Pytanie nie brzmi, dlaczego moje przyjaciółki to wariatki.
Pytanie brzmi, dlaczego czuję się wśród nich zupełnie normalnie ;)
Złote myśli, cytaty, aforyzmy, sentencje o rozwoju osobistym i zawodowym Jeśli podobają Ci się moje vlogi o motywacji, podróżach i cytatach, możesz wesprzeć mnie, stawiając wirtualną kawę ☕. To pomaga mi tworzyć więcej inspirujących treści. Dzięki za każde wsparcie — razem idziemy wyżej! ⛰️💛.https://buycoffee.to/vlog
Moja Babcia mawiała, że lepiej strzelić, przeładować i znowu strzelić, niż chodzić z latarką i głupio pytać "kto tam" 😉
zgubiłam się wśród nie-przeznaczenia
krzyczały do mnie - idź - niespełnione marzenia
a ja tak stałam wciąż bezradnie samotna
i od tęsknoty wciąż mokłam i mokłam
musiałam zrozumieć, że pragnę więcej
zaakceptowałam swoje dzikie serce
pokochałam to, co we mnie nieposłuszne
cieszę się teraz, nie zajmuje jutrem
tak, ja na imię wciąż miewam 'niepokorna'
niby chłodna woda, lecz naturę mam ognia
żyję tylko po to, by podpalać serc ulice
kocham noc, nie kojarz mnie proszę ze świtem
mam wewnątrz iskry, nie myl ze słońcem
umiem naprawiać, choć swój życiorys plączę
jestem niepoprawna, skąd rozczarowanie?
chcę językiem ciała napisać własne zdanie
językiem ciała opiszę tę historię
o pokucie za niedokonane zbrodnie
opowieść o tym jak jest w niebie i na dnie
a może sam te zagadkę odgadniesz
widzisz i znów próbujesz wyczytać
jaka tajemnice ukrywam w źrenicach
bo to właśnie w cieniu swoich dużych źrenic
napisałam to, co ciągle można zmienić
niech cię nie zmyla tęczówki tak jasne
powiem zanim obok ciebie znowu nie-zasnę
powiem biorąc oddechy głębokie
tak, w twoich dłoniach bywam obłokiem
wiem czego chcę, a czego nie chce wcale
sory, moje ciało to nie ciało stale
mogę być para i unosić się mgłą lekką
mogę być twoim powrotem albo ucieczka
mogę być kim tylko zechcesz, powiedz mi to wprost
mów, proszę mów, ja nadal lubię twój glos
a kiedy zechcesz zadać mi więcej pytań
to zacznę znikać w różnych błękitach
i nie odnajdziesz mnie nigdy więcej
nie dotykaj mnie jak masz brudne ręce
lepiej mi powiedz czy czyste intencje masz
bo inaczej chyba to trochę tracisz czas
ja tymczasem Idę namalować gwiazdy
zawsze byłam inna, nie chciałam być każdym
nie mam oporów, dziele się prawdą
co mam najcenniejsze? indywidualność
co mam najcenniejsze? wrażliwość i dotyk
pachnąca dusze, upadki i wzloty
ale tak naprawdę nie chcę siebie zmieniać
jestem garścią słów, wciąż nie lubię milczenia.
- Aleksandra Steć
Foto autor poszukiwany
Gatunki, które przetrwają, nie są ani najsilniejsze, ani najbardziej inteligentne, ale te, które dostosowują się do zmian.
Foto autor poszukiwany
Każesz mi być cicho, bo mając własne zdanie, tracę na urodzie.
Ale nie po to, stworzono mnie z ogniem w brzuchu, żeby można było mnie zgasić.
Nie po to stworzono mnie z iskrą na języku, żeby łatwo mnie było przełknąć.
Mam w sobie trochę z ostrza i trochę z jedwabiu.
Trudno mnie zapomnieć i niełatwo ogarnąć umysłem.
Chcesz mieć motyla w dłoni?
Zostanie tylko pył na Twojej skroni,
Gdy zobaczysz jak odleci,
Bo motyl nie potrzebuje sieci.
Chcesz kota prowadzić na smyczy?
Nie uda się, bo za syczy.
Ptak w klatce też nie zaśpiewa,
Bo w niewoli śpiew nie rozbrzmiewa.
Może mam być jak skała?
Bym żadnych uczuć nie okazywała.
Może stanę się przeszkodą?
Powietrzem, ziemią, ogniem, wodą.
Nie...
Więc zostanę sobą,
Kobietą nietuzinkową.
Pyskatą zołzą, wredną istotą,
A zarazem kobietą złotą.
