…Pamiętam jeszcze te czasy, kiedy przychodziło się w gości — i pierwsze, co mówił gospodarz, wcale nie brzmiało „co słychać”, lecz proste, serdeczne:
— Siadaj, będziesz jeść!
Nie miało znaczenia, skąd przyszedłeś, która była godzina i czy jadłeś po drodze.
Najważniejsze było to, żebyś nie był głodny.
A jeśli odmawiałeś, patrzono na ciebie z lekkim zdziwieniem i dopytywano:
— To może jajecznicę zrobić? Albo podgrzać barszcz?
Bo odmowa poczęstunku była wtedy prawie obrazą.
Jedli zawsze razem, przy jednym stole.
Rozmawiano, śmiano się, poznawano bliżej.
A przy okazji dyskretnie obserwowano — jak jesz, jak dziękujesz, jak trzymasz łyżkę.
To wiele mówiło o człowieku.
Potem obowiązkowo była herbata.
A do herbaty — coś słodkiego.
Można było przyjść z pustymi rękami, ale… to było czuć.
Bo prawdziwy gość zawsze przynosił coś „na stół” — pudełko cukierków, ciasteczka, słoiczek konfitur czy kawę.
To była część kultury — nie „obowiązek”, lecz gest szacunku.
Po herbacie mężczyźni zwykle przechodzili do pokoju — porozmawiać o życiu, pracy, sporcie czy samochodach.
A kobiety zostawały w kuchni: zmywały naczynia, sprzątały i rozmawiały o swoich sprawach.
Przyjęte było, że gość oferuje pomoc, a gospodyni — grzecznie odmawia.
Taka delikatna gra uprzejmości.
I dopiero później — kiedy już zjedzono, porozmawiano, pośmiano się — przechodzono do tego, po co właściwie się przyszło.
⸻
Dziś ta kultura gościnności prawie zniknęła.
Teraz „wpaść na chwilę” oznacza zwykle wypić kawę, przewinąć telefon i szybko wymienić się nowinkami.
A kiedyś — to był cały rytuał.
Bywało nawet tak, że jeśli ktoś pierwszy raz był w twoim domu, robiło się mu małą wycieczkę:
tu biblioteczka, tu płyty, tu stare zdjęcia, tu kolekcja znaczków czy motyli.
Gość miał z zainteresowaniem obejrzeć, zadać kilka pytań, pochwalić, powiedzieć coś miłego.
Krytykowanie gospodarzy — nawet w drobiazgach — uchodziło za nietakt.
Ważyło wszystko:
kiedy przyszedłeś, czy się nie spóźniłeś, czy umyłeś ręce przed jedzeniem, czy podziękowałeś…
A dziś, kiedy się to wspomina, człowiek rozumie, że była to cała kultura.
Kultura życzliwości, uwagi, ciepła.
Kultura czasów, kiedy przychodziło się nie tylko „w gości” — ale do ludzi.
Z sieci