowieści samodzielnie… Dla wszystkich pozostałych — czytajcie do końca… Nie osądzajcie po pierwszym fragmencie… Czasem prawda kryje się w ostatnim słowie… To opowiadanie będzie częścią większej całości — zbioru opowieści o emocjach, które miały zostać przemilczane… Ale nie będą… Zostawiam Was z tą historią… Niech dotknie Was tak, jak dotknęła mnie, gdy ją pisałam… Z troską i wdzięcznością, Wasza W każdej ciszy najgłośniej słychać milczenie. Foto pinterest


 

"Osioł leżał nieprzytomny w stajni po brutalnym pobiciu przez swojego właściciela. Jego ciało drżało, oczy przewracały się. W takim stanie znalazła go mała myszka. Bez wahania pobiegła do lasu, zebrała lecznicze zioła i przygotowała uzdrawiającą herbatkę. Zmęczona i przemoczona, dźwigała skorupkę z naparem aż do stajni. Kiedy osioł odzyskał przytomność, spojrzał na nią z pogardą: — Wynoś się! Nie potrzebuję twojej litości! Sam wiem, jak się leczyć! Odepchnął herbatę, a gorący napój poparzył myszce pyszczek. Ona, milcząc i z fałszywym uśmiechem, odeszła… A potem w swojej norce rozpłakała się. Tego samego wieczoru znów usłyszała jego jęki — osioł miał gorączkę. Mimo bólu, przyniosła mu koc i została przy nim. A rano znów usłyszała: — Nienawidzę cię! Znikaj! Kopnięcie. Milczenie. Powrót do norki. Po kilku dniach poraniona myszka poszła do mędrca mieszkającego przy wodospadzie: — Mistrzu… czy osioł kiedykolwiek zrozumie, jak bardzo go kocham? Mędrzec spojrzał łagodnie: — Zrozumie… gdy usłyszy: „Pięć minut do pogrzebu”. Myszka wróciła — w ciszy. Ale już nie była sobą. Złamana i obojętna. Przestała biegać. Przestała się uśmiechać. Nigdy więcej nie wróciła do stajni. Dni mijały. Osioł poczuł jej brak. Brakowało mu ciszy, ciepła, opieki. I wtedy przemknęła mu myśl: — A może to była moja wina? Pewnego dnia na płocie przysiadł słowik: — Myszka nie żyje. Jest właśnie chowana. Nie pożegnasz się? Osioł pobiegł. Każdy krok bolał. Ale najbardziej bolała skrucha. W małej trumience leżała ona. Ta, która nigdy nie odpuszczała. Ta, która zawsze była obok. Z łapkami złożonymi na piersi. — Pięć minut do pochówku! — zakomunikował grabarz. Osioł zapłakał: — Była dobra… Zawsze przy mnie… Kochałem ją… A nigdy jej tego nie powiedział… I wtedy wydarzyło się coś niezwykłego — myszka otworzyła oczy, usiadła i uśmiechnęła się: — Ja też cię kocham, ośle. I tak — jesteś dokładnie taki, jak właśnie powiedziałeś. Zszokowany osioł: — Ty… nie umarłaś? — Nie. Po prostu chciałam, żebyś nauczył się kochać. Objął ją mocno. Tak, jakby chciał nadrobić cały stracony czas. Morał: Czasem duma przesłania nam tych, którzy kochają nas najmocniej. Myślimy, że będą zawsze... aż będzie za późno. Nie czekaj, aż życie nauczy cię miłości przez stratę. Nie milcz, gdy serce chce mówić. Nie ignoruj tych, którzy troszczą się o ciebie z miłością. Bo jedno „dziękuję”, „jesteś dla mnie ważny”, „kocham cię” — potrafi uratować więcej, niż myślisz. "


 