Gdy człowiek nauczy się szanować nawet najmniejsze stworzenie, wtedy nikt nie będzie musiał uczyć go, jak kochać drugiego człowieka. Współczucie dla zwierząt jest ciasno powiązane z dobrem ludzkiego charakteru i śmiało można powiedzieć, że ten który jest okrutny w stosunku do zwierząt nie może być dobrym człowiekiem.
Życie nauczyło mnie wiele.
Milczeć, gdy brakuje już słów, na puste rozmowy.
Że ci, którzy przysięgają przyjaźń, łatwo zapominają.
Nauczyło mnie, że bez względu jak źle się czujesz, trzeba wstać i iść dalej.
Że warto wierzyć w ludzi, ale ufać własnemu sercu.
Nauczyło mnie, że mogę znacznie więcej niż myślę, że potrafię.
Że sprawiedliwość nie istnieje, bo nie każdy jest uczciwy jak Ty i żyje w zgodzie z własnym sercem.
Nauczyło mnie, że nie każdy, kto się do mnie uśmiecha, ma dobre i szczere intencje.
Życie nauczyło mnie mówić - Nie.
Trzymać się z daleka od egoistów, wszystkowiedzących ludzi, hipokrytów i narcyzów.
Nauczyło mnie mądrości, pokory i skromności.
Życie wiele uczy, co dnia, kiedy nauczysz się szanować siebie, zostaną w nim tylko wartościowe osoby.
Sekret, droga Alicjo, polega na otaczaniu się ludźmi, którzy sprawiają, że się uśmiechasz. Tylko wtedy znajdziesz Krainę Czarów.
– Wciąż jesteś na mnie zła?
— Nigdy nie byłam.
– Więc dlaczego…
— Dlaczego? Widzisz, ty byłeś moją parą zbyt ciasnych butów.
– Co masz na myśli?
— To metafora. Każda kobieta ma takie buty - piękne, ukochane, kupione z impulsu albo z wielkiej miłości. Ale choćby nie wiem jak je kochała, bolą przy każdym kroku.
Co jakiś czas próbuje je założyć, myśląc, że może tym razem będzie inaczej. Ale tak się nie dzieje. Ból wraca.
W końcu podejmuje decyzję - z żalem je oddaje. Bo wie, że choć były cudowne, to po prostu nie są dla niej.
Ty byłeś właśnie taką parą butów.
Kiedy życie kilka razy łamie Ci serce…
Zamykasz się. Milkniesz. Chowasz wszystko głęboko.
Nie dlatego, że jesteś słaby tylko dlatego, że miałeś zbyt wiele siły… zbyt długo.
Ale przychodzi dzień, kiedy coś się zmienia.
Zaczynasz oddychać lżej.
Już nie tłumaczysz się światu.
Nie błagasz, nie prosisz, idziesz w swoim tempie.
Idziesz dalej. Spokojnie. Z podniesioną głową.
Z sercem, które przestało się bać.
Z uśmiechem, który nie musi być udawany.
Bo nawet człowiek po przejściach może jeszcze żyć tak,
jakby nigdy nie został złamany.
A może, jeszcze piękniej. ❤
~ Duszą Podszyty ©
Wrażliwi ludzie są tacy,
że robią wszystko z serca.
I nawet jeśli mają je pełne blizn,
nigdy się nie zmienią.
Nadal będą robić wszystko z serca.
Bo to nie jest wybór.
To sposób bycia, sposób życia.
Zadbaj w końcu o siebie, zamiast ciągle wszystkich zadowalać. Jak długo jeszcze będziesz odkładać własne potrzeby na później?
Pamiętaj: nie masz obowiązku dźwigania cudzych emocji, spełniania wszystkich oczekiwań ani bycia wiecznie dostępnym. To nie jest egoizm, to zdrowa troska o siebie.
Zacznij już dziś od małego kroku: postaw jedną granicę. Zrób jedną rzecz tylko dla siebie. Twoje życie nie zmieni się samo, zmieni się dopierowtedy, gdy ty zaczniesz stawiać siebie na liście priorytetów.
Jeśli też uczysz się wybierać siebie - zostaw❤ i udostępnij ten post może, właśnie dziś pomożesz komuś zobaczyć, że ma do tego pełne prawo.
Życie nigdy nie będzie w 100% przewidywalne…
i właśnie to jest w nim najpiękniejsze. ❤️
Kiedyś panicznie bałem się zmian – nowych prac, rozstań, przeprowadzek, momentów, gdy wszystko wywracało się do góry nogami. Myślałem: „Dlaczego znowu? Dlaczego nie może być po prostu spokojnie?”.
A potem zrozumiałem:
Każda zmiana, nawet ta najtrudniejsza, była kolejnym rozdziałem, który musiał się wydarzyć, żebym dziś był dokładnie tu, gdzie jestem.
Każdy „zły” moment miał swój ukryty cel.
Każde „dlaczego ja?” zamieniło się później w: „aha, dlatego…”.
Jeśli teraz czujesz, że Twoje życie się sypie, że nic nie jest pewne, że nie wiesz, co będzie jutro…
weź głęboki oddech.
Zaufaj tej podróży.
Ona wie, dokąd zmierza – nawet jeśli Ty jeszcze nie widzisz całej mapy. 🧭
Daj znać w komentarzu 💌
👉 Co ostatnio totalnie wywróciło Twoje życie do góry nogami… i czy dziś widzisz, że to było potrzebne?
#Zmiany #RozwójOsobisty #ŻycieMaPlan #ZaufajProcesowi #Motywacja #RozkminaŻyciowa #Akceptacja #DrogaŻycia #Inspiracja #PolskaMotywacja
...''Życie szybko mija.
Więc nie trać czasu i swojej energii na bezsensowną walkę z ludźmi, o pozycję, władzę, rację.
Nie krytykuj tak bardzo swojego ciała,
nie narzekaj tak bardzo, nie trać swojego snu, martwiąc się czymś, na co nawet nie masz wpływu.
Nie odkładaj wszystkiego na potem.
Nie oszczędzaj swoich ulubionych perfum, ubrań.
Załóż najlepszą sukienkę dziś, a dlaczego nie.
Dlaczego nie zadzwonić dziś,
nie przeprosić, nie wybaczyć!
Tak wiele się spodziewamy od Nowego roku,
czekamy na piątek, następny miesiąc.
Bo przecież jeszcze nie teraz , jeszcze nowy dom, samochód, więcej pieniędzy, bo jeszcze czekam na miłość, czekamy, aż wszystko będzie idealne!
Czy nie lepiej cieszyć się z tego co się ma.
Kochać mocniej, wiecej wybaczać,
częściej przytulać, żyć intensywniej, a resztę zostawić Bogu.''...
Mężczyzna, który gotuje i sprząta, NIE POMAGA swojej kobiecie, on po prostu uczestniczy w obowiązkach domowych. Tak, związek to partnerstwo!
Mężczyzna opiekujący się dzieckiem, NIE POMAGA matce, on po prostu jest ojcem.
Mężczyzna wspierający swoją kobietę, jest po prostu mężczyzną.
Patrzę na to ludzkie zbiegowisko i czasem naprawdę nie wiem,
czy to jeszcze świat, czy już wielki teatr próżności.
Zima spadnie — a oni zachowują się, jakby nie widzieli jej od tysięcy lat.
Śnieg jak śnieg. Natura robi swoje.
Ale ludzie…
ludzie robią z tego widowisko.
Przeglądam ich cyfrowe ogniska, te wszystkie „pejsy”, jak to zwą,
i widzę jedynie twarze po tuningu,
ciała ustawione jak manekiny,
posiłki pozowane jak trofea,
i miejsca, o których bardziej chcą się pochwalić, niż je przeżyć.
Jakby wartość chwili mierzono ilością oczu, które ją zobaczą,
a nie głębią, z jaką się ją poczuje.
Samotny wilk czasem się zastanawia,
czy oni naprawdę nie wiedzą, co czynią.
Bo wyglądają, jakby zgubili sens w drodze po uwagę.
Jakby zapomnieli, że życie nie dzieje się na ekranie —
tylko tam, gdzie pachnie las,
tam, gdzie śnieg topi się na sierści,
tam, gdzie człowiek milczy i jest to cisza, nie pustka.
A oni mierzą swoje istnienie filtrami, lajkami,
i iluzją, że im więcej hałasu wokół siebie zrobią,
tym bardziej będą istnieć.
A przecież hałas to nie bliskość.
Obraz to nie prawda.
A tłum to nie wataha.
Patrzę na to wszystko
i naprawdę mam wrażenie, że nadeszły czasy,
w których ludzie biegną, nie wiedząc dokąd,
pokazują siebie, nie wiedząc kim są,
i udają szczęście, nie wiedząc, jak ono smakuje.
Wilk rozumie jedno:
gdy zapomnisz o tym, co prawdziwe,
nawet najpiękniejszy śnieg stanie się jedynie pretekstem,
by odwrócić uwagę od własnej pustki.
A może właśnie dlatego warto czasem wyjść z tłumu,
stanąć na uboczu,
posłuchać własnego oddechu
i przypomnieć sobie prostą prawdę:
prawdziwe życie nie potrzebuje widowni.
Wystarczy, że jest.
Piona. 👊
— Wilk.
Kiedy będę stary, nie chcę słyszeć tekstów w stylu: „dziadku, siadaj, nie podnoś się, odpocznij”.
Kurwa, nie po to całe życie walczę, żeby na końcówce traktowano mnie jak szklaną figurkę.
Chcę, żeby pamiętano, że byłem człowiekiem z historią, ze swoimi porażkami, upadkami i momentami, kiedy życie przypierdalało mnie do ściany, a ja - mimo wszystko - wstawałem.
Nie chcę, żeby ktoś machał nade mną ręką, jakbym już nie ogarniał świata.
Chcę, żeby mówiono do mnie normalnie, jak do faceta, który przeżył swoje i dalej ma coś do powiedzenia.
Kiedy będę stary, nie chcę być „problemem do ogarnięcia”.
Chcę być gościem, którego traktuje się z szacunkiem - nawet jeśli już mi się ręce trzęsą, a krok nie jest tak pewny jak kiedyś.
Nie chcę, żeby ktoś popychał mój wózek, jakby odrabiał jakiś pierdolony obowiązek.
Chcę, żeby zapytał: „Gotowy? Jedziemy?”
Bo nawet jak mam swoje lata - dalej chcę czuć, że mam wpływ na to, co się dzieje.
Kiedy będę stary, nie chcę plastikowego talerza i plastikowych słów.
Chcę normalnego posiłku i normalnej rozmowy.
Chcę poczuć, że wciąż jestem człowiekiem, a nie numerem w grafiku.
Nie chcę, żeby ktoś podejmował decyzje za mnie „bo tak szybciej”.
Kurwa, szybciej nie znaczy lepiej.
Chcę, żeby dawano mi czas - nawet jeśli będę potrzebował go więcej niż kiedyś.
Kiedy będę stary, chcę, żeby pamiętano, że wciąż mogę coś czuć.
Mogę tęsknić, mogę kochać, mogę się bać.
I mogę mieć ochotę na kawę o 5 rano albo na spacer, który trwa dwa razy dłużej niż planowano.
Ale najbardziej…
Chcę, żeby nigdy nie odebrano mi prawa do bycia sobą.
Bo stary to nie znaczy skończony.
Stary to znaczy - żyjący dalej, tylko wolniej.
I chcę, żeby ludzie, którzy będą przy mnie, dostali w końcu więcej uznania.
Bo to oni będą wtedy moimi rękami, moimi nogami, moim bezpieczeństwem.
I zasługują na coś więcej niż „dobra robota”.
A póki nie jestem stary…
To walczę, kurwa.
Codziennie.
O to, żeby kiedyś patrzeć w lustro i powiedzieć:
„Dobra robota, chłopie. Nie zmarnowałeś życia.”
Wiesz, co jest najgorsze?
Że człowiek całe życie myśli, że ma jeszcze czas.
Mówisz sobie: „Spokojnie, jutro ogarnę. Od poniedziałku zacznę. Za rok będzie lepiej.”
Tylko że… kurwa… te „jutra” uciekają szybciej niż się wydaje.
Masz przed sobą może 40 lat.
Brzmi dużo, nie?
Ale jak usłyszysz: „Zostało ci 40 zim, 40 wiosen, 40 szans, żeby poczuć, że żyjesz”…
…to nagle robi się jakoś tak cicho.
40 razy poczujesz to pierdolone lato na skórze.
40 razy usłyszysz, jak jesień szumi pod butami.
40 razy zobaczysz pierwszy śnieg, który zawsze wygląda jak nowe otwarcie.
A może mniej. Może 15. Może 5. Może jeden jedyny - właśnie ten, który masz dziś.
I w tym wszystkim jest jedna prawda, której nie da się oszukać:
Nie będziesz mieć tego „później”, jeśli go sam nie zrobisz.
Może to jest ostatni dzień, kiedy możesz zrobić coś odważnego.
Ostatni moment, żeby ruszyć z miejsca.
Ostatnia chwila, żeby powiedzieć komuś ważnemu: „Ej, jesteś dla mnie cholernie ważny”.
To nie jest straszenie.
To życie.
Brutalne, ale uczciwe.
Więc jeśli masz dziś choć odrobinę siły, choć jedną iskrę - zrób krok.
Taki mały, ale prawdziwy.
Bo jutro może przyjść.
Może nie.
A ty masz tylko to jedno „dzisiaj”.
Więc weź je, kurwa, w ręce.
I żyj.
Powiedzieć „nie” narcyzowi to jak zabrać iPada trzylatkowi —
natychmiast uruchamia się wybuch, poczucie krzywdy i cała gama teatralnych zachowań, które mają jeden cel: odzyskać nad Tobą kontrolę.
Narcyz nie reaguje jak dorosła osoba, bo „nie” uderza w jego najbardziej wrażliwe miejsce — poczucie wyjątkowości i prawo do tego, by świat dostosowywał się do niego.
Twoje granice traktuje jak osobisty atak.
Twoją potrzebę jak zagrożenie.
