Bywa, że życie Cię przywali jak cegła prosto w łeb.
Ludzie będą pierdolić, oceniać, szeptać po kątach.
Będą powtarzać stare historie, jakby to miało jeszcze jakiekolwiek znaczenie.
Będą czekać, aż się potkniesz, żeby powiedzieć: „A nie mówiłem?”
A Ty?
Ty robisz swoje.
Bo zrozumiałeś coś, czego większość nigdy nie pojmie:
że jedyną drogą do przodu jest zapierdalać mimo strachu, mimo opinii, mimo tego, że czasem sam nie wiesz, czy to ma sens.
Ale idziesz.
Z twardą szczęką, z podniesioną głową, z sercem, które nie pęka, tylko się hartuje.
Nie tłumaczysz się nikomu, bo nie musisz.
Twoje życie to nie jest demokratyczne głosowanie.
To Twoja droga, Twoje kroki, Twoje blizny.
Ty nie jesteś „trudny”.
Ty jesteś wymagający - głównie wobec siebie.
Ty nie jesteś „zamknięty w sobie”.
Po prostu nie wpuszczasz byle kogo.
Ty nie jesteś „samotny”.
Po prostu wolisz być sam, niż otoczony kurwa plastikowymi ludźmi.
I wiesz co?
To ich boli.
Że mimo ich gadania, mimo ich oczekiwań, mimo ich chęci, żebyś był jak każdy -
Ty dalej idziesz po swoje.
Silniejszy.
Mądrzejszy.
Cichszy, ale bardziej skoncentrowany.
Z charakterem, którego nie da się złamać.
Nie muszą Cię lubić.
Nie muszą Cię rozumieć.
Nie muszą Ci bić brawo.
Ty i tak robisz robotę.
I właśnie dlatego - trzymaj ten kurs.
Nie zwalniaj.
Nie obracaj się.
I pamiętaj:
świat zawsze głośniej szczeka na tych, którzy idą własną drogą.
A Ty, bracie…
Idziesz zajebiście. 🔥











