„Kiedy dorośniesz, zrozumiesz” — mówiła mu każdego ranka. Ale on… już nie zdążył dorosnąć. Kacper miał w plecaku tylko kilka monet i garść kolorowych chipsów. Inne dzieci wyciągały z tornistrów kanapki zrobione przez mamy — on miał tylko głośne opakowania i cichy głód. Głód obecności. Głód troski. Mama ciężko pracowała. Dla niego. Dla jego przyszłości. Nie zauważyła, że jego teraźniejszość powoli się kończy. Bo kiedy jego ciało wołało o pomoc, ona była w biegu. Zawsze w biegu. Lekarz powiedział jedno zdanie, które zatrzymało jej świat: „W próbie dania wszystkiego, zapomnieliście dać to, co najważniejsze.” Kacper odszedł cicho, prosząc tylko: „Mamo… możesz zostać jeszcze chwilę?” Tym razem została. Ale było już za późno. Dziś w parku, niedaleko szkoły, stoi ławka. A na niej napis: „Nie czekaj, aż znajdziesz czas dla swojego dziecka. Znajdź go teraz. Praca może poczekać. Miłość — nie.” 💔 Ten tekst nie ma wzbudzać poczucia winy. Ma poruszyć serce. Bo dzieci nie potrzebują wszystkiego. Potrzebują Ciebie. Nie przegap dzieciństwa swojego dziecka. Nie da się go przeżyć drugi raz. ~ Marino Agudelo, tłumaczenie: Świat jego oczami Pakiet książek „Oczami Mężczyzny" - 4+2 GRATIS ❤️ https://www.oczamimezczyzny.pl/produkt/seria -oczami-mezczyzny/


 

Był taki moment w moim życiu, że próbowałem być “tym gościem”. Wiesz… zawsze grzeczny, z uśmiechem, z opinią skrojoną pod publikę. Taki, co kiwa głową, jak reszta kiwa, i nie fika, bo po co robić zamieszanie, nie? Tylko że pewnego dnia, siedząc sam ze sobą, poczułem się jak... podróbka. Jak wersja demo siebie. Grzeczny chłopiec, który udaje, że wszystko gra, a w środku aż się gotuje, żeby krzyknąć: „Ja pierdzielę, to nie jestem ja!” Bo prawda jest taka, że ludzie kochają, kiedy jesteś przewidywalny. Cichy. Wygodny. Jak poduszka IKEA - wszędzie pasuje, nikogo nie drażni. Ale jak tylko pokażesz pazur? Albo masz inne zdanie niż reszta? Ooo, wtedy zaczyna się koncert. "Za głośny." "Za pewny siebie." "Za dużo chce." "Za mało się stara." "Za bardzo się wyróżnia." I wiesz co? Już mi się nie chce w to bawić. Nie po to przyszedłem na ten świat, żeby grać rolę statysty w filmie o cudzym życiu. Nie będę się chować, żeby komuś nie było głupio przy moim świetle. Nie będę przepraszać za to, że idę swoją drogą - nawet jeśli jest wyboista, kręta i czasem prowadzi pod prąd. Bo prawda jest taka, że ludzie i tak będą gadać. Nieważne, czy siedzisz cicho, czy krzyczysz z dachu. Czy masz sukces, czy ledwo zipiesz. Zawsze znajdzie się ktoś, kto spojrzy z ukosa i powie: “Taa, ale…” Więc ja już wybrałem. Wolę być prawdziwy niż lubiany. Wolę iść sam niż iść w tłumie, który nie zna kierunku. Wolę świecić własnym światłem, nawet jeśli kogoś to razi w oczy. Bo na końcu dnia, jak patrzę w lustro, to chcę widzieć siebie - a nie wersję, którą świat chciał ze mnie zrobić. Więc jeśli też czujesz, że masz dosyć udawania… To chodź. Podnieś głowę. I chodźmy razem - po swoje. Nie perfekcyjni. Ale prawdziwi. Nie grzeczni. Ale wolni. Nie dla poklasku. Tylko po to, żeby naprawdę żyć. - Adwokat Diabła


 

Kiedyś myślałem, że trzeba być wszędzie. Z każdymi. Dla każdego. Bo przecież „trzeba być miłym”, „trzeba pomóc”, „trzeba się starać”. No to się starałem… aż do granic zdrowego rozsądku. I wiesz co? Zorientowałem się, że niektórzy ludzie działają jak Wi-Fi w Bieszczadach – niby są, ale jak ich potrzebujesz, to znikają. Albo ciągną z ciebie energię jak powerbank na ostatnim procencie. Dziś? Sobota rano, kawa paruje w ulubionym kubku, kot przeciąga się jakby miał najwięcej problemów na świecie, a ja? Ja siedzę w ciszy, bez dram, bez niepotrzebnych relacji, bez tłumaczenia się, dlaczego mam święty spokój. Odciąłem się od chaosu, bo zdrowie psychiczne to nie dodatek – to fundament. I nie mam już czasu ani ochoty na ludzi, którzy psują atmosferę szybciej niż zepsute mleko w upał. Cenię sobie ciszę. Swój rytm. Sobotni poranek bez spiny. I wiesz co? Pierwszy raz od dawna – naprawdę odpoczywam. - Adwokat Diabła