Twoje zdanie jak bunt, który trzeba czymś ukarać.
To dlatego pojawia się:
• dramatyczne gesty, łzy, pretensje,
• obrażanie się lub ciche dni,
• a potem momenty „przeprosin”, które mają tylko przywrócić wcześniejszą równowagę… z korzyścią dla niego.
To nie jest dojrzała reakcja psychiczna.
To mechanizm osoby, która nigdy nie nauczyła się tolerować frustracji ani respektować cudzych granic — tylko wymuszać, manipulować lub karać, gdy coś nie idzie po jej myśli.
Jeśli to, co czytasz, porusza w Tobie jakąś część, nie ignoruj tego. To zwykle pierwsza iskra, że coś w środku domaga się zaopiekowania. Dlatego przygotowałem dwa różne materiały, które uzupełniają się jak terapia i pierwsza pomoc emocjonalna. Zobacz w komentarzu.
Są kobiety, które nie wracają po prostu do domu…
one wracają na drugi etat.
Wysiadają z autobusu z duszą zmęczoną,
z rękami pełnymi siatek
i sercem przepełnionym obowiązkami.
Gdy inni mogliby wreszcie odpocząć,
na nie czekają dziecięce ramiona.
Ona — zmęczona, z bolącymi plecami i głową pełną spraw —
schyla się, uśmiecha… i zmienia się.
Wyłącza tryb pracy, a włącza rolę mamy.
Bez przerwy.
Bez narzekania.
Często — bez jakiejkolwiek pomocy.
Zdejmuje uniform i zakłada fartuch,
stając się wszystkim naraz:
opiekunką, kucharką, nauczycielką, pielęgniarką, doradczynią.
Wszystkim — z miłości.
Nie dlatego, że to łatwe,
lecz dlatego, że jej miłość jest silniejsza niż zmęczenie.
Niewielu to dostrzega.
Niewielu dziękuje.
Prawie nikt nie pyta: „Jak się czujesz?”
A ona i tak trwa. Bo rezygnacja nie wchodzi w grę.
Nawet gdy jest wyczerpana, wciąż pozostaje
najbezpieczniejszym miejscem dla swoich dzieci.
Wracać z pracy i od razu być mamą —
to nie słabość.
To siła.
A jeśli jesteś jedną z tych kobiet,
dziś nie proszę cię, byś znosiła więcej.
Proszę, byś zobaczyła siebie.
Byś objęła samą siebie.
Byś wiedziała:
to ty jesteś prawdziwym sercem domu.
Trzy oznaki niedojrzałego mężczyzny:
Myli partnerkę z mamą
Oczekuje, że będziesz:
– pilnować jego terminów,
– ogarniać za niego sprawy, których nie chce mu się dotknąć.
Kiedy coś się sypie, szuka winnego, zamiast wziąć odpowiedzialność.
Dojrzały mężczyzna nie potrzebuje zastępczej matki, tylko partnerki – dlatego sam dorosło ogarnia swoje życie.
Nie umie powiedzieć: „boję się” – więc atakuje lub ucieka
Zamiast przyznać: „to mnie rani”, „mam lęk, że mnie zostawisz” –
robi:
– flirtuje z innymi, żeby poczuć się silniejszym.
Dojrzałość to umiejętność nazwania swoich emocji, zamiast karać nimi drugą osobę.
Związek traktuje jak scenę do podnoszenia ego
Potrzebuje partnerki, która będzie go podziwiać, nie takiej, z którą można się rozwijać.
Kiedy:
– masz swoje zdanie,
– odnosisz sukcesy,
on czuje się zagrożony, zamiast dumny.
Dojrzały mężczyzna nie rywalizuje z kobietą, którą kocha. On rośnie razem z nią.
Jeśli to czytasz i widzisz w tym kogoś, z kim jesteś – to nie diagnoza jego, tylko pytanie do ciebie:
na co się godzisz i co wybierasz dla siebie na przyszłość.
Pamiętasz te wszystkie dni?
Gdy byłaś dla każdego.
Gdy dawałaś z siebie wszystko.
Gdy zrzucałaś własne potrzeby na dno.
A oni?
Brali.
Po prostu brali.
Bez pytania.
Bez wdzięczności.
Bez wzajemności.
Aż pewnego dnia
coś w tobie pęka.
Jak struna napięta zbyt mocno.
Jak szkło pod zbyt dużym ciśnieniem.
I wreszcie widzisz prawdę:
Że twoja dobroć
nie jest długiem,
który kiedyś spłacą.
Że twoje serce
nie jest studnią bez dna.
Że twój czas
nie jest darmowym towarem.
To jest ten moment.
Moment przebudzenia.
Gdy rozumiesz,
że nikt nie zadba o ciebie
lepiej niż ty sama.
Że nie musisz prosić o uwagę.
