Złote myśli, cytaty, aforyzmy, sentencje o rozwoju osobistym i zawodowym Jeśli podobają Ci się moje vlogi o motywacji, podróżach i cytatach, możesz wesprzeć mnie, stawiając wirtualną kawę ☕. To pomaga mi tworzyć więcej inspirujących treści. Dzięki za każde wsparcie — razem idziemy wyżej! ⛰️💛.https://buycoffee.to/vlog
Przestańcie mówić, że trzeba wybaczyć „bo to rodzina.” To zdanie, choć często wypowiadane w dobrej wierze, potrafi ranić głębiej niż cisza. Bo prawda jest taka, że to właśnie rodzina powinna była wiedzieć lepiej. To oni mieli mnie chronić — nie ranić. Być po mojej stronie — nie odwracać się plecami. Być schronieniem — a nie źródłem najgłębszego bólu. To, że mamy wspólną krew, nie daje nikomu prawa do mojego spokoju, do mojego dziecka, do życia, które odbudowałam kawałek po kawałku. Wybaczenie nie jest obowiązkiem. Zwłaszcza gdy nigdy nie padło „przepraszam.” Zwłaszcza gdy nic się nie zmieniło. Gdy ból wciąż żyje we mnie — jak rana, której nikt nie próbował uleczyć. Mam pełne prawo chronić swój spokój. Nawet jeśli oznacza to odcięcie się od tych, którzy noszą to samo nazwisko. A jeśli cię to boli… jeśli moje granice cię ranią… to może jesteś częścią problemu. Częścią tej narracji, która uczy milczeć, zamiast leczyć. Bo rodzina to nie tylko ci, z którymi dzielisz DNA. To ci, którzy są obecni. Którzy kochają bez warunków. Którzy szanują twoje serce — nie tylko twoje nazwisko. To jest moja emocja bez filtrów. I moja prawda, której już nikt nie zagłuszy. ~ Autor nieznany, tłumaczenie: Świat jego oczami
W telefonie wciąż są te numery Ludzi, których już, niestety, nie ma. I ręka nie ma odwagi ich usunąć, Bo pamięć o nich na zawsze trwa. Wydaje się, że telefon zadzwoni, I znajomy numer pojawi się na ekranie. Powiesz, jak dawniej, choć tak dawno temu: „Jak tam u Ciebie? U mnie bez zmian, na razie.” Ale ich numery już nie zadzwonią, Nikt nie odpowie na te sygnały. Na zawsze przerwane linie I serca na niebie, które dawno ucichły... Z każdym rokiem milkną kolejne numery, Ich liczba stale rośnie z czasem. W pamięci zostaje wieczny dźwięk sygnałów, I cisza, po tamtej stronie, co serce tłamsi. W telefonie wciąż są te numery Ludzi, których już, niestety, nie ma. I ręka nie ma odwagi ich usunąć, Bo pamięć o nich na zawsze trwa. ~ Autor nieznany
W moim życiu nastał moment, gdy uświadomiłem sobie, że niektóre konflikty i relacje po prostu nie są warte mojego czasu i wysiłku. Zdałem sobie sprawę, że obcowanie z ludźmi, którzy sprawiają, że czuję się wyczerpany emocjonalnie i psychicznie, nie jest mi do niczego potrzebne. Zrozumiałem również, że kłótnie i dyskusje z toksycznymi osobami są niewarte mojego czasu i energii. Postanowiłem więc, że już się nie kłócę. Zamiast tego po prostu się odsuwam od wszystkich dramatów i ludzi, którzy je tworzą. Wybieram spokój. Nauczyłem się rozpoznawać sytuacje, w których najlepszym wyjściem jest po prostu odejść. Odsunięcie się od toksycznych osób i zachowań pozwoliło mi nie tylko zachować spokój ducha, ale również otworzyło przestrzeń na lepsze relacje. Zrozumiałem, że życie jest zbyt krótkie, aby marnować je na niektórych ludzi. Zdałem sobie sprawę, że to, jak pozwalam innym wpływać na moje życie, jest wyborem, który dokonuję każdego dnia. Postanowiłem więc wybierać mądrze. ~ Rafał Wicijowski
Kiedyś myślałem, że bycie samemu to porażka. Że skoro nie masz obok siebie ludzi, to coś z tobą jest nie tak. Ale wiesz co? To było pierdolone kłamstwo, które powtarzają ci słabi, żeby nie czuć się źle z tym, że nie potrafią postawić granicy. Bo prawda jest taka: trzeba mieć naprawdę wielkie jaja, żeby wybrać samotność. Żeby powiedzieć "spierdalaj" dokładnie wtedy, kiedy ktoś przekracza granicę. Nie z lęku. Nie ze złości. Z szacunku do samego siebie. Poznałem kiedyś faceta. Nie był głośny. Nie brylował w towarzystwie. Ale miał spojrzenie, które mówiło jedno: "nie próbuj mnie pierdolić". I to nie dlatego, że był agresywny. On po prostu wiedział, kim jest. I wiedział, że lepiej być samemu, niż z kimś, kto cię ciągnie w dół. Zapytałem go kiedyś: "Nie boisz się być sam?" Zaśmiał się. I powiedział: – Samotność to trening z samym sobą. A ja jestem najtrudniejszym przeciwnikiem, jakiego w życiu miałem. To mi pierdolnęło w głowie jak cegła z dachu. Bo zrozumiałem, że ludzie, którzy zostają, mimo że są źle traktowani, nie robią tego z miłości. Robią to ze strachu. Z lęku, że jak zostaną sami, to się rozsypią. A prawda jest taka, że wtedy się dopiero składasz na nowo – po swojemu, kurwa, a nie pod czyjeś oczekiwania. Znasz takich, co się śmieją tylko, jak ktoś obok się śmieje? Co mają odwagę tylko wtedy, gdy są w grupie? Co gadają głośno, ale jak zostaną sam na sam, to spuszczają wzrok i pierdolą w gacie? Nie bądź jednym z nich. Wiesz, kiedy jesteś naprawdę silny? Kiedy umiesz siedzieć sam wieczorem, w ciszy. Bez rozpraszaczy. Bez „kogoś do pisania”. Kiedy umiesz powiedzieć: "Ja wystarczę". "Nie muszę się nikomu przypodobać". "Nie pozwolę się traktować jak śmieć, tylko dlatego, że boję się zostać sam". Bo jak raz przejdziesz tę drogę samotności – jak nauczysz się żyć samemu, ogarniać swoje emocje, wyznaczać granice – to już NIKT nie będzie w stanie cię połamać. Nie będziesz musiał wrzeszczeć. Wystarczy spojrzenie. Nie będziesz musiał prosić. Wystarczy, że powiesz "dość" – i odejdziesz. I właśnie wtedy, wszyscy będą chcieli stać obok ciebie – ale ty już nie będziesz nikomu pozwalał na wejście z brudnymi butami do twojego świata. Bo szacunek do siebie to świętość. I pamiętaj, Bracie... Kto potrafi być sam, ten potrafi wszystko. - Adwokat Diabła
Są dni, kiedy gadam z ludźmi jak najęty. Odbieram telefony, odpisuję na wiadomości, ogarniam wszystko, co trzeba. Piszę, dzwonię, załatwiam, robię robotę. Bo tak trzeba. Bo niektóre rzeczy się same nie zrobią. Ale są też dni, kiedy po prostu… mam dość. Nie dlatego, że nie lubię ludzi. Nie dlatego, że jestem niewdzięczny. Tylko dlatego, że czasem czuję, że zaraz eksploduję, jak jeszcze jedna osoba zapyta mnie „co tam?” albo „czy masz chwilę?”. Nie mam, kurwa. Czasem po prostu potrzebuję oddechu. Ciszy. Nie chcę rozmawiać. Nie chcę tłumaczyć, co u mnie, jak się czuję, co planuję. Czasem po prostu chcę, żeby nikt ode mnie nic nie chciał. Nawet dobrych intencji. Nawet zwykłego „hej”. I to jest okej. Potrzebuję świętego spokoju. Takiego na serio. Takiego, gdzie nie muszę być liderem, ratownikiem, przyjacielem, prezesem, terapeutą i kurwa bohaterem w jednym. Czasem chcę być po prostu sobą. Zmęczonym gościem, który robi co może, ale też czasem musi się schować pod kocem i wylogować z życia na chwilę. Nie obrażaj się, jeśli utnę rozmowę. Jeśli nie odpiszę od razu. Jeśli będę cichy. To nie o Ciebie chodzi. To o mnie. O moje granice. O moje zdrowie psychiczne. Bo jeśli mam dalej dawać z siebie 100%, to muszę się też nauczyć czasem po prostu odpocząć. I nie przepraszać za to. Święty kurwa spokój – to też jest forma dbania o siebie. - Adwokat Diabła
Był taki dzień. Zwyczajny, niby jak każdy inny. Kawa, scrollowanie, jakieś powiadomienia, ktoś coś znowu chce. Ale coś we mnie pękło. Spojrzałem w lustro. I po raz pierwszy od dawna nie zobaczyłem zmęczonego gościa, który ciągle się tłumaczy, przeprasza, gasi cudze pożary i łata dziury po cudzych decyzjach. Zobaczyłem siebie. Gościa, który przeżył więcej, niż niejednemu się śniło. I nagle – jakby ktoś kliknął „reset” – poczułem spokój. Nie taki udawany spokój, tylko ten prawdziwy. Głęboki. Z tych, co wchodzą do kości. Dotarło do mnie, że już mnie nie obchodzi, co ktoś myśli. Serio. Nie chodzi o zgrywanie twardziela. Po prostu mam wyjebane. Jeśli ktoś ma problem z tym, kim jestem, jak żyję, co robię i czego nie robię – to to już nie mój problem. To jego sprawa. I jego syf. Przestałem się tłumaczyć. Przestałem udawać, że wszystko jest okej, jak nie jest. I przestałem ratować ludzi, którzy nie chcą się sami uratować. Kiedyś każdemu dawałem drugą, trzecią, dziesiątą szansę. Teraz? Jedna wystarczy. Druga to już luksus. Nie mam czasu na gównodramy i emocjonalne gierki. Mam swoją przestrzeń. Mam ludzi, którzy są – nie dlatego, że muszą, tylko dlatego, że chcą. I to jest kurewsko piękne. Mam gdzie mieszkać, mam co jeść, jestem zdrowy, jestem wolny. I wiesz co? To jest luksus. Życie to nie wyścig, tylko dar. I albo to zrozumiesz teraz, albo obudzisz się za 10 lat z żalem w gardle i pustką w oczach. A ja? Ja już nie gonię. Nie próbuję nikogo do siebie przekonywać. Robię swoje. Każdego dnia. I z każdą chwilą czuję, że to moje życie – dokładnie takie, jakie ma być. Reszta? Lata mi w okolicach dupy. - Adwokat Diabła
Wiesz, kurwa… Siedziałem ostatnio na ławce, patrzyłem na ludzi i coś mnie jebło w głowę. Nie tak dosłownie, ale wiesz, takie pierdolone „olśnienie”. Patrzę na tych wszystkich napompowanych, wyretuszowanych ludzi, co to muszą być idealni, bo inaczej nie istnieją. Kurwa, kiedy to się tak spierdoliło, co? Kiedy to przestało chodzić o człowieka, a zaczęło o filtr, klatę i fejm? Dziś nie ważne, jaki jesteś – tylko jak wyglądasz. Czy masz sześciopak, samochód i apartament z widokiem na kurwa nic. Nie liczy się już, ile masz w sobie dobra, czy potrafisz przytulić, jak ktoś się sypie… Tylko czy twoje życie wygląda jak reklama szczęścia na Instagramie. A ja mam w dupie te pozłacane pozory. Bo wiesz co jest prawdziwe? Prawdziwe jest to, jak wracasz zmęczony, a ktoś na Ciebie czeka. Jak możesz rzucić wszystko i po prostu się przytulić, bez gadania, bez masek, bez udawania kogokolwiek. Jak rano razem jecie jajecznicę, robicie sobie kawę i śmiejecie się z głupich rzeczy. Jak ktoś się cieszy, że JESTEŚ. Nie, że masz. Że JESTEŚ. Kurwa… to jest luksus. Obecność. Prawdziwa obecność. Nie nowy telefon, nie sportowy wóz, nie palmy i drinki z parasolką. Tylko to, że ktoś zna Cię bez makijażu życia i wciąż chce być obok. I takich ludzi trzeba szanować jak świętość. Bo tam, gdzie ktoś cieszy się z twojego istnienia, nawet gdy masz bałagan w głowie, minus na koncie i serce w naprawie – tam jest coś, czego nie da się kupić. Tam jest Miłość. Nie ta z filmów. Nie ta z bajek. Ta prawdziwa – codzienna, czasem trudna, ale kurwa – najpiękniejsza. Więc przestań gonić za blichtrem, bo najwięcej warte rzeczy w tym życiu – to te, których nie da się sfotografować. Nie ważne, co masz. Ważne, że jesteś. I ktoś to widzi. - Adwokat Diabła
Prawdziwy skarb? To nie jebane złoto. Nie nowy samochód. Nie kolejne zero na koncie. To człowiek. Taki, który siądzie obok, spojrzy Ci w oczy i naprawdę będzie Cię słuchał – a nie tylko czekał, aż skończysz mówić, żeby wtrynić swoje trzy grosze. To ktoś, kto nie będzie próbował Cię naprawiać, bo nie jesteś popsutą zabawką. Ale jak zobaczy, że lecisz głową w mur, to nie będzie krzyczał „a nie mówiłem?!”, tylko kurwa, poda Ci rękę i powie: – „Stary, można to ogarnąć inaczej. Chodź, pokażę.” To ktoś, kto potrafi być obok, bez pierdolenia. Bez gadania non stop. Czasem wystarczy jego obecność i już wiesz, że dasz radę. To ktoś, kto nie spierdala, kiedy jest ciężko. Kto nie znika jak dym, kiedy coś przestaje być kolorowe. Zamiast tego siada z Tobą na tej pieprzonej kanapie, robi herbatę, a jak trzeba – odpala wódkę. Ale zawsze JEST. To ktoś, kto zna Twoje demony i nadal wybiera Ciebie. Kto widzi Twoje upadki, ale nie patrzy z góry – tylko mówi: – „Dobra, było minęło. Co dalej?” To ktoś, z kim możesz być najgorszą wersją siebie, a on i tak Cię trzyma. Bo wie, że nie jesteś tylko swoimi błędami. To ktoś, z kim cisza nie boli. Z kim możesz milczeć godzinami i nadal czuć się ważny. Z kim nawet „robienie nic” jest wszystkim. To ktoś, kto jak trzeba – powie Ci „masz rację”, nawet jeśli w środku czuje inaczej. Bo ważniejsze jest to, żebyście byli razem, niż to, kto wygra dyskusję. To ktoś, kto zna Twoje marzenia – i kurwa, chce je spełniać z Tobą. Kto wierzy w Twoje najdziksze plany, nawet jeśli dla świata brzmią jak totalna pojebka. To nie ideał. To prawdziwy człowiek. Twój człowiek. I jak masz takiego u boku – To nawet jeśli świat się pierdoli, Ty masz wszystko. Reszta? To tylko hałas. Bo prawdziwe szczęście to kochać bez wstydu… i być kochanym tak, że nie boisz się już niczego. - Adwokat Diabła
Był taki moment w moim życiu, że siedziałem sam, w ciszy, patrząc w sufit i myśląc: "Czemu, do cholery, to wszystko się tak posypało?" Zawód za zawodem, ludzie, którym ufałem – odpłacili się obojętnością albo wbili nóż w plecy. I tak, były łzy. Nie, nie płakałem jak dzieciak. Płakałem jak facet, który miał już wszystkiego dość, który trzymał wszystko w sobie za długo, aż w końcu pękł. Ale wiesz co? To były łzy, które czegoś mnie nauczyły. Każda jedna była jak kamień wrzucany do pieca – bolało, ale hartowało. I dziś mogę ci powiedzieć jedno: te łzy nie poszły na marne. Bo stary, życie ma tę dziwną właściwość, że kołem się toczy. I kurwa, to co komuś robisz – wraca. Może nie dziś, nie jutro, ale wraca. A łzy…? One wracają. Tyle że nie do Ciebie. Tylko do tych, co je spowodowali. Więc jeśli teraz jesteś w takim momencie, że myślisz, że świat Cię jebie z każdej strony – przetrwaj. Wstań rano, ogarnij się, nawet jeśli wszystko w Tobie mówi "daj sobie spokój". Wstań mimo to. Bo nie jesteś słaby. Jesteś właśnie w procesie przemiany. I za jakiś czas, jak spojrzysz wstecz – podziękujesz sobie, że nie odpuściłeś. Bo karma? Ona nie zapomina. - Adwokat Diabła
Siedziałem kiedyś w nocy, sam, z herbatą co dawno wystygła. Patrzyłem w sufit i czułem, jak coś mnie gryzie od środka. Nie życie. Nie los. Ludzie. Ci niby bliscy. Znajomi od lat. „Przyjaciele”. Znasz to uczucie, gdy jesteś w pokoju pełnym ludzi, a i tak czujesz się, jakbyś był sam? Bo oni niby są, ale nie z Tobą. Bo kiedy Ty się zmieniasz, oni chcą, żebyś został tam, gdzie byłeś. Bo tak im wygodnie. I wtedy do mnie dotarło – to nie świat mnie ogranicza. To ludzie, których trzymałem obok. Z przyzwyczajenia. Z sentymentu. Bo „znamy się od lat”. Kurwa, i co z tego? Każdy mój nowy pomysł – śmieszny. Każde marzenie – zbyt ambitne. Każdy krok do przodu – odbierany jak zdrada. Nie wspierali. Krytykowali. Podśmiewali się. A jak zacząłem mówić, że chcę więcej od życia, to usłyszałem: „Znowu Ci odjebało”. To właśnie wtedy zrozumiałem – trzeba ciąć. Bez żalu. Bez tłumaczenia się. Bo czasem to nie Ty jesteś problemem. To po prostu nieodpowiedni ludzie przy Tobie. Więc zrobiłem porządek. Odciąłem się. Zamiast trzymać się ludzi, którzy gaszą mój ogień – zostawiłem ich z ich własnym popiołem. I nie było łatwo. Pusto się zrobiło. Ale wiesz co? Ta cisza była lepsza niż hałas fałszywych przyjaźni. Bo wtedy dopiero zaczęli przychodzić inni – Ludzie z energią. Z pasją. Z szacunkiem. Tacy, co mówią: „Zajebiście, próbuj!”, a nie „A po co Ci to?” Jeśli czujesz, że coś Cię ciągnie w dół – to nie przypadek. To znak. I masz pełne prawo uciąć wszystko, co Ci nie służy. Nie musisz się tłumaczyć. Nie musisz nic udowadniać. Nie każdy, kto był z Tobą w przeszłości, powinien iść z Tobą w przyszłość. Szanuj siebie. Zaufaj sobie. Uwierz w siebie. Zamiast kul u nogi – znajdź skrzydła. Zamiast krytyków – ekipę, która dopinguje. Zamiast wątpliwości – odwagę, by iść swoją drogą. Bo kiedy w końcu zrzucisz z siebie ten ciężar nieodpowiednich ludzi… To, kurwa, dopiero zaczyna się życie. - Adwokat Diabła