Że nie musisz żebrać o szacunek.
Że nie musisz przepraszać
za stawianie granic.
Bo twoja wartość
nie zależy od tego,
ile dajesz innym.
Zależy od tego,
ile dajesz sobie samej ❤️
Buty, w których nigdy nie szedłeś.
Praca, której nie wykonałeś.
Momenty życia - bogate i biedne,
których ze mną nie przeżywałeś.
Nie klęczałeś ze mną na dnie
i nie stałeś koło mnie na szczycie.
Nie pytałeś „ Dlaczego nie ?”
I nie biłeś się ze mną o życie.
Nie otarłeś się ze mną o śmierć.
Nie przeżyłeś mojego cierpienia.
Mimo to - uważasz, że wiesz.
Pomimo to - wciąż mnie oceniasz.
Kobieta nie musi mieć broni, żeby być niebezpieczna.
Jej siła nie tkwi w stalowych nabojach - tylko w tym, co nosi w sobie.
Jedni widzą w niej delikatność.
Inni - tylko ładną twarz.
A prawda jest taka, że w kobiecie potrafi mieszkać więcej odwagi niż w całym oddziale żołnierzy.
Potrafi walczyć, kiedy wszyscy się poddają.
Potrafi podnieść się, nawet jeśli życie uderza ją po raz setny.
I potrafi zrobić to w ciszy, bez krzyku, bez świadków - tak, jakby to było coś zupełnie naturalnego.
Ta grafika mówi jedno:
Kobieta nie potrzebuje amunicji.
Ona sama nią jest.
Jej słowa mogą zranić, jej miłość może ocalić, a jej siła - zmienić wszystko.
Nie lekceważ kobiety, która wygląda krucho.
Nigdy nie wiesz, ile bitew ma za sobą.
I ile wygrywa właśnie w tej chwili.
~ Tomasz Badura, Gentleman Polska
Każdy ma swoją ciszę.
Swoje demony przeszłości.
Każdy ma swoją melodię.
Swoje skrzypce życia.
Emocji struny.
Swoje tęsknoty i melancholię.
Swoje ukochane miejsca.
Ulubione smaki, aromaty, barwy.
Każdy ma swoje pragnienia, potrzeby.
Nieotarte łzy wspomnień.
Nieprzytulone smutki.
Nieukojone zmęczenie.
Niedokończone rozmowy.
Szepty bezgłośne.
Prośby, błagania i pytania.
Te jedne dłonie, które chce trzymać bez końca.
Każdy ma nieskończone ciepło, dla tego jednego, jedynego, swojego Człowieka.
Każdy ma swoją najważniejszą osobę.
Tę, którą pragnie ujrzeć obok siebie, siedząc na ławeczce.
Przywołując w myślach jedno imię.
Chwycić tę dłoń.
Poczuć jej ciepło.
Utonąć w tym spojrzeniu.
Przylgnąć całym sobą do tych ramion.
I jeszcze raz powiedzieć.
Dobrze, że jesteś.
Tak długo Ciebie nie było.
Zbyt długo.
Czekałem na Ciebie.
Nie odchodź już nigdy więcej.
Tak po prostu.
Bądź...
Ona już nie chce więcej bólu.
Zbyt wiele razy musiała przełknąć jego gorycz.
Zbierać po raz kolejny kawałki siebie, leczyć rany, które pozostawiły po sobie niezagojone blizny.
Ona już nie chce pustych słów, złamanych obietnic.
Zbyt wiele razy gasiły jej wiarę i kruszyły zaufanie.
Ona już nie chce niepewności, niedomówień, pytań bez odpowiedzi.
Zbyt długo żyła w cieniu wątpliwości.
Ona już nie chce być karmiona kłamstwami.
Zbyt wiele razy dławiła się ich smakiem.
Ona nie chce być dłużej oszukiwaną.
Już zbyt wiele musiała wybaczać.
Ona nie chce również być niedoceniona, nieszanowana.
Zbyt długo budowała swoje poczucie wartości, aby ponownie pozwoliła je zniszczyć.
Ona już nigdy nie chce być jedną z opcji.
Zbyt długo pozostawała w cieniu, przełykając ból, upokorzenia łzy.
Ona już nie chce tego wszystkiego.
Ona pragnie już jedynie pewności, spokoju i bezpieczeństwa.
Więc jeśli Twoje dłonie nie niosą szczerych, uczciwych uczuć.
Nie dotykaj jej serca i duszy.
Bo Ona zbyt wiele w swoim życiu już wycierpiała.
Zdecydowanie zbyt wiele...
Wielu ludzi odsunęło się.
Wielu zamilkło.
Wielu z nich obraziło się, poczuło się rozczarowanymi, zawiedzionymi.
Wielkie było ich zdziwienie.
Jeszcze większe oburzenie.
Tak wielkie zmiany, wprowadziło tak niewielkie słowo, które wypowiedziały moje usta.
"Nie".
Jedna zasada, którą zaczęłam stosować w życiu.
Wobec oczekiwań i wymagań kierowanych w moją stronę.
Tylko tyle wystarczyło, aby otoczenie wyludniło się.
Zabierając ze sobą wszystko to, co mi nie służyło, nie było dla mnie dobre.
Zostali tylko wybrani, Ci prawdziwi, lojalni.
Odeszło to, co było nieprawdziwe, nieszczere.
Wypełniając to miejsce.
Spokojem.
Lekkim oddechem.
Tak potrzebnym, wskazanym, upragnionym.
I jeśli ktoś zapyta mnie czy warto było.
Bez chwili namysłu odpowiem.
Tak.
Warto było.
Bo finalnie więcej zyskałam, aniżeli utraciłam.
Nie jestem święta.
Mam swoje granice.
Po przekroczeniu których, nawet wysoka wrażliwość przesuwa się na drugie tło.
Nie siedzę bezczynnie, gdy ktoś ładuje mnie w uja.
Nie milczę i nie udaje, że mam klapki na oczach i nie widzę, gdy ktoś mną manipuluje.
Nie przytakuje, gdy wewnątrz wszystko krzyczy "nie".
Nie pozwalam na zabawę moimi uczuciami, wykorzystywanie ich.
Czynienia mi w życiu rollercoastera i rozpierdolu, zaburzania spokoju, na który tak cholernie ciężko pracuję.
Nawet dobry człowiek powinien mieć swoje granice, których zaciekle broni, gdy ktoś go upokarza, poniża, wykorzystuje, dworuje z niego.
To nie bycie złym, aroganckim, bezczelnym.
To ochrona własnego szacunku, jaki każdy powinien mieć wobec drugiego człowieka.
Owszem jestem wrażliwa i empatyczna, ale nie jestem pustą lalką, naiwną i głupią marionetką, kukiełką, która porusza się wg. oczekiwań innych.
Bezmyślnym stworem, który nie ma swojego zdania, ślepo zgadza się na wszystko i podąża za tłumem, w obawie przed ostracyzmem społecznym.
Nie pozwolę sobie nigdy na takie traktowanie.
Jak coś mnie wk#rwia to mówię, że mnie wk#rwia, a nie szczerzę zęby w głupim uśmiechu.
Jak ktoś mnie drażni, irytuje, nie siedzę potulnie udając, że jest ok.
Lubię władać sarkazmem, ironią, łaciną i w takich sytuacjach z przyjemnością sięgam po tę broń.
Zawsze będę głośno mówić nie.
Gdy tylko poczuję, że ktoś próbuje bawić się, "obracać" mną w swoich dłoniach.
A jeśli ktoś nie docenia mnie, mojej inteligencji, samodzielnego myślenia i odwagi.
Cóż, będę dla niego największym rozczarowaniem, z jakim będzie miał przyjemność się zetknąć.
Nie mam ochoty na sztuczny tłok w swoim życiu.
Bezproduktywne rozmowy.
Przytakiwanie, gdy z czymś się nie zgadzam, aby tylko nikogo nie urazić.
Udawaniem, że czegoś nie widzę, nie słyszę.
Mam dość dbania o tych, którzy nie dbają o mnie.
Starania się za dwoje.
Wyciągania serca, gdy ktoś otworzy wyłącznie dłonie.
Mam dość pustych słów, obietnic bez pokrycia.
Tych wszystkich doradców, najmądrzejszych mędrców życiowych.
Pouczania mnie, jak mam się zachować, postępować, co robić, mówić.
Wytykania mi błędów, gdy sami często nie radzą sobie ze swoim życiem.
Mam dość dramatów, kłótni, komedii, parodii, którą ktoś tworzy.
Uczestniczenia w międzyludzkich rozgrywkach.
Stania pod drzwiami w oczekiwaniu czy ktoś je otworzy.
Proszenia o czas, obecność.
Tłumaczenia motywów postawionych kroków.
Naprawiania tego, co niejednokrotnie ktoś zepsuł, niekoniecznie ja.
Odchodzę z miejsc, w których nie czuję się wyczekiwana, chciana, rozumiana, szanowana.
Gdzie moja obecność jest nieważna, niedoceniana.
Mam dość.
Tak po prostu.
Zmęczyłam się tym wszystkim, tymi ludźmi.
Odcinam się od tego, co odbiera mi spokój.
Z czym nie czuję się komfortowo, pewnie, bezpiecznie.
Wybieram dobrą książkę, ciszę i naturę, samotność.
To, co przywraca sercu zdrowy rytm, generuje spokój, rezonuje ze mną.