Pamiętam ten moment jak dziś. Siedziałem na balkonie, zmęczony życiem, z papierosem, którego nawet już nie chciałem. Patrzyłem w noc, w ciszę, która wcale nie była spokojna – bo we mnie był pierdolony huragan. Zegar tykał. A ja uświadomiłem sobie, że on nie ma dla mnie litości. Nie zatrzymuje się, nie pyta czy już ogarniam. Po prostu zapierdala. Każda sekunda to decyzja – czy będziesz kimś, czy znikniesz jak setki innych, którzy tylko mówili, że „kiedyś coś zrobią”. Wiesz, co zrozumiałem? Że nikt mi nie da drugiego życia. Że jeśli sam nie wezmę odpowiedzialności za siebie, to nikt tego nie zrobi. Ani stara, ani dziewczyna, ani nawet przyjaciele. Bo każdy ma swoje życie. I to nie jest ich obowiązek – to jest mój zasrany obowiązek. Więc od tamtego dnia zacząłem się składać na nowo. Powoli. Po kawałku. Jak puzzle z odzysku. Najpierw ogarnąłem głowę – bo jak masz syf w bani, to choćbyś miał milion na koncie, to i tak będziesz wrakiem. Potem ciało – nie po to, żeby wyglądać jak z reklamy, tylko żeby mieć siłę, żeby nie pękać przy pierwszym potknięciu. I wiesz co? Dopiero jak poczułem, że jestem swoim własnym fundamentem, to mogłem coś dać innym. Bez tego byłem tylko ciężarem. Jak zdezelowany plecak, co ciągnie w dół każdego, kto spróbuje go podnieść. Ludzie często nie kumają jednej rzeczy – że zdrowy egoizm to nie egoizm. To konieczność. Bo jak Ty się rozpadniesz, to nikt inny się nie złoży za Ciebie. A każda relacja – z kobietą, z rodziną, z kumplem – działa tylko wtedy, gdy obie strony chcą iść w tym samym kierunku. Bez tego to tylko teatr jednej osoby. I to, kurwa, dramat. Dlatego dziś wiem: Nie jesteś swoimi pieniędzmi. Nie jesteś swoim statusem. Jesteś tym, jak traktujesz innych i siebie. Możesz nie mieć złamanego grosza, a być bogatszy niż niejeden milioner. I odwrotnie – możesz mieć wszystko, a nie być wart nawet splunięcia. I jeszcze jedno – nie szukaj akceptacji wszędzie. Bo prawda jest taka, że niektórzy ludzie nigdy Ci nie wybaczą tego, że wstałeś. Że się nie poddałeś. Że robisz swoje. Tacy będą pluć, oceniać, śmiać się. I wiesz co z nimi? Miej ich kurwa w dupie. Za to ci, co zostają, gdy nie jest kolorowo – to jest Twój skarb. Dbaj o nich. Kochaj ich. I pokazuj, że warto było na Ciebie postawić. Bo życie, ziomek, jest jedno. I choć zegar dalej zapierdala… to teraz ja też. - @Adwokat Diabła
Widzisz gościa, wchodzisz w rozmowę, a on jakby miał kij w dupie. Chłodny, zdystansowany, zero emocji, jakby miał wszystko w dupie. I wiesz co? To nie dlatego, że jest chujem. On po prostu swoje już przeżył. Za każdym razem, kiedy dawał z siebie wszystko – był rozczarowywany. Kiedyś miał serce na dłoni, serio. Wchodził w relacje na 100%, wierzył w ludzi jak dzieciak w świętego Mikołaja. I za każdym razem dostawał z liścia. Albo gorzej – wbijali mu nóż, kiedy się odwracał. Bo ufał. Bo kochał. Bo wierzył, że jak on się stara, to inni też będą. I wiesz, co zrobił? Zbudował mur. Nie taki z cegieł, tylko z chłodu, z udawania, że nic nie rusza. Taki mechanizm obronny – „Nie pokażę, że mi zależy, to mnie nie zranią”. I nagle zaczyna grać twardziela, choć w środku serducho mu krwawi. Ale to nie znaczy, że nie czuje. Wręcz przeciwnie – on czuje wszystko mocniej niż ktokolwiek. Tylko już nie chce ryzykować. Bo ile razy można się podnosić z gleby? W dzisiejszym świecie, gdzie relacje to często chwilowy interes, a emocje są traktowane jak słabość – tacy ludzie to nie twardziele, to wojownicy po przejściach. Z pęknięciami, z bliznami, ale dalej idą. Bo życie ich nie złamało – tylko nauczyło, żeby być ostrożnym. I wiesz co jest najpiękniejsze? Że właśnie tacy ludzie – ci „zimni”, „obojętni”, „trudni” – mają najwięcej do dania. Kochają najmocniej. Są lojalni jak cholera. Tylko trzeba to wydobyć, nie spieprzyć zaufania, które ledwo skleili do kupy. Więc jak spotkasz kogoś, kto wydaje się nieprzystępny – nie oceniaj od razu. Może właśnie on potrzebuje najbardziej tego, czego nigdy nie dostał – prawdziwej bliskości. Czułości bez fałszu. Akceptacji bez warunków. Bo im ktoś bardziej się broni przed miłością, tym mocniej jej pragnie. I kurwa – niech to będzie przypomnienie, że warto być dobrym człowiekiem, nawet w popierdolonym świecie. - Adwokat Diabła
" Pewnego dnia spotkasz mężczyznę, który w kieszeniach zamiast chamstwa, przemocy, karcianych długów, prezerwatywy, niedopitej butelki lub narkotyków będzie miał narzędzia do zszycia tego co inny rozszarpał na kawałki... Bądź cierpliwa... po bólu zawsze przychodzi szczęście... a po burzy słońce... " - Mężczyzna nie Monotematyczny
Dojrzała emocjonalnie kobieta rezygnuje z odgrywania roli ofiary, sierotki i królowej dramatów. Rezygnuje bo zna swoją wartość i wie, że nie musi grać roli, aby coś dostać. Wie, że aby osiągnąć coś czego chce, nie musi niczym, ani nikim manipulować, tylko określić czego chce i przy pomocy pracy - zrealizować swoje założenie.
Pewnego dnia zdasz sobie sprawę, że szczęście nigdy nie zależało od twojej pracy, ani na byciu w związku. Szczęście nigdy nie polegało na podążaniu śladami wszystkich tych, którzy byli przed tobą,nigdy nie chodziło o to, by być jak inni. Pewnego dnia to zobaczysz, że szczęście zawsze polegało na odkrywaniu, nadziei, słuchaniu swojego serca i podążaniu za nim, gdziekolwiek gdziekolwiek się znajdowało. Szczęście zawsze polegało na tym by być dla siebie życzliwym, zawsze polegało na tym, by przyjąć osobę którą się stajesz. Pewnego dnia zrozumiesz. To szczęście zawsze polegało na nauce życia ze sobą, i że nigdy nie było one w rękach innych. Zawsze chodziło o Ciebie. Zawsze. Bianca Sparacino
Tam gdzie jest chęć jest też sposób. Mężczyzna, który kocha zrobi absolutnie wszystko, by być z Tobą. By spędzać z Tobą czas, dzielić się myślami, by móc tulić Cię każdego ranka i wieczora. Taki facet zrobi wszystko , żebyś nie cierpiała, byś nie miała co do niego watpliwosci , bo to ujma dla niego. Każda Twoja łza wylana przez niego , to policzek. Dla zakochanego faceta kilometry nie są przeszkodą. Dzieci też nią nie są. Szkoła , praca , zobowiązania, kredyty....nie ma przeszkód nie do obejścia jeśli chce się być razem. Facet który Cię kocha, będzie Cię o tym zapewniał i zrobi wszystko byś była przy nim szczęśliwa. Taki mężczyzna nie pozwoli Ci na samotność ,tęsknotę , łzy, bo jeśli by Cię kochał , serce by mu pękło. Jeśli więc zastanawiasz się czy jesteś kochana , to już pierwsza oznaka tego, że nie jesteś. Jeśli on mówi, ze zadzwoni , ale tego nie robi, jesli mówi ze się spotkacie , ale nie ma czasu, jeśli wasza randka kończy sie zaraz po seksie....trzeba pisac dalej? On Cię nie kocha. Jeśli Twoje łzy nie mają dla niego znaczenia, jesli Twoje wysilki sa niedocenione, jesli czujesz, że Twoja miłość jest nieodwzajemniona, uciekaj od niego gdzie pieprz rośnie. Jeśli zastanawiasz się , czy to miłość z jego strony, to znaczy , że nią nie jest. Jak Cię facet kocha, Ty o tym wiesz. Nie płaczesz, tylko unosisz się wysoko nad chmurami. Emanujesz szczęściem , radością . Bo wiesz , że to On, że to jest to. Dlaczego wylewasz łzy ? Morze łez? Czy jeśli kochałby Cię tak jak Ty jego pomyslalabyś o żalu? Dlaczego czujesz ból? Bo w głębi duszy czujesz ,że jesteś przez niego zwyczajnie wykorzystywana...że stałaś się jego złotą rybką do spełniania życzeń. Nie wiesz kiedy to się stało. Przecież było tak pięknie...czułe pocałunki, gorące usta, bijące serca, iskry w oczach wypalające dziury w murach ! Czułe szepty, stęsknione smsy, tulenie aż do granic. Głaskanie , pieszczenie wspólne wycieczki....czułaś, że jesteś w niebie, że masz już wszystko czego potrzebujesz, że niczego więcej w życiu Ci nie trzeba. To czemu beczysz? Czego Ci brakuje? Sama sobie odpowiedz. Czy mimo tego , co do niego czujesz, on zrobił wszystko by być przy Tobie? A może....czy zrobił cokolwiek by tak było? Nie? Jesteś kochającą , piękną, wartościową, szanującą się kobietą. Sprzedaj kopa każdemu , kto będzie chciał mieć darmową złotą rybkę do spełniania marzeń. Bo Ty nią nie jesteś. Jesteś cudem , o który należy dbać, kochać i szanować. I tylko na takich zwracaj uwagę. Inaczej jakby nie bolało...kopniak i drzwi. Bo żaden człowiek bez względu na płeć nie zasługuje na wyrywanie serca kawałek po kawałku tylko dlatego , że jest słabszy, a jest słabszy gdy kocha. 🙏🏼🙏🏼🤎
Każdy z nas czegoś żałuje. Każdy z nas w nieodpowiednim momencie powiedział kilka słów za dużo. Każdy z nas, chociaż raz powiedział "nie", wtedy, gdy serce tak cholernie błagało o "tak". Każdy z nas wybrał niewłaściwą drogę, niewłaściwego człowieka u boku i niewłaściwe emocje. To nic złego popełniać błędy, przecież jesteśmy tylko ludźmi.
Była jak gejsza… Nie tylko w ruchach – miękkich, subtelnych, jakby unosiła się nad ziemią –ale w całym istnieniu… Delikatna jak jedwabna nić, którą łatwo przerwać, ale jeszcze trudniej zapomnieć… Każde jej spojrzenie było obietnicą, której nie sposób było dosłyszeć, a jednak całym sobą chciałeś wierzyć, że była skierowana właśnie do Ciebie… Była jak gejsza… Ulotna – nieuchwytna, jak zapach kadzidła zanikający tuż po tym, jak wypełnił pokój zmysłową obecnością… Była w każdym Twoim oddechu, choć nigdy na stałe,była wszędzie, gdzie padał Twój wzrok – ale nigdy w Twoich dłoniach… Była jak gejsza… Niedostępna nie dlatego, że nie chciała być blisko,ale dlatego, że istniała na pograniczu snu i rzeczywistości –tam, gdzie nie sięga logika ani rozsądek, tam, gdzie wszystko jest tylko chwilą, a każda chwila – wiecznością… Była jak gejsza… Nieosiągalna,bo wcale nie chodziło o to, by ją zdobyć –chodziło o to, by patrzeć, jak istnieje… Jak tańczy pomiędzy słowami, jak znikając – zostawia po sobie echo niepokojui spokój zarazem… Była marzeniem… Nie takim, które spełniasz… Ale takim, które nosisz w sercu przez całe życie –bo tylko ono przypomina Ci,że piękno istnieje naprawdę… Że ktoś taki jak ona…choćby na moment…naprawdę był… Foto pinterest
Kiedy jestem blisko Ciebie… świat jakby milknie i wreszcie wszystko zaczyna mieć sens… Nie musisz mówić wiele – wystarczy, że jesteś… Wystarczy, że oddychasz w tym samym rytmie co ja… Bo przy Tobie jestem lepszy… Nie dlatego, że się staram – ale dlatego, że Ty we mnie wierzysz… Twoja obecność działa jak lustro, w którym widzę nie swoje błędy, lecz swoje możliwości… Gdy jesteś blisko, nawet moje cienie są lżejsze… Kiedy czuję Twoją bliskość…serce bije spokojniej… Jakby wiedziało, że już nie musi walczyć, nie musi się bronić, nie musi gonić… Przy Tobie wszystko się uspokaja… Nie ma pośpiechu. Nie ma masek… Jestem ja – prawdziwy. I Ty – prawdziwa… Kiedy słyszę Twój głos…to jakby ktoś otulił mnie kocem czułości w zimowy poranek… To nie tylko dźwięk – to zapewnienie, że gdzieś w tym świecie jest Ktoś,dla kogo istnieję naprawdę… Kiedy myślę o Tobie…moja twarz łagodnieje… Uśmiech nie przychodzi z obowiązku – on po prostu wypływa… Z miejsc głęboko we mnie, które już dawno nie znały światła… Nie możesz zniknąć z mojej przestrzeni… Nie dlatego, że się uzależniłem… Nie dlatego, że nie umiem żyć… Ale dlatego, że z Tobą odkryłem, czym naprawdę jest życie… Nie jego udawanie. Nie przeżywanie odhaczanych dni… Ale życie, które ma smak, zapach, głębię… i sens… Jeśli Ty znikniesz – zniknie to wszystko… Zniknę i ja – ten prawdziwy, ten spokojny, ten najlepszy… Bo z Tobą jestem całością… A bez Ciebie – tylko pustym echem tego, co mogło być najpiękniejsze… Pięknego wieczoru kochani… Foto pinterest
Przy porannej kawie, kiedy świat jeszcze nie zdążył narzucić swojego tempa — zadajemy sobie pytania, których nie wypowiadamy na głos… Dlaczego tak bardzo chcemy żyć w duecie? Dlaczego samotność, nawet jeśli spokojna, bywa dla nas niewygodna jak źle uszyty garnitur? Może dlatego, że człowiek od zawsze szuka odbicia… Kogoś, kto spojrzy i powie: „Widzę cię.” Nie tylko oczami, ale sercem… Nie tylko przez to, co pokazujesz, ale mimo tego, co ukrywasz… Może dlatego pragniemy miłości — nawet desperacko — bo w głębi duszy wierzymy, że drugi człowiek ma moc uleczyć nasze pęknięcia… Że dotyk czułości może pozszywać rozdarcia, których sami nie potrafimy już naprawić… A może po prostu tak nas nauczono… Od dziecka karmiono nas opowieściami o połowach jabłek, o tym, że “do pełni” potrzeba dwojga… I gdzieś w tym wszystkim zapomnieliśmy, że człowiek też może być całością… Że szczęście nie zaczyna się od „my” — ale od „ja”… Od akceptacji siebie, od czułości dla własnych braków… Dlatego czasem wybieramy związki nie z potrzeby serca, ale z lęku przed pustką… Bo tak bardzo boimy się ciszy, że wolimy złą rozmowę od żadnej… Bo tak bardzo boimy się nocy w pojedynkę, że godzimy się na chłód, który nie daje ciepła… A przecież miłość to nie transakcja… Nie pojawia się, bo chcemy… Nie przychodzi na wołanie… Miłość sama wybiera — kogo i kiedy… Nie kieruje się logiką, ani naszym planem życiowym… Nie pyta, czy jesteśmy gotowi… Nie czeka, aż przestaniemy być samotni — czasem pojawia się właśnie wtedy, gdy już się z samotnością zaprzyjaźniliśmy… I może w tym cała tajemnica… Że to nie my znajdujemy miłość… To miłość znajduje nas — kiedy przestajemy jej szukać na siłę… Kiedy już nie desperacko, ale spokojnie pijemy poranną kawę… Ze sobą… Dla siebie… W pełni obecni — i w tym właśnie już nie samotni… Pięknego dnia kochani… Foto pinterest
Świat zmienia się z każdą chwilą — cicho, niepostrzeżenie… Znika pod warstwami nowoczesności, hałasu, powierzchowności… A my? My udajemy, że wszystko pozostaje tak, jak było… Że wartości nie bledną, że pamięć nie paruje z naszych głów jak rosa o świcie… Że ludzie nadal czują — głęboko, szczerze, prawdziwie… Ale to kłamstwo, które powtarzamy sobie, by nie poczuć, jak bardzo oddaliliśmy się od siebie… Dziś pamięć bywa niewygodna… Zamiast uczyć, staje się ciężarem… Zamiast budować mosty — burzy… Zapominamy nie tylko o błędach, ale i o chwilach światła… Bo jedno i drugie wymaga odwagi… A my częściej wybieramy wygodę… Jeśli dziś myślisz inaczej — jesteś zagrożeniem… Nie dlatego, że ranisz… Ale dlatego, że przypominasz o tym, co inni zdążyli stłumić w sobie… Nie pasujesz do szablonu — więc trzeba Cię wyciąć z całości… Zamilczyć. Wygumkować… Zaszufladkować jako „dziwnego”, „zbyt wrażliwego”, „przewrażliwionego”… Wielu ludzi nie szuka już prawdy… Oni szukają echa swoich własnych przekonań… I kiedy znajdą kogoś, kto brzmi inaczej — stają się agresywni… Bo nie chodzi o to, byś miał rację… Chodzi o to, byś miał taką samą rację, jak oni… Dlaczego tak jest? Bo człowiek, który przez całe życie był karmiony strachem, posłuszeństwem, ślepą lojalnością wobec wygodnych kłamstw — nie zdoła udźwignąć światła wolności… “Jeśli nakarmisz niewolnika — będzie on najbardziej zaciekłym wrogiem wolności.” Bo wolność wymaga odpowiedzialności… Wymaga myślenia, stawiania pytań, konfrontowania się z niewygodą… A to boli… To obnaża… To nie daje spać spokojnie… I dlatego najgłośniej krzyczą ci, którzy nigdy nie przestali siedzieć w klatce — tylko wymalowali ją w kolorach komfortu… To oni nazwą Cię zagrożeniem, kiedy zapytasz: „Czy naprawdę musimy żyć tak, jak wszyscy?” Ale nie milknij… Nie chowaj się… Bo świat potrzebuje tych, którzy potrafią myśleć samodzielnie… Którzy pamiętają… Którzy nie godzą się na przeciętność… Którzy nie chcą tylko przetrwać — ale chcą żyć… Głęboko. Prawdziwie. Wolno… Do sobotniego przemyślenia Wam zostawiam ten tekst… Foto pinterest
Lubiła o nim myśleć… Cicho. Delikatnie. Jakby dotykała wspomnienia opuszkami palców, by go nie spłoszyć… Nie potrzebowała jego obecności codziennie, nie musiała słyszeć jego głosu, by go czuć… Wystarczyło jedno wspomnienie – ten jego uśmiech, który mówił więcej niż niejeden wiersz. .. Wystarczyła pamięć dłoni, która raz otuliła jej twarz, jakby była czymś najcenniejszym na świecie… Lubiła o nim myśleć, kiedy dzień zwalniał… Kiedy wieczór zasnuwał niebo miękkim welonem ciszy, a ona z kubkiem herbaty siadała na skraju swoich myśli i otwierała drzwi do tamtych chwil… Nie idealizowała go… Znała jego rysy i cienie… Wiedziała, kiedy milczał zbyt długo, i kiedy zbyt szybko odchodził myślami w głąb siebie… Ale właśnie wtedy kochała go najbardziej — za to, że był człowiekiem z krwi, z błędów, z wątpliwości… Lubiła o nim myśleć, bo przy nim była sobą… Bez masek, bez lęków, bez udawania… Bo tylko on potrafił odczytać ciszę między jej słowami… Tylko on znał jej uśmiech, który pojawiał się wtedy, gdy serce mówiło: „Jesteś tu – i to wystarczy.” Lubiła o nim myśleć… Nie dlatego, że tęskniła… Ale dlatego, że pamięć o nim była jak ciepło zaklęte w ulubionym swetrze – otulała, koiła, pozwalała przetrwać… Lubiła o nim myśleć… Bo choć życie potoczyło się inaczej —to miłość, która naprawdę była, nigdy się nie kończy… Ona po prostu zmienia formę… Czasem staje się myślą… Czasem uśmiechem… A czasem – najczulszym „dobranoc”, wyszeptanym w samotności… Pięknego popołudnia kochani… Foto pinterest
Nie jesteś „zbyt emocjonalna”… Jesteś pełna… Pełna tego, co niewidzialne dla oka, a tak mocno bije pod powierzchnią skóry… Twoje emocje nie są przesadą. Są prawdą… Czujesz więcej, bo jesteś stworzona z głębi — nie ze szkicu, ale z gęstych warstw przeżyć, przemyśleń, intuicji… Kiedy płaczesz — to nie słabość… To dowód, że Twoje serce nie zardzewiało w świecie, który uczy nas być twardymi… Kiedy drży Ci głos — to nie brak siły… To siła, która nie potrzebuje krzyczeć, żeby być słyszana… Świat mówi, że trzeba być spokojną. Grzeczną. Wyważoną… Ale Ty jesteś burzą, która niesie życie… Jesteś ogniem, który ogrzewa, choć czasem też parzy… Nie zostałaś stworzona, by się mieścić… Zostałaś stworzona, by być prawdziwa… Niech Ci nigdy nie wmówią, że masz być „mniej”, by być „wystarczająca”… Nie jesteś „zbyt wrażliwa”… To oni są „nie dość obecni”… Nie jesteś „zbyt emocjonalna”… To oni są „zbyt zamknięci”, by to unieść… Twoja emocjonalność nie wymaga leczenia… Ona wymaga przestrzeni… Zrozumienia… I ramion, które nie cofną się przed tym, że Twoja dusza ma głębokość oceanu… Nie zmieniaj się… Nie przycinaj skrzydeł, żeby zmieścić się do ich świata… Twój świat potrzebuje Twojej pełni… A jeśli ktoś kiedyś powie Ci, że jesteś „zbyt” —uśmiechnij się łagodnie. I odejdź… Bo tam, gdzie jest Twoje „zbyt”, dla kogoś innego będzie „w sam raz”… I to wystarczy… Foto pinterest
Świat się budzi… Nieśmiało, jakby sam jeszcze nie wierzył, że wolno mu zaczynać od nowa… Promień światła przecina horyzont, a cisza poranka pachnie obietnicą… W powietrzu unosi się coś niezwykłego – może to spokój, może to nadzieja, a może po prostu zapach świeżo zaparzonej kawy… Paruje w kubku jak czuły szept życia: “Jestem. Jeszcze raz. Jeszcze dziś.” I Ty – w samym środku tego wszystkiego – jesteś cudem… Cudem, który ma wybór… Cudem, który może zadecydować, kim dziś będzie… Czy będzie ciszą, czy burzą… Światłem, czy cieniem… Ale najważniejsze – że jest… Tu. Teraz… Ten dzień nie musi być perfekcyjny… Nie musi spełniać niczyich oczekiwań poza Twoimi… To, że oddychasz, że widzisz, czujesz i kochasz – to już wystarczy, by ten dzień był świętem… Więc unieś głowę… Złap kubek w dłonie… Poczuj ciepło… Poczuj siebie… Zaczyna się dzień… Twój dzień… Twój kolejny cud…. Foto pinterest
Ludzie nie do pary... czyli nie stworzysz nimi związku... To moje najnowsze odkrycie, w świecie ludzi, istnieją ludzie nie do pary.... Są wyjątkowi, magiczni, intrygujący, inteligentni, świadomi siebie, radośni, dobrzy... ale są nie do pary... Nie stworzą nigdy związku, choć będą marzeniem większości ludzi, których spotkają na swojej drodze, życie z nimi to piękna przygoda, pełna cudownych doznań... tyle, że oni nie chcą z nikim żyć... To nie tak, że nie kochają ludzi,uwielbiają ich, kochają poznawanie drugiego człowieka, kochają spacer z drugim człowiekiem, rozmowy...ale nie chcą życia w parze... Kochają swoje życie bardziej, niż nowe z kimś… Nie jest istotne co ich tak uwarunkowało, czy doświadczenia poprzedniego czasu, związków, czy mają tak w genach...ale są nie do pary... Nie chcą w swojej przestrzeni drugiego człowieka, nie umieją z kimś żyć, umieją tylko doznawać, poznawać... Ludzi nie do pary jest niewielu, dlatego się nad nimi nie zastanawiamy, czasem ich spotykamy i myślimy o nich egoiści... Choć intuicyjnie czujemy, że wcale nimi nie są ale my łamiemy na nich nasze marzenia, bo chcielibyśmy mieć takiego jak oni człowieka... oni ofiarują nam przyjaźń…nigdy miłość... Ale my chcemy więcej, choć więcej z nimi oznacza, zawsze świadomość końca, bo ludzie nie do pary, uwięzieni w związku, w końcu odejdą... Nie zatrzymuje się ich, bo gdy odchodzą zostawiają piękne wspomnienia gdy spróbujemy ich uwięzić w związku zamieniają się w demony...zadają wtedy ból, pokaleczą nasze serca, będzie bolało... A może po prostu zostawić ich by żyli jak chcą, ludzie nie do pary, to najlepsi przyjaciele świata... Ale nigdy nikt nie będzie miłością ich życia... Foto.pinterest
Prawda jest taka, że jeśli komuś na Tobie zależy, to zrobi wszystko by przy Tobie być. Szuka sposobu na to by jak najwięcej czasu spędzać z Tobą, a nie powodu do kolejnych wymówek. Zapamiętaj, że jak dbasz, tak masz. Jeśli zaniedbasz, to stracisz. Jeśli komuś zależy na znajomości z Tobą to ją pielęgnuje. Znajduje dla Ciebie czas i Cię wspiera. Jeśli zaś olewa Cię i tłumaczy to brakiem czasu, pracą czy jakąkolwiek inną gównianą wymówką, to po prostu jesteś dla niego tylko jedną z opcji. Nie szukaj miłości i przyjaźni tam, gdzie jej nie ma. Nie dorabiaj teorii tam, gdzie nie istnieją. Nie usprawiedliwiaj innych, jeśli na takie wytłumaczenia nie zasługują. Czas otworzyć oczy i odciąć się od bezsensownych znajomości. Uwolnić od nieszczerych i pustych relacji. Od ludzi, którzy dużo mówią, a mało robią. Naucz się, że samotność jest lepsza od beznadziejnych związków. Miłość pełna łez to nie miłość. Związek ma być Twoim schronieniem, a nie miejscem, w którym bez przerwy musisz walczyć. To samo dotyczy przyjaźni. Lepiej jest mieć 1-2 prawdziwych przyjaciół, niż stado fałszywych ludzi dookoła siebie, którzy poklepują Cię po plecach, a po kryjomu czekają na Twoje potknięcia. Zrozum, że trzymanie dookoła siebie stada kretynów nie da Ci radości, a przysporzy jedynie problemów. Postaw w życiu na jakość, nie ilość.
"Nie chodzi nawet o seks. Mam to gdzieś. To nie jest najważniejsze. Najważniejsze to budzić się z kimś. Spać przytulonym, przytulanie jest ważne. Świadomość, że jeżeli przyjdą potwory, ktoś z Tobą jest. To metafora. Potworów nie ma. Budzisz się rano, z ciepłym ciałem, czujesz oddech kochanej osoby na swoim ramieniu. To jest to." - Wyśnione Miłości
Jeśli ktoś nie wie, czego chce – niech szuka gdzie indziej. Nie jesteś przystankiem dla zagubionych. Nie jesteś opcją na później. Nie jesteś kimś, kogo można trzymać „na wszelki wypadek”. Albo ktoś Cię chce, albo nie. Jeśli ktoś mówi, że „nie jest gotowy”, „musi przemyśleć” lub „potrzebuje czasu” – to znaczy, że nie jesteś dla niego priorytetem. A miłość nie działa w zawieszeniu. Nie powinnaś czekać na wiadomość, której nigdy nie dostaniesz. Nie powinnaś liczyć, że w końcu się zdecyduje. Nie powinnaś oddawać serca komuś, kto nie wie, co z nim zrobić. Miłość to wybór. Codzienny, świadomy, prawdziwy. A jeśli ktoś nie potrafi Cię wybrać, to znaczy, że nigdy nie był Twój. Nie trać czasu na kogoś, kto waha się między Tobą a własną wygodą. Nie czekaj. Odejdź pierwsza - odejdź z szacunku do samej siebie. ~ Kobieta Zwykła
Nie poprzestał na nawykach. On z nich wyrósł. Papierosy, alkohol, nocne spotkania, bezsensowne rozmowy z innymi kobietami, wszystko to straciło nad nim kontrolę. Nie dlatego, że ktoś zmusił go do poddania się, ale dlatego, że obudziło się w nim coś głębszego. Zobaczył ją, naprawdę ją zobaczył, kobietę, która nie błagała o zmianę, ale na nią zasługiwała. I w tej cichej świadomości zaczął się zmieniać. Zaczął konfrontować się ze swoimi demonami, upokarzając swoje ego, uczyć się słuchać bez defensywy i wybierać to, co słuszne, zamiast tego, co łatwe. Zaczął ewoluować, nie w kogoś innego, ale w mężczyznę, którym zawsze miał się stać. Wszystko dlatego, że pokazała mu, jak wygląda miłość, prawdziwa cierpliwość i prawdziwa wartość. To właśnie cechuje dojrzałych mężczyzn. Nie zmieniają się pod presją. Zmieniają się z potrzeby i dla tego, że tak zdecydowali. Jeśli naprawdę chce się rozwijać, będzie to robił. A jeśli naprawdę Cię ceni, nie zmusi Cię do dźwigania ciężaru jego potencjału. Sam wzniesie się, by mu sprostać. Autor postu Niebanalna Relacyjność Foto Pinterest
Związek z odpowiednią osobą to wolność, a nie ograniczenie. Nie chodzi o to, by ktoś Cię zmieniał, tłumił Twoje marzenia albo ustawiał według własnych zasad. Odpowiednia osoba nie zabiera Ci skrzydeł – ona pomaga Ci je rozwinąć. W takim związku nie boisz się być sobą. Nie udajesz. Nie musisz grać roli, żeby zasłużyć na uwagę czy czułość. Jesteś kochany za to, kim naprawdę jesteś – ze swoimi wadami, historią, niedoskonałościami. Z odpowiednią osobą nie czujesz się uwięziony. Nie masz wrażenia, że musisz rezygnować z siebie, by być „wystarczającym” dla drugiej strony. Przeciwnie – czujesz, że jesteś wspierany, motywowany i rozumiany. Taki związek to spokój, nie chaos. To rozmowy, nie krzyki. To wsparcie, nie rywalizacja. To partnerstwo, nie dominacja. Z odpowiednią osobą możesz iść swoją drogą, ale wiesz, że obok ktoś idzie ramię w ramię. Czasem Cię pociągnie, kiedy nie masz siły. Czasem Ty pociągniesz jego. Ale zawsze razem. Wolność w związku to nie życie osobno. To możliwość rozwoju bez lęku, że zostaniesz odrzucony. To świadomość, że możesz być sobą… i nadal być kochanym. I właśnie dlatego taki związek nie jest więzieniem. Jest bezpieczną przystanią. Domem, do którego zawsze chcesz wracać
"Związki nie trwają z powodu dobrych chwil. Trwają, ponieważ trudne chwile były traktowane z miłością, troską i zrozumieniem". Prawdziwa siła każdego związku nie wykuwa się w jasnych dniach bezwysiłkowej radości i wspólnego śmiechu. Chociaż te dobre chwile z pewnością tworzą piękne wspomnienia, nie budują trwałego fundamentu. Zamiast tego, relacje pogłębiają się i trwają właśnie dzięki temu, jak radzimy sobie z trudnymi chwilami. To właśnie w chaotycznych kłótniach, nieoczekiwanych wyzwaniach i chwilach zwątpienia miłość jest naprawdę testowana. Kiedy obie osoby decydują się podejść do tych trudności z prawdziwą troską, głębokim zrozumieniem i niezachwianą miłością, nie tylko przetrwają; aktywnie wzmacniają swoją więź. To zobowiązanie do wspólnego pokonywania burz, słuchania, wybaczania i ponownego łączenia się, nawet gdy jest to trudne, przekształca przeszkody w filary, udowadniając, że trwała miłość nie polega na unikaniu bólu, ale na wzrastaniu przez niego, ramię w ramię. Związek do decyzja, ta wspólna i ta indywidualna, każdego dnia od nowa. Zapamiętaj to.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

















