Mocniej przytulam tych, których obecność w moim życiu jest bezwarunkowa, a dłonie wypełnione ciepłem, bez nastawienia wyłącznie na branie, ale i ofiarowanie.
Wraz z doświadczeniem dojrzewa w Tobie świadomość, że spokój jest najlepszym wyborem jaki możesz podarować swojemu sercu.
Po prostu, zaczynam dbać o swoj komfort psychiczny i przytulać siebie.
Dzięki temu żyje się spokojniej, lżej...
Gdy tak patrzę na ten świat.
Tych ludzi wokół.
Znajomych i tych zupełnie obcych.
Widzę ich pośpiech, wręcz bieg przez życie.
Kto szybciej, kto lepiej, kto więcej.
Małżeństwa zupełnie dla siebie obce.
Żyjące w jednym domu, a tak bardzo emocjonalnie, mentalnie odległe od siebie.
Gdzie obojętność, chłód aż mrozi otoczenie.
Widzę rodziców na spacerach z dziećmi, pochylonych nad telefonami.
Poczekalnie wypełnione ludźmi wpatrzonymi w ekrany.
Tę młodzież błąkającą się po mieście, galeriach bez celu, z nudów, braku perspektyw, chęci do zaangażowania się w kreatywne, twórcze spędzanie czasu.
Te związki, relacje ludzi pozbawione lojalności, wierności, uczciwości.
Rozglądające się na boki w poszukiwaniu lepszego modelu, okazji do flirtu, zdrady.
Ukrywające w telefonach całą swoją nielojalność wobec partnera.
Widzę te dziwne spojrzenia, gdy będąc pośród tego tłumu wyciągnę książkę, zamiast telefonu.
Jakbym wydobyła wynalazek niczym ze średniowiecza.
I te pytania jak można lubić czytania, jak w ogóle można chcieć czytać.
Widzę tych ludzi nieszczęśliwych, a odgrywających pozorne szczęście przed innymi, tworzących iluzje, fikcję życia, w jakim chcieliby żyć, ale tak odmiennym od tego w jakim żyją, na jakie się zgadzają, jakie akceptują.
Widzę ten teatr masek, tylu aktorów życiowych, odgrywających rolę przed innymi, aby ukryć kim są, jacy są naprawdę.
Za maską skryć całą swoją toksyczną, prawdziwą naturę.
Gdy widzę ten nasz świat.
To nasuwają mi się święte słowa W.Szymborskiej.
Ten świat jest chory psychicznie...
Jestem już w takim wieku, w którym.
Nic nie muszę.
Wiele mogę.
Jeśli tego naprawdę chcę.
Ja, nie ktoś.
Wiem czego chcę, a na co nigdy nie wyrażę zgody, akceptacji.
Nie muszę niczego, nikomu udowadniać.
Zważać, aby prawdą kogoś nie urazić.
Tłumaczyć się ze swoich kroków, decyzji, wyborów.
Nie spinam się, aby w oczach innych wypaść naj, udawać ideał i perfekcjonizm.
Bo wiem, że ten prawdziwy, szczery człowiek, to właśnie ten nieidealny.
Dojrzałość pozwala mi być sobą.
Akceptować siebie z każdą wadą, blizną i słabością.
Nie słucham innych, tych wszystkich rad, mądrości.
Samodzielnie podejmuje decyzje.
I tylko ja jestem za nie odpowiedzialna.
Sukces jest moją radością.
Porażka moją lekcja do odrobienia.
Swoją wartość buduje sama, wewnątrz siebie.
Nie opieram jej na zdaniu innych.
Bo podobać mam się sobie, nie ludziom.
To sama ze sobą chcę się czuć dobrze, komfortowo.
Nie zależy mi na sympatii, atencji, przypodobaniu się innym, dlatego mam odwagę do wyrażania swojego zdania, podążania swoją drogą, podejmowania samodzielnych decyzji, stawiania granic.
I z każdego kroku rozliczać się będę sama.
Niezależność od ludzi, ich oczekiwań i wymagań jest siłą, odwagą, luxusem, z którym żyje się lżej.
A na pewno spokojniej.
Największe podziękowania należą się tej dziewczynie, którą byłam kiedyś.
Która przetrwała tak wiele.
Przeżyła mimo odniesionych ran.
Przepracowała cały ból w sobie.
Pokonała swoje słabości, obawy, lęki, demony.
Nie poddała się, zawsze podnosiła się ten jeden raz więcej.
Która walczyła mimo, pomimo, przeciwko wszystkiemu, z czym przyszło jej się zmierzyć.
To właśnie jej należą się największe podziękowania.
Tej dziewczynie...
Która pozwoliła mi stać się tą kobietą, którą jestem teraz